- Łaskawa Kowalewska raczyła się odezwać.
- Po pierwsze mam imię a po drugie to mnie teraz uważnie posłuchaj. Nie dzwoń do mnie, nie przyjeżdżaj, nie pisz i nie pytaj o mnie. Nie ma mnie dla ciebie.
- Czekaj, bo nie rozumiem.
- Mogę powiedzieć wyraźniej. Jesteś frajerem.
- Kurwa, o co ci chodzi? Przychodzisz tu i wyzywasz mnie od frajerów?!
- O to, że wyszłabym na szmatę, gdybym dalej brnęła w ten nasz udawany związek, bo oczywiście nie raczyłeś mi powiedzieć, że kogoś masz. Gdyby twoja dziewczyna dowiedziała się o tej całej akcji, mogłaby zareagować różnie i dostałabym niewinnie.
- Co?! To nie tak!
No tak. Oczywiście nie powiedziałam tego, co miałam. Nie chodziło o to, że rzekoma partnerka Wojtka zrobiłaby mi awanturę, bo tym akurat przejmowałabym się najmniej. Moje zachowanie było spowodowane tylko i wyłącznie zazdrością.
Odwróciłam się i trzaskając drzwiami opuściłam lokum chłopaków.
*
Wróciłam do domu wściekła i rozdrażniona. Z rzuconej na łóżko torebki wysypały się rzeczy, co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej. Otworzyłam okno, stanęłam przy parapecie i usilnie próbowałam odpalić papierosa, w czym przeszkadzał wiatr. Na tle granatowego nieba widać było tylko wypuszczany z moich ust dym. Nagle otworzyły się drzwi. Zamiast opieprzyć za wejście bez pukania i brak kultury, w myślach układałam formułkę dla ciekawskiego ojca. Byłam pewna, że to właśnie on.
- Frajerem nie jestem i aż do tego stopnia, do jakiego twierdzisz, mnie nie pojebało. Ta blondyna to moja siostra. Wczoraj odjechała. Czasem się widujemy, bo ja w rodzinne strony niestety nie zaglądam. Więc na przyszłość... Nie oceniaj nikogo pochopnie, a jak wyciągasz jakieś wnioski, to niech będą potwierdzone.
- Siostra?
- Tak, siostra. Skoro tyle rozmawiamy i tak często się widujemy chyba nie ukryłbym przed tobą, że kogoś mam, nie sądzisz?
- No... Nie wiem. To znaczy wiem... To dlaczego nie powiedziałeś mi od razu? Trzeba było przyjechać jeszcze w ten sam dzień.
- Bo to wszystko nie jest takie proste jak ci się wydaje. Chciałem od razu opowiedzieć ci całą historię, ale ty oczywiście dorobiłaś do tego swoją wersję. I wyrzuć tego papierosa, bo za chwile się wkurwię.
- Zaraz, zaraz. Jaką historię?
- Nie jeżdżę do rodziców, bo jestem z nimi skłócony. Wielcy biznesmeni, obłudni ludzie, których łączy tylko i wyłącznie wspólny interes. I ojciec i matka mają kogoś na boku i po prostu się nie kochają. Strasznie się kłóciliśmy, dosłownie o wszystko, powiedzieliśmy sobie kilka gorzkich słów no i się wyprowadziłem. Od tego momentu, czyli mniej więcej od 5 lat nie byłem tam ani razu. Siostra też się już wyniosła, ale co jakiś czas lubi sobie przyjechać i namawiać mnie do pogodzenia się z rodzicami. Oczywiście nie słucham jej, ale muszę przetrzymywać jakiś tydzień, bo przynajmniej z nią chcę mieć jakieś w miarę normalne stosunki.
- Nic nie wiedziałam.
- Nie chciałem ci o tym mówić, bo bałem się, że pomyślisz o mnie źle. Że to ja zostawiłem rodzinę bo poprzewracało mi się w głowie od nadmiaru pieniędzy. Gdybyś poczekała, przedstawiłbym ci Justynę, ale oczywiście ty musiałaś postawić na swoim. No ale to nie twoja wina. Przepraszam.
- Dobra, zapomnijmy o tym, sprawy nie było. Mam do ciebie prośbę. A właściwie pytanie. W sumie to sama nie wiem pod co to podciągnąć. Poszedłbyś ze mną na wesele?
- Jakie wesele?
- Najpierw musisz się zgodzić, później ci powiem.
- Zgodzę się jak przestaniesz palić.
- Wstrętny nałóg. Wiem. Próbowałam rzucić trzy razy, ale za każdym razem chętnie do tego wracam.
- Czyli szukasz partnera, mam rozumieć?
- Dobra, spróbuję. - odpowiedziałam, przewracając oczami.
- Więc, czyje wesele?
- Tatuśka.
- Nieeee.
- Taaaak!
- To może powinniśmy pomóc?
- Powinniśmy?
- No tak, przecież cie z tym nie zostawię. Masz studia, ja będę po sezonie, może do czegoś się przydam.
- I już czuję się tak, jakbym właśnie cię wykorzystała.
- Przestań, lubię twojego tatę i to jeszcze bardziej mnie motywuje do pomocy.
- Właściwie to miałam zająć się wysyłaniem zaproszeń do rodziny z naszej strony, problem tylko w tym, że jeszcze ich nie mam.
- Na co czekasz?
- Na zbawienie chyba.
Oczywiście za niecałe pół godziny zaproszenia zostały kupione i zgodnie z listą gości zaczęliśmy je wypełniać. Przy okazji zobaczyłam, że Włodi ma całkiem ładny charakter pisma i bardziej czytelny niż niejedna dziewczyna. Zjedliśmy pizzę i kontynuowaliśmy naszą rozmowę.
- Pani Gosia będzie tu mieszkać. Tak przynajmniej chce ojciec.
- To chyba dobrze. Dom macie duży, wszyscy się bez problemu zmieścicie.
- Pewnie masz rację, ale już podjęłam decyzję i przeprowadzam się. Wynajmę coś, chociaż nie chcę mieszkać sama. Już to przerabiałam.
- Ja też się wyprowadzam. Wynajmuję od następnego miesiąca mieszkanie z jednym dużym pokojem, kuchnią, łazienką i balkonem.
- Też czegoś poszukam po weselu. Dwie kobiety w domu to złe połączenie, a mój czas się skończył.
- Gdybyś chciała to możemy zamieszkać razem. Przynajmniej do czasu, kiedy sobie kogoś nie znajdziemy i z tym kimś nie będziemy chcieli mieszkać.
- Przemyślę to.
Gdzieś tam w środku i tak czy siak wiedziałam, że nawet za cenę późniejszego cierpienia zgodzę się na wszystko co z tym związane.