Jesteśmy sobie przeznaczeni. Bez wątpienia. Tego stanu rzeczy nie da się ukryć.
Pierwsza sobota sierpnia była dla mojej przyjaciółki najważniejszym dniem w całym życiu. W bełchatowskiej świątyni, w której jakieś dziesięć czy piętnaście lat wcześniej staliśmy w czwórkę i interesowało nas wszystko oprócz ołtarza, Katarzyna i Maciej powiedzą sobie sakramentalne ''tak''. Wszystko udało im się załatwić błyskawicznie, za całkiem dobre pieniądze, a sala weselna znajduje się dwa kilometry od centrum miasta. Lepiej być nie mogło. Jedyne czego nie można było przewidzieć to jak wiadomo pogody. Od rana chmurzyło się i przez jakąś godzinę mżyło. Na szczęście jeszcze przed dwunastą w południe na niebie pojawiło się słońce, a niebo stało się niebieskie.- Wojtek! Nie mogę iść w tej sukience. No nie mogę, no!
- Ale dlaczego? Przecież dobrze w niej wyglądasz.
- Jestem grubasem. Popatrz jak mnie poszerza!
- W którym miejscu? Ta kiecka ma taki krój, że nawet nie widać twojego zaokrąglonego brzucha. Nogi masz dalej grubości zapałek, ręce też, jest okej.
- A buty które w końcu?
- Jak to które? Przecież kupiłaś jedną parę.
- No niestety nie. Kupiłam dwie.
- Marcelka!
- Popatrz jakie ładne. To co, chabrowa sukienka i jaskrawo różowe buty mogą być? Dobrze skontrastowałam kolory?
- Ślicznie.
- Wojtek, nie pomagasz mi.
- Dla mnie możesz ubrać worek na ziemniaki a i tak będziesz najbardziej seksowna ze wszystkich obecnych kobiet.
- Teraz lepiej.
Ubrałam szpilki i wykorzystując kilka centymetrów, które dzięki nim zyskałam, z uczuciem pocałowałam Włodarczyka. Odwdzięczając mi się tym samym, nagle oderwał się ode mnie z przerażeniem w oczach.
- Czułaś?!
- Ale co? - zapytałam, w momencie kiedy fasolka, znajdująca się w moim brzuchu ewidentnie dała o sobie znać. - Dobra, teraz poczułam. Chyba dobrze całujesz i dlatego tak reaguje.
- Tak nawiasem mówiąc, to chciałbym jednak poznać tą płeć.
- Spokojnie, poczekaj do poniedziałku. Teraz już poproszę, żeby nam powiedziała, bo tatuś się bardzo niecierpliwi.
- A mamusia nie?
- Co będzie, to będzie.
- Ej, mała! Więcej entuzjazmu!
- Ciesz się, że przestałam przeżywać.
- Czas najwyższy. 19 tydzień.
Pokręciłam włosy na grubych wałkach, a szminkę i dodatki dobrałam do koloru butów. Jako świadek musiałam prezentować się niewiele gorzej od panny młodej, chociaż wiadomo, że to właśnie ona ma dziś zabłysnąć. Nikomu nie powiedziała ani słowa o tym, jak będzie wyglądać. Sukienkę, fryzurę i makijaż wybierała sama. Próbowałam ją podglądać, przeszukać jej szafę, ale nic to nie dało. Powiedziała, że będzie to niespodzianka nie tylko dla Maćka, ale i wszystkich gości. A zaproszonych na ślub i wesele było wielu. Na liście nie zabrakło też mojego rodzeństwa, taty i Gosi. O godzinie czternastej mieliśmy wszyscy podjechać pod dom rodzinny Kaśki. Zgodnie z tradycją sąsiedzi i koledzy z pracy jej taty, również policjanta, zrobili przed bramą wjazdową szlaban, a kiedy wszyscy zgromadzeni ujrzeli pannę młodą, nie kryli zdumienia. Rzeczywiście. Wyglądała przepięknie, z resztą jej uroda od zawsze robiła wrażenie. Maciek wyraźnie się wzruszył, a ja nie byłam w stanie czegokolwiek powiedzieć. Postąpiłam tak samo jak stojący obok pan młody. Ukradkiem wytarłam pojedynczą łzę płynącą po moim policzku, aby przez przypadek nie uszkodziła makijażu i nie zrobiła plamy na sukience. Nie obyło się również bez błogosławieństwa dziadków i rodziców. Następnie para młoda wsiadła do białej limuzyny, za którą wyruszyła kolumna przystrojonych samochodów. Na uroczystość jechaliśmy pojazdem Wojtka, który tłumacząc się tym, że kobiety ciężarne nie powinny prowadzić, nie pozwolił mi usiąść za kierownicą. W moim stanie, grunt to brak nerwów, więc przyjęłam to ze spokojem i bez wypowiadania zbędnych słów usiadłam po prawej stronie z przodu. Moje wysokie buty nie przeszkodziły mi w niczym i jeszcze przed wyjściem księdza na ołtarz zajęłam się ostatnimi sprawami. W międzyczasie poprawiłam nawet Maćkowi muchę i przeczesałam sterczące od wiatru włosy. O czternastej trzydzieści wreszcie zajęłam swoje miejsce, tuż za parą młodą.
Było mi przykro patrzeć na wznoszących toasty gości. Ja mogłam uraczyć się tylko sokiem lub wodą. Wojtek postanowił być choć trochę solidarny i wypił jedynie lampkę szampana. Na szczęście bawiliśmy się na całego, tańcząc nawet na krześle i wygrywając wszystkie konkurencje weselnych zabaw. Jedynym wyjątkiem były oczepiny. Miałyśmy z Kaśką niezły ubaw, kiedy welon złapała Magda, nie mająca problemu z ukrywaniem uczuć, które żywiła do Patryka, pewnego siebie cwaniaka ze świeżo złapanym krawatem.
- Myślisz, że to prorocze?
- Słuchaj, jak oni się nie zejdą, to ja już nie wiem co im zrobię. Nie mam siły do tej dwójki..
Podeszłam do Patryka, który pałaszował szwedzki stół i oparłam się o jego ramię.
- Słuchaj samotny kolego.
- No co tam, Marcel?
- Wiesz, kto może być dla ciebie najlepszą kandydatką na dziewczynę?
- Nie wiem, ale sama się ujawni. Wszystkie się same ujawniają.
- Powiem ci tylko tyle - nie szukaj daleko. Szczęście masz obok.
Uśmiechnęłam się na odchodne i wróciłam do mojego mężczyzny zajadającego się ciastkami. Kiwałam głową i patrzyłam na jego ruchy śmiejąc się. Spróbował już wszystkich ciastek, jakie były na stole i z poważną miną zastanawiał się, które jest najlepsze.
- Wojtek, to było najlepsze! - odezwał się tato.
- Ta co pan mówi! To jest mało słodkie. Tamto jest pyszne.
- Ty wiesz co? Chyba masz rację!
Gosia uderzyła się ręką w czoło, na co zareagowałam salwą śmiechu. Panowie postanowili ruszyć w tany, a ja razem z nią rozpoczęłam rozmowę.
- Jak się czujesz, kochanie?
- Dobrze. Już mnie nie mdli, nabrałam troszkę apetytu.
- Troszkę? Czyli co?
- Powróciłam do starego systemu. Jem cztery, pięć posiłków, dużo owoców i nie chodzę przede wszystkim głodna.
- A dzidziuś jak tam?
- Kopie. Dzisiaj robił jakieś salto.
- Zastanawialiście się już nad imieniem?
- Co do imienia dla dziewczynki to nie mamy pojęcia, ale bardzo chciałabym, żeby jednak urodził się mały Kajetan.
- Kajtuś. Ładnie.
- Kajetan Wojciech zapewne.
- O nie, nie. Jak twój ojciec wkroczy do akcji, to będzie Kajetan Marek.
- I zapewne na tym się skończy. Widać coś?
- W tej sukience ani trochę. Chciałaś się zamaskować?
- Nie tyle zamaskować, co nie ujawniać od razu wszystkim dookoła, że jestem w ciąży. Nadejdzie moment, w którym tegonie ukryje i raczej nic już z tym nie zrobię.
- Kiedy będzie wiadoma płeć? Bo wiesz, dziadek chciał już zacząć kupować co nie co.
- Właśnie tego się obawiam. Że jak się dziadek rozszaleje, to nakupi wszystkiego jak dla czworaczków.
- On już mówi, że kocha tego małego szkraba tak bardzo, że nie może doczekać się, kiedy go zobaczy. Sprawiłaś mu, bądź co bądź, wielką radość tą ciążą.
- Sobie trochę mniejszą.
- Do czasu, kochanie. Do czasu.
Nie wypełnisz pustych przestrzeni fikcyjnymi miejscami. Zmyślone twarze w niczym nie pomogą.
Z wesela wróciliśmy o szóstej rano. Było to zdecydowanie najlepsze wesele na jakim byłam. Poprawiny również dały radę, bo do domu przyjechałam o po drugiej. Przed południem razem z Wojtkiem byliśmy już u lekarza. Następnie zadeklarowałam się, że zrobię zakupy, a on pojedzie spokojnie na trening. Zalecenia mojego domowego lekarza Wojciecha były takie, iż jeżeli chcę wnosić rzeczy z bagażnika na pierwsze piętro, muszę rozłożyć to na kilka razy. Na szczęście nadszedł Patryk, który wziął zgrzewkę z wodą i sokiem, a mnie zostawił dwie lekkie reklamówki. Następnie usiadł na kanapie i jak na mojego przyjaciela przystało, wygodnie się rozłożył.
- Widzę, że nie przypadkiem pojawiłeś się w tych stronach.
- Przyszedłem pogadać.
- Co jest?
- Coś niedobrego dzieje się z Magdą.
- Co takiego? Przecież wczoraj była normalna.
- No właśnie, że ona nie jest normalna ostatnio! Pisze sms-y z jakimś Pawłem.
- A ty skąd wiesz, z kim ona pisze? Powiedziała ci?
- Nie! No właśnie chodzi o to, że jak przyszła do mnie oddać mi bluzę, którą jej pożyczyłem na grillu, to weszła do środka i poszła zrobić sobie herbatę, a ja ...
- A ty sprawdziłeś jej wiadomości.
- Nie sprawdziłem, tylko otworzyłem skrzynkę odbiorczą i przejrzałem z grubsza, że wszędzie jest jakiś Paweł.
- No dobra, Pisze z Pawłem i nawet jeśli kogoś ma, to co z tego? Przecież jej wolno.
- Nie rozumiesz mnie.
- Masz racje, nie rozumiem cię.
- Ona się strasznie zmieniła. Przestała do mnie przychodzić, nie wychodzimy już do kina, przestała pisać, a przynajmniej tak pisać, jak kiedyś. Nigdy nie może się ze mną zobaczyć, bo albo idzie zobaczyć, czy z Kaśką wszystko w porządku jak Maciek jest w pracy, albo idzie do ciebie, albo wychodzi jak ona to mówi ze znajomym.
- Dalej nie wiem, w czym tkwi problem.
- W tym, że mnie olewa! Mówi, że przecież nadal się przyjaźnimy i nie wie o co mi chodzi.
- Wiesz co Patryś? Ty jesteś tak głupi, że aż mi cie szkoda.
- Co ja znowu zrobiłem? Przecież się nie kłóciliśmy, ani nic. Zbyt dobrze ją znam i wiem, że to nie jest normalne zachowanie.
- Pamiętasz, co mówiłam ci na weselu?
- W sumie to dużo rzeczy mi tam mówiłaś.
- Dalej nie kumasz. Bo wiesz... Wydaje mi się, że jak ma się szczęście kilkanaście lat przy sobie, to w końcu limit się wyczerpuje i to szczęście sobie idzie gdzieś indziej. A tobie zostaje pustka.
- Co masz na myśli? Wy kobiety macie problem z mówieniem wprost, ale że i ty masz ten problem, to nie wiedziałem.
- Nic ci więcej nie powiem. Idź do domu, kup sobie piwo, podkreślam piwo, a nie dziesięć, zjedz coś, połóż się i przemyśl to. Przyjdź w tej sprawie za parę dni, jak nie dojdziesz do konkretnych wniosków, to wtedy cie oświecę i od razu będziesz wiedział na czym polega twój problem.
- Jesteś okropna. Ale spróbuję.
- Do usług.
Jedno wiem na pewno - nie chciałbym bez Ciebie żyć.
Wieczór upłynął mi w romantycznej atmosferze. Zmęczona rozmową z Magdą wróciłam do domu po dwudziestej drugiej od razu wchodząc do łazienki pod prysznic. Zrezygnowana, z mokrymi włosami, bez słowa przytuliłam się do Wojtka, który wiedząc, że nie zawsze dobrze jest mnie pytać o co chodzi, jeżeli jestem smutna, pocałował moje czoło.
- Włodi, ja już nie mam do nich siły. Oni się zachowują jak dzieci.
- Magda? Wydawało mi się, że jest dość rozumna.
- Magda poznała kogoś. Jakiegoś Pawła. Spotyka się z nim, narazie powiedziała mu, że chce czasu, bo do niedawna zależało jej na kimś innym. Zgodził się. Spędzają ze sobą dużo czasu, zależy mu na niej i w sumie się nie dziwię. To jest skarb, a nie dziewczyna. Niejeden by chciał mieć taką bezkonfliktową kobietę. Podsumowując, niczego nowego niż to od Patryka się nie dowiedziałam.
- A co on zamierza z tym zrobić ?
- Patryk to jest dupek. On jest chyba nawet gorszy niż ty swojego czasu.
- Czyli nic nie zamierza? Marcelka, nie możesz się wtrącać. To są ich sprawy i nie możesz faworyzować jednego z przyjaciół w bardzo wyraźny sposób, nawet jeżeli ma zdecydowaną rację. Musisz to wyśrodkować, a najlepiej to w ogóle się w to nie wtrącać.
- Wiem, ale nie mogę już na to patrzeć! Ona spotyka się z tym Pawłem tylko dlatego, żeby na siłę być szczęśliwa.
- Nie można się uszczęśliwić na siłę i prędzej czy później to zobaczy. Wy już z Kaśką to wiecie, my z Maćkiem też, nawet twój tato o tym wie, także na Magdę i Patryka też przyjdzie pora. Szkoda tylko Pawła, bo będzie miał złamane serce. Ale lepiej teraz niż później, jak te deklaracje o związku się potwierdzą.
- Właśnie tego się obawiam. Że Magda nie będzie potrafiła być z kimś innym niż Patryk.
- Pożyjemy, zobaczymy. Powiedz mi lepiej jak się czujesz.
- Wojtek, od wczoraj nic się nie zmieniło. Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Z głową na klatce piersiowej Włodarczyka kontynuowałam swój jak się później okazało monolog, ponieważ kiedy oczekiwałam odpowiedzi na jakiekolwiek słowo, spotkałam się z jego błogim snem. Ja zaś jeszcze długo patrzyłam w sufit i rozmyślałam nad tym, jak powinnam postąpić w sytuacji, która spotkała moich przyjaciół. Mimo wszystko, po rozmowie z Wojtkiem poczułam się choć trochę lepiej. Z doświadczenia wiem, że bez niego byłoby ciężko.
Czuję, że pocałunej był na specjalne życzenie pewnej pani :D
OdpowiedzUsuńWracam do domu, zmęczona, bez głosu, ale szczęśliwa. Mamy trzy punkty! A we wrześniu poznam Męża.
Kocham cię, Olcia, za tego słodkiego Wojtka. Nie będzie Lilki na cześć moją i Sylwii? :c
Sielanka...cudnie! Lubiłam Wojtka Włodarczyka już wcześniej, bo to bardzo pozytywny człowiek, ale to jaj tutaj go przedstawiasz sprawia, że lubię go jeszcze bardziej, mimo że może w rzeczywistości jest inny(chociaż nie sądzę i tej wersji się trzymam :D). Jestem ciekawa jakiej płci będzie dziecko, nie mogę się doczekać. :) Mam nadzieję, że już nic się nie zepsuje i że Magda z Patrykiem też w końcu się ogarną i będą razem. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam. :)
Mam nadzieję, ze ona szybko przyzwyczai sie do bycia w ciąży i szybko złapie więź z maleństwem, bo takie relacje trzeba budować od początku:)
OdpowiedzUsuńA ona wciąż narzeka i narzeka... Ciągle jej mało. Musi się przyzwyczajać, że z każdym kolejnym dniem nie będzie już tak kolorowo. Biedny Wojtek będzie musiał słuchać tego ciągłego użalania. Namęczy się chłopak.
OdpowiedzUsuń