czwartek, 17 kwietnia 2014

#11

Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że jestem uparta, zawzięta, wredna i gdybym była facetem i miałabym taką dziewczynę, zapewne nie wytrzymałabym z nią długo. Nie reagowałam na próby kontaktu od Wojtka, w dodatku zrobiłam się opryskliwa dla całego otoczenia, psuł mi się samochód i rozbiłam telefon. Miałam szczęście jedynie w kwestii zmiany rozkładu zajęć, bo nie powiadomiłam mojego ''byłego chłopaka na niby'', że wykłady rozpoczynam o jedenastej i nie musiałam znosić widoku jego twarzy. W rzeczywistości pod tą skorupą nienawiści do całego świata było mi cholernie źle. Przede wszystkim przykro, bo zostałam oszukana. Obwiniałam się za to, że za dużo i za długo rozmawialiśmy, chociaż nie do końca było to moją winą, bo przecież nie wiedziałam, jak wszystko się potoczy. W ciągu trwającego już tydzień wewnętrznego rozbicia powróciłam do starego nałogu, w który wdrożyłam się po osiemnastce a rozstałam rok temu, chociaż zdarzało mi się podpalać na przykład na jeden dzień. Od wczoraj spaliłam już dwie paczki papierosów. Robiłam to oczywiście w tajemnicy. Ojciec nienawidzi fajek, a tylko Szymon spośród dwójki braci potrafił zatrzymać dla siebie ten fakt. Przyłapał mnie w garażu z samego rana i obiecał, że jak zwykle nikomu nie powie, tym bardziej Kubie, który dałby znać tacie, dziadkom, pani Gosi i każdy zacząłby mnie jak zwykle umoralniać podkreślając, że to moje życie, a oni tylko radzą. Znajomi z roku powiedzieli, że gdyby papieros nie szkodził tak, jak to robi, można by powiedzieć, iż pasuje do mnie idealnie bo dopełnia moje tatuaże i naturalnie lekko zachrypnięty głos. Przynajmniej w wyglądzie zewnętrznym jak zwykle byłam kompatybilna. Wszystko ze sobą współgrało. Przed lustrem stała najprawdziwsza Marcelina Kowalewska w czarnych, obcisłych spodniach  białym t-shircie i skórzanej krótkiej ramonesce. Na szyi miała gruby złoty naszyjnik przypominający łańcuch i taką samą bransoletkę. Wzrostu dodawały jej czarne botki na wysokim, jakby drewnianym obcasie. W rękach trzymała wielką skórzaną torbę, a wychodziła do fryzjera, który nie zapomniał o jej wymaganiach pomimo tego, że nie była u niego dobre pół roku.. Koncepcja była zawsze jedna i ta sama - włosy prawie sięgające ramion, prosta  grzywka wystająca niemalże do samych rzęs i oczywiście blond refleksy, sprawiające, że całość prezentowała się o ton jaśniej niż naturalnie. Powrót do starej fryzury spowodował, że poczułam się trochę lepiej. Kiedy wróciłam do domu, tato ani trochę nie był zdziwiony. Pozostała mi jeszcze jedna kwestia do załatwienia. Niechętnie, ale z konieczności wybrałam się do Wojtka. Drzwi standardowo otworzył Andrzej. Bez słowa weszłam do pokoju Włodarczyka zastając go śpiącego. Zakaszlałam głośno powodując, że zerwał się na równe nogi.
- Łaskawa Kowalewska raczyła się odezwać.
- Po pierwsze mam imię a po drugie to mnie teraz uważnie posłuchaj. Nie dzwoń do mnie, nie przyjeżdżaj, nie pisz i nie pytaj o mnie. Nie ma mnie dla ciebie.
- Czekaj, bo nie rozumiem.
- Mogę powiedzieć wyraźniej. Jesteś frajerem.
- Kurwa, o co ci chodzi? Przychodzisz tu i wyzywasz mnie od frajerów?!
- O to, że wyszłabym na szmatę, gdybym dalej brnęła w ten nasz udawany związek, bo oczywiście nie raczyłeś mi powiedzieć, że kogoś masz. Gdyby twoja dziewczyna dowiedziała się o tej całej akcji, mogłaby zareagować różnie i dostałabym niewinnie.
- Co?! To nie tak!
No tak. Oczywiście nie powiedziałam tego, co miałam. Nie chodziło o to, że rzekoma partnerka Wojtka zrobiłaby mi awanturę, bo tym akurat przejmowałabym się najmniej. Moje zachowanie było spowodowane tylko i wyłącznie zazdrością.
Odwróciłam się i trzaskając drzwiami opuściłam lokum chłopaków.

