Czarna: Myślisz, że powinnam iść w sukience granatowej, ciemnoszarej czy czarnej?
Szatyn: Nie widziałem żadnej z tych sukienek, więc ciężko stwierdzić.
Czarna: Może podeślę linki, będzie łatwiej.
Wysłałam siatkarzowi trzy sukienki. Pierwsza, granatowa na rękaw tak zwany 'trzy czwarte' z odkrytymi do połowy plecami, druga ciemnoszara na grubszych szelkach, wcinana w talii i lekko rozkloszowana oraz zwykła czarna, bardzo wąska, bez szelek.
Szatyn: Ja to bym Cię w małej czarnej pooglądał.
Czarna: No świnia, no.
Szatyn: Ja jestem za czarną i zdania nie zmienię.
Czarna: Skąd wiesz, jak będę w niej wyglądać?
Szatyn: Kobieto, jak można ważyć 57 kilo, mieć metr 75 i wyglądać źle?
Czarna: Uwierz, że mam masę kompleksów.
Szatyn: Wyślij zdjęcie, to ocenię.
Czarna: Chciałbyś.
Szatyn: Nie ukrywam, najlepiej w tej sukience. Albo we wszystkich trzech.
Czarna: Powtórzę się - świnia!
Szatyn: Nie świnia, tylko oprócz chęci zobaczenia cię to myślę, że pewnie doradziłbym lepiej.
Czarna: Jak zgadniesz moje imię, to pomyśle, może podeślę jakąś fotkę z balu.
Szatyn: Jak powiedziałaś, że Twoje imię jest rzadkie, to od razu przyszła mi na myśl Margerita.
Czarna: Moi rodzice byli normalni.
Szatyn: Ale nawet jeżeli zgadnę, to i tak się nie przyznasz.
Czarna: Nie potwierdzę i nie zaprzeczę.
Szatyn: To kiedy dostanę zdjęcie, żeby zobaczyć z kim piszę?
Czarna: Aż tak Ci zależy na moim wyglądzie?
Szatyn: Po prostu bym chciał. Tyle o Tobie już wiem...
Czarna: No fakt. Dwa miesiące rozmowy w końcu.
Szatyn: Ale i tak jesteśmy dziwni. Nie znamy swoich imion, co więcej, jest dwudziesty pierwszy wiek i nie znaleźliśmy się na Facebooku. A tak właściwie to o której zaczyna się impreza?
Czarna: Ojciec zamówił taksówkę na 18.30.
Szatyn: To jeszcze godzina. Nie szykujesz się?
Czarna: Z włosami i tak nic nie zrobię, bo się rozprostują, a co do makijażu to robię go w między czasie. Jedno oko skończone. Ubrać tylko sukienkę i buty.
Szatyn: Tylko nie zabaluj bardzo i chyba nie muszę ci mówić, żebyś uważała na siebie podczas powrotu do domu?
Czarna: Spokojnie, tato nie da mi zginąć. Na dodatek zobaczę się z Kaśką.
Szatyn: A ona z jakiej tam okazji?
Czarna: Nasi ojcowie pracują razem.
Szatyn: A kiedy ostatni raz rozmawiałyście?
Czarna: Dobry miesiąc temu. Pewnie będzie dziwnie.
Szatyn: Przecież się nie pokłóciłyście po prostu wasze drogi się rozeszły, zanikł kontakt.
Czarna: No niby tak.
Szatyn: To nie widzę problemu. Idź i baw się dobrze. Pewnie będziesz odsypiać, a ja mam jutro po południu mecz, na który wyjeżdżam o 19.30.
Czarna: Jejku, ładny z Ciebie siatkarz jak tak podróżujesz.
Szatyn: Oj, Mała... Leć już!
Czarna: Znikam, dobrej nocy.
Wyłączyłam komputer i w biegu ubrałam buty. Straciłam rachubę czasu, bo taksówka z tatą w środku od pięciu minut stała na polu. Na imprezę przyjechaliśmy na szczęście punktualnie. Ojciec postawił usiąść na przeciw rodziny Kaśki. Wszyscy razem z nią przywitali nas uśmiechem.
- Cześć Marcelka, super wyglądasz.
- Dzięki, miło mi.
Odwzajemniłam uśmiech i usiadłam przy stole odmachując znajomym.. Ojciec porywał sekretarki do tańca, a ja postanowiłam opuścić towarzystwo Kaśki i dosiąść się do córek pani Małgorzaty, znajomej z pracy ojca, nawiasem mówiąc też wdowy, która jak się niedawno okazało wpadła mu w oko. Dziewczyny okazały się dość imprezowe. Opróżniłyśmy we trzy butelkę wódki i w dość dobrych humorach ruszyłyśmy na parkiet. Kaśka całą imprezę przesiedziała przy stole, podpierając głowę rękami, a mnie z tego powodu nie było ani trochę przykro. Około 4 rano razem z tatą przyjechaliśmy do domu. Ściągnęłam buty, rzucając je gdzieś w kąt, całym ciężarem ciała opadłam bezwładnie na łóżko.
- Wykąpię się później. - powiedziałam do siebie i zasnęłam.
*
Wstałam mniej więcej o godzinie 13, wykąpałam się i zabrałam za odgrzewanie obiadu dla moich trzech mężczyzn siedzących przed telewizorem. Jedliśmy wspólnie, a najmłodszy brat wyśmiewał kolor mojej twarzy.
- Marcelka, jak zjesz, to chodź do garażu, coś ci pokażę. - powiedział, wkładając talerz do zmywarki.
- Nie ma sprawy, a co to takiego?
- Przyjdziesz to zobaczysz.
Ciekawość zżerała mnie coraz bardziej, więc nie zważając na to, że gulasz z ziemniakami jest gorący, zwiększyłam tempo jedzenia. Bracia wiedzieli co przyszykował ojciec, bo podśmiechiwali się pod nosem i patrzyli na mnie tak, jakby wyczekiwali mojej reakcji. Pozbierałam wszystkie naczynia ze stołu, założyłam sweter i popędziłam do garażu. Ojciec stał oparty o czarne Audi A6, dokładnie takie, jakie podobało mi się najbardziej.
- Nie mówiłeś, że zmieniasz auto. Przecież masz swojego Opla dopiero rok.
- Nikt nie mówił, że zmieniam.
- To na co Ci dwa?
Tato podszedł do mnie, złapał za dłoń, położył na niej kluczyki i przymknął.
- Wszystkiego najlepszego z okazji niedawno skończonych dwudziestych czwartych urodzin. Mam nadzieję, że będzie Ci się dobrze prowadzić, szczególnie do Łodzi, na wykłady. Sześcioletnie, dobra cena, nie mogłem przegapić.
- O Boże.
Rzuciłam się na tatę i pocałowałam go w policzek.
- Dziękuję, dziękuję!
Ze łzami w oczach biegałam wokół pojazdu. Tato był również wzruszony.
- Mam tylko jedną kobietę, muszę o nią dbać.
- To jedziemy gdzieś? - zapytałam.
- Gdzie?
- Rundka po Bełchatowie. Co ty na to?
- Chłopcy grają, więc nie pozostaje mi nic innego jak się zgodzić.
Byłam tak podekscytowana nowym prezentem, że zapomniałam o kacu i o wszystkim co związane z Kaśką.
- Jejku, muszę mu napisać! - wypaliłam.
- Komu?
- A nikomu w sumie. Kaśce.
- Przecież nie rozmawiasz z Kaśką.
- Oj tato!
Przerwałam rozmowę, a następnie całkowicie zmieniłam temat.
*
Na Siatkarza czekałam dobre dwie godziny. W końcu pojawił się i napisał tylko ''Nie pytaj.''
Czarna: Ej, co jest?
Szatyn: Dostaliśmy w dupę. 3:2
Czarna: Biedactwo.
Szatyn: Jest dość chujowo. Siedzę sam w pokoju, w zimnej Rosji, dołuje się smutnymi piosenkami i nie chce mi się nawet spać, chociaż nogi odpadają mi od tyłka.
Czarna: Przytulam Cię wirtualnie, ale co Ty robisz aż w Rosji? Co wy za Skrą jeździcie na te mecze?
Szatyn: Nie do końca.
Czarna: To co Ty, w Skrze grasz?
Mój rozmówca zamilkł na dobre 10 minut. Domyśliłam się, że przez przypadek całkowicie odkryłam jego anonimowość.
Szatyn: Tak.
Czarna: No to ładnie.
Szatyn: Podeszłaś mnie.
Czarna: Wiesz co teraz zrobię?
Szatyn: Będziesz chodzić po liście zawodników Skry i kierując się wskazówkami dotyczącymi mojego imienia, o których wiesz, zgadniesz jak mam na imie?
Czarna: Lepiej bym tego nie ujęła.
Szatyn: Oszczędzę Ci. Wojciech Włodarczyk, lat prawie 24, bo skończę w październiku, student stosunków międzynarodowych w Bielsku Białej, urodzony w Poznaniu, pochodzący z Andrychowa za Krakowem.
Czarna: Najprzystojniejszy siatkarz Skry, Pan Wojciech W.
Szatyn: Ekhem..
Czarna: Więc teraz ja... Marcelina Kowalewska, lat 24, bo skończone 28 lutego, studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Łodzi, urodzona w Bełchatowie, pochodząca z Bełchatowa.
Szatyn: Marcelka!
Czarna: Hm?
Szatyn: Ładnie się nazywasz.
Czarna: Nie śmiej się.
Szatyn: Mówię prawdę. Ale ty przynajmniej wiesz jak wyglądam.
Czarna: Skoro tak...
Postanowiłam wysłać Wojtkowi zdjęcie, zrobione przez kolegę zajmującego się fotografią. Chciałam, żeby zobaczył mnie taką, jaka jestem naprawdę. Bez tapety, w długim końskim ogonie koloru ciemnego blondu z promiennym uśmiechem, a właściwie śmiechem, uchwyconym przez aparat i błyskiem w dużych, niebieskich oczach, stojącą na trawie w sportowej bluzie, wąskich, czarnych spodniach i białych adidasach.
Szatyn: Nie mogę się doczekać.
Czarna: Poszło.
Szatyn: Uwaga, trzy, dwa, jeden - otwieram!
Wojtek ponownie ucichł na kilka kolejnych kilka minut.
Szatyn: Chyba się zakochałem.
Czarna: Serio podoba ci się to zdjęcie?
Szatyn: Powiedziałem już, że się zakochałem?
Czarna: Głupek jeden, bełchatowski.
Szatyn: Cisza, ale nie zgadza mi się jedna rzecz.
Czarna: Jaka?
Szatyn: Jesteś blondynką, a nick mówi inaczej.
Czarna: Z moją ksywką na tym czacie wiąże się historia. Przegrałam kiedyś z Kaśką zakład i musiałam przefarbować włosy szamponem koloryzującym, który utrzymuje się dwa tygodnie na czarno. To było w liceum czyli jakieś siedem lat temu. Od tej pory wszyscy mówią na mnie Czarna.
Szatyn: Szalona.
Czarna: Wojciech Włodarczyk zaprosił Cię do listy znajomych. Znasz go może?
Szatyn: Nie mam zielonego pojęcia kim jest ten człowiek.
Czarna: Fajny może, przyjmę.
Czarna: Ej, co jest?
Szatyn: Dostaliśmy w dupę. 3:2
Czarna: Biedactwo.
Szatyn: Jest dość chujowo. Siedzę sam w pokoju, w zimnej Rosji, dołuje się smutnymi piosenkami i nie chce mi się nawet spać, chociaż nogi odpadają mi od tyłka.
Czarna: Przytulam Cię wirtualnie, ale co Ty robisz aż w Rosji? Co wy za Skrą jeździcie na te mecze?
Szatyn: Nie do końca.
Czarna: To co Ty, w Skrze grasz?
Mój rozmówca zamilkł na dobre 10 minut. Domyśliłam się, że przez przypadek całkowicie odkryłam jego anonimowość.
Szatyn: Tak.
Czarna: No to ładnie.
Szatyn: Podeszłaś mnie.
Czarna: Wiesz co teraz zrobię?
Szatyn: Będziesz chodzić po liście zawodników Skry i kierując się wskazówkami dotyczącymi mojego imienia, o których wiesz, zgadniesz jak mam na imie?
Czarna: Lepiej bym tego nie ujęła.
Szatyn: Oszczędzę Ci. Wojciech Włodarczyk, lat prawie 24, bo skończę w październiku, student stosunków międzynarodowych w Bielsku Białej, urodzony w Poznaniu, pochodzący z Andrychowa za Krakowem.
Czarna: Najprzystojniejszy siatkarz Skry, Pan Wojciech W.
Szatyn: Ekhem..
Czarna: Więc teraz ja... Marcelina Kowalewska, lat 24, bo skończone 28 lutego, studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej w Łodzi, urodzona w Bełchatowie, pochodząca z Bełchatowa.
Szatyn: Marcelka!
Czarna: Hm?
Szatyn: Ładnie się nazywasz.
Czarna: Nie śmiej się.
Szatyn: Mówię prawdę. Ale ty przynajmniej wiesz jak wyglądam.
Czarna: Skoro tak...
Postanowiłam wysłać Wojtkowi zdjęcie, zrobione przez kolegę zajmującego się fotografią. Chciałam, żeby zobaczył mnie taką, jaka jestem naprawdę. Bez tapety, w długim końskim ogonie koloru ciemnego blondu z promiennym uśmiechem, a właściwie śmiechem, uchwyconym przez aparat i błyskiem w dużych, niebieskich oczach, stojącą na trawie w sportowej bluzie, wąskich, czarnych spodniach i białych adidasach.
Szatyn: Nie mogę się doczekać.
Czarna: Poszło.
Szatyn: Uwaga, trzy, dwa, jeden - otwieram!
Wojtek ponownie ucichł na kilka kolejnych kilka minut.
Szatyn: Chyba się zakochałem.
Czarna: Serio podoba ci się to zdjęcie?
Szatyn: Powiedziałem już, że się zakochałem?
Czarna: Głupek jeden, bełchatowski.
Szatyn: Cisza, ale nie zgadza mi się jedna rzecz.
Czarna: Jaka?
Szatyn: Jesteś blondynką, a nick mówi inaczej.
Czarna: Z moją ksywką na tym czacie wiąże się historia. Przegrałam kiedyś z Kaśką zakład i musiałam przefarbować włosy szamponem koloryzującym, który utrzymuje się dwa tygodnie na czarno. To było w liceum czyli jakieś siedem lat temu. Od tej pory wszyscy mówią na mnie Czarna.
Szatyn: Szalona.
Czarna: Wojciech Włodarczyk zaprosił Cię do listy znajomych. Znasz go może?
Szatyn: Nie mam zielonego pojęcia kim jest ten człowiek.
Czarna: Fajny może, przyjmę.
Jest internetowo? Jest. Ale to się troszkę zmieni.
Joł, brawa dla nich. W końcu się doczekałam. Boże, czy tylko ja byłam taka tępa, że ten Szatyn kojarzył mi się z Wroną? Jacieżniemogę, a to Wojtek! Przyznam Ci się, że to bardzo dobrze, iż jest to Włodarczyk. Miła odmiana. Oni są wirtualnie uroczy, strasznie! Umieram po: Chyba się zakochałem XD
OdpowiedzUsuńAle tu u mnie chaotycznie Olcia, bo jestem mega zła, a jutro mamy ważny turniej, w poniedziałek jeszcze ważniejszy i marzę o tym, żebyśmy wygrały. Trzymaj się słońce :3
Z rozdziału na rozdział kupujesz mnie coraz bardziej. ♥
OdpowiedzUsuń