niedziela, 13 kwietnia 2014

#10

Bracia wyciągnęli mnie na obiad do McDonalda. Oczywiście uległam, bo bardzo lubię od czasu do czasu zjeść ten fast-foodowy syf.
- Marcelka, a dlaczego taty nie ma tak często na noc? Ma nowy dom?
- Za mały jesteś na to, Kuba.
- Spadaj, sam jesteś za mały! Szymek Srymek!
- Ej! - podniosłam głos i z wrogością popatrzyłam na Kubusia.
- No co? Tato nie chce mi powiedzieć, mówi, że tak czasem musi być.
- Wspaniała wymówka, nie powiem, nie powiem. - powiedziałam do siebie, popijając pepsi.
- Co tam mruczysz?
- Nic, nic. Smacznego!

Faktycznie. Kubę zastanawiało zachowanie taty. Mnie i Szymonowi nie musiał nic mówić. Doskonale wiedzieliśmy, że spędza czas w towarzystwie niejakiej Małgorzaty, nowej sympatii. Byłam z tego powodu bardzo zadowolona. Ojciec miał dopiero czterdzieści sześć lat. Już wcześniej przygotowałam się na to, że w końcu znajdzie sobie drugą kobietę i zakocha się ponownie. Bałam się jednak o reakcję Kubusia. Rozumiałam ojca i to, że nie chciał mu zbyt dużo powiedzieć. Był rozdarty pomiędzy reakcją najmłodszego syna a kobietą, którą pokochał. Wiedziałam, że muszę wkroczyć do akcji i porozmawiać z Kubą.
Po niedługim czasie wróciliśmy do domu. Zastaliśmy ojca chodzącego nerwowo po salonie. Pokiwałam do niego znacząco, aby poczekał na odpowiedni moment, w którym chłopcy zajmą się czymś innym, a my będziemy mogli spokojnie porozmawiać. I tak też się stało. Chłopcy wyszli na boisko, a ja wykorzystałam sytuację i usiadłam obok taty.
- Więc słucham?
- Marcelka, bo...
- No, booooooo?
- Za miesiąc... Ja i Magłosia....
- Ty i Małgosia ...
- No ślub, no!
- O Boże! Tato!

Z całej siły uściskałam ojca a z oczu popłynęły mi łzy. Była prze szczęśliwa, że w końcu ułoży sobie życie od nowa. Fakt, trochę czasu zajęło mu myślenie o kolejnej, potencjalnej kandydatce, ale to świadczy tylko i wyłącznie o tym, jak bardzo kochał mamę. Po jego minie zauważyłam, że nie do końca wszystko zostało wyjaśnione.
- Jest jeszcze jedna kwestia.
- Kuba?
- Zastanawiam się co mu powiedzieć, to nowa sytuacja. Gosia chce sprzedać mieszkanie i przeprowadzić się do nas. Córki są dorosłe mają swoje życie, mieszkają oddzielnie, nie ma sensu, żeby kupować coś nowego i wyprowadzać się z Bełchatowa. Wszyscy się zmieścimy. Dom jest wystarczająco duży.
- Dobry pomysł, a co do Kubusia... Nie jest już tak mały, żeby nie rozumieć powagi sytuacji. Jeżeli chcesz, mogę z nim porozmawiać. Z Szymonem problemu nie będzie i przynajmniej o to możesz być spokojny.
- Nie wiem co bym bez ciebie zrobił.
- Od tego są córki.
- Boję się, że nie potrafię być mężem, no wiesz... Od 10 lat jestem tylko ojcem. Nie chcę jej ranić, nie chcę być egoistą.
- Tato, jakim egoistą? Co ty wygadujesz?
- Nie wiem Marcelka, czy dobrze robię.
- A kochasz Gosię?
- Chyba. ...
- Mama by tego chciała. Chciałaby, żebyś był szczęśliwy. Ale musisz być pewien na sto procent swoich uczuć. Nic nie może być ''chyba''. Wszystko musi być na pewno.
- Wiem, Marcelka. Boję się, że nie będzie ze mną szczęśliwa, że będę ją porównywał do waszej matki. A jest całkowicie inna. Nie chcę tego.
- Tatuś. Nie mierz jej miarą mamy. Przecież to nie zdrada.
- Ale tak właśnie się czuję. I nie potrafię tego zmienić. Ale postaram się.
- Chodź tu, niech się wyściskam.

Rozmowa z ojcem była dla mnie szczególnie ciężka, bo taka sama była też dla niego. Pragnęłam jego szczęścia, ale rozumiałam ten lęk. W tej całej zadumie nad tym, co już za niedługo prawdopodobnie się wydarzy, chciałam pobyć sama. Ubrałam płaszcz i informując tatę, że jadę do Wojtka pogadać, opuściłam dom.

*

- Cholera! Włodarczyk! Odbierz ten telefon. Proszę.
Mój monolog niestety nie został wysłuchany. Było mi głupio zaskakiwać Wojtka, ale nie miałam do kogo pójść. Niepewnie zapukałam do drzwi.
- Cześć Andrzej. Zastałam Wojtka?
- No cześć, Wojtek jest w pokoju. Włodiiiii! Masz gościa! - zawołał. - Wejdź.
Przekroczyłam próg mieszkania chłopaków kierując się do pokoju Włodarczyka. Otworzył drzwi. Był bardzo zdenerwowany.
- Marcelka, a co tu robisz?
- Masz chwilę? Chciałam pogadać.
- No... No nie bardzo.
- A co, masz gościa?
Popatrzyłam przez wojtkowe ramię w głąb pomieszczenia. Na krześle siedziała drobna blondynka, która bezczelnie mierzyła mnie wzrokiem. Po chwili wstała i nic nie mówiąc oparła brodę na jego ramieniu, patrząc na mnie jeszcze bardziej przeszywającym wzrokiem niż wcześniej.
- Jasne, nie będę ci przeszkadzać. Baw się dobrze.
Ze sztucznym uśmiechem na ustach wyszłam, żegnając się ze zdezorientowanym Wroną.
Byłam zszokowana, zdenerwowana i wściekła. Rzucałam przekleństwami na wszystkich kierowców. Nie wiedziałam dokąd się udać. Zaparkowałam pod cmentarzem. Do miejsca pochówku mamy nie miałam daleko. Usiadłam na zimnej ławeczce. Schyliłam się w celu poprawienia kwiatów. Następnie poczułam, że po moich policzkach płyną łzy, którymi steruje silny wiatr.
- Cześć mamo. Rzadko tu jestem, bo wiesz jak to jest. Brakuje mi czasu. Z resztą, komu jak komu, ale ty doskonale wiesz jak się sprawy mają. Wiesz, że tato chce ułożyć sobie życie? Wiesz. A ja wiem, jak bardzo byś tego chciała. Z resztą zawsze chciałaś dla niego jak najlepiej. Ciekawe co na to Kuba. Jak myślisz?  Będzie zły? Zbuntuje się? A może nas wszystkich zaskoczy? Sama nie wiem. Ale obiecałam tacie, że z nim pogadam. I wiesz co mamo? Jest jeszcze Wojtek. Pewnie wiesz jaki. Ten siatkarz. I tata go tak strasznie lubi. Też byś go lubiła. Ma taki ładny uśmiech. Widziałaś? I jest niemalże idealny. Boże, mamo! Co ja gadam? On jest przecież idealny! Ale nie po to tutaj jestem. Wiesz... Czasami wątpię. W siebie wątpię, mamo. Właściwie to nawet w cały świat. Bo mam tylko ciebie. Nikogo więcej. Jestem przekonana, że wiesz jak się czuję. Wiesz, że chciałabym być szczęśliwa i najważniejsza dla kogoś, kto będzie tego wart. Powiedz mi mamo, dlaczego chcę być szczęśliwa z nim? Dlaczego chcę być z osobą, która chce ode mnie tylko i wyłącznie tego, abym była jego koleżanką... Takim dobrym duchem. Nie potrafię udawać swoich uczuć. Kaśka myśli, że coś nas łączy, a to wszystko kłamstwo. Nienawidzę kłamać! I dobrze o tym wiesz. Tak mi ciężko z tym, że widziałam go z inną. Co ona sobie wyobraża? A on? A on co sobie wyobraża? Mamo, życie jest perfidne. I przykre jest też to, że dajesz komuś sto procent siebie, a on z premedytacją odbiera ci siebie i jeszcze część tego, co mu dałaś. Wiesz co? Ja się chyba zakochałam.
- No to obydwoje jesteśmy w lesie, Marcelka.
- Tato?
- A myślisz, że gdzie przyjeżdżam, jak mi źle?
Faktycznie. Ojciec często wspomina, że był u mamy. Nie chciałam, żeby widział moje łzy, ale domyślałam się, że słyszał to, co mówiłam. Popatrzyłam na niego i poczułam jego rękę na swoim ramieniu.
- Chodź, wracamy do domu. Ugotujemy coś, posiedzimy, może porozmawiamy na Skype z dziadkami, co ty na to?
- Jasne.
Otarłam łzy i chwyciłam ojca pod rękę. Odjechaliśmy spod cmentarnej bramy prosto do domu.

Nie miałam chęci do niczego. Tato nie pytał o nic. Doskonale wiedział, że nie warto dolewać oliwy do ognia. Próbował mnie zagadywać, ale najczęściej kończyło się na tym, że uśmiechałam się lekko, a po chwili na mojej twarzy znowu pojawiał się grymas niezadowolenia. Na samą myśl o tym, że zadręczam go dodatkowymi swoimi problemami, miałam ochotę rozpłakać się i zacząć przepraszać. Tato znał mnie zbyt dobrze. Obserwował mnie i jakby wyczytując z mojej twarzy to, o czym właśnie myślałam, powiedział:
- Kochanie, bez względu na to, jak będzie mi źle, twoje problemy i twoje uczucia są moimi problemami i uczuciami i nie przejdę obok tego obojętnie. Nigdy. I nie płacz proszę, bo mi pęka serce.
Ojcowski uścisk był mi potrzebny tak bardzo, że poczułam, jakby uleciało ze mnie zbędne powietrze, a kamień spadł mi z serca.
- Dziękuję ci za to, że jesteś, tato. I bądź, bo cię potrzebuję. - powiedziałam, po czym obydwoje udaliśmy się na sofę porozmawiać przez wideo połączenie z dziadkami.




4 komentarze:

  1. Siedzę i gapię się w ekran, a jedyna myśl to "ale jak to ?!" eh mam nadzieję że na Marcelę czeka coś zjawiskowego po tym całym cierpieniu ... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. CZO TEN WOJTEK
    No tak, mówiłaś... Ale CZO TEN WOJTEK.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli Wojciech ma pannę i ten pocałunek to była tylko taka zabawa?? Straciłam wiarę w mężczyzn!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam nadzieję, że Wojciech szybko Marceli tą sytuację wyjaśni...

    OdpowiedzUsuń