*


 Wróciłam do domu wściekła i rozdrażniona. Z rzuconej na łóżko torebki wysypały się rzeczy, co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej. Otworzyłam okno, stanęłam przy parapecie i usilnie próbowałam odpalić papierosa, w czym przeszkadzał wiatr. Na tle granatowego nieba widać było tylko wypuszczany z moich ust dym. Nagle otworzyły się drzwi. Zamiast opieprzyć za wejście bez pukania i brak kultury, w myślach układałam formułkę dla ciekawskiego ojca. Byłam pewna, że to właśnie on.
-  Frajerem nie jestem i aż do tego stopnia, do jakiego twierdzisz, mnie nie pojebało. Ta blondyna to moja siostra. Wczoraj odjechała. Czasem się widujemy, bo ja w rodzinne strony niestety nie zaglądam. Więc na przyszłość... Nie oceniaj nikogo pochopnie, a jak wyciągasz jakieś wnioski, to niech będą potwierdzone.
- Siostra?
- Tak, siostra. Skoro tyle rozmawiamy i tak często się widujemy chyba nie ukryłbym przed tobą, że kogoś mam, nie sądzisz?
- No... Nie wiem. To znaczy wiem... To dlaczego nie powiedziałeś mi od razu? Trzeba było przyjechać jeszcze w ten sam dzień.
- Bo to wszystko nie jest takie proste jak ci się wydaje. Chciałem od razu opowiedzieć ci całą historię, ale ty oczywiście dorobiłaś do tego swoją wersję. I wyrzuć tego papierosa, bo za chwile się wkurwię.
- Zaraz, zaraz. Jaką historię?
- Nie jeżdżę do rodziców, bo jestem z nimi skłócony. Wielcy biznesmeni, obłudni ludzie, których łączy tylko i wyłącznie wspólny interes. I ojciec i matka mają kogoś na boku i po prostu się nie kochają. Strasznie się kłóciliśmy, dosłownie o wszystko, powiedzieliśmy sobie kilka gorzkich słów no i się wyprowadziłem. Od tego momentu, czyli mniej więcej od 5 lat nie byłem tam ani razu. Siostra też się już wyniosła, ale co jakiś czas lubi sobie przyjechać i namawiać mnie do pogodzenia się z rodzicami. Oczywiście nie słucham jej, ale muszę  przetrzymywać jakiś tydzień, bo przynajmniej z nią chcę mieć jakieś w miarę normalne stosunki.
- Nic nie wiedziałam.
- Nie chciałem ci o tym mówić, bo bałem się, że pomyślisz o mnie źle. Że to ja zostawiłem rodzinę bo poprzewracało mi się w głowie od nadmiaru pieniędzy. Gdybyś poczekała, przedstawiłbym ci Justynę, ale oczywiście ty musiałaś postawić na swoim. No ale to nie twoja wina. Przepraszam.
- Dobra, zapomnijmy o tym, sprawy nie było. Mam do ciebie prośbę. A właściwie pytanie. W sumie to sama nie wiem pod co to podciągnąć. Poszedłbyś ze mną na wesele?
- Jakie wesele?
- Najpierw musisz się zgodzić, później ci powiem.
- Zgodzę się jak przestaniesz palić.
- Wstrętny nałóg. Wiem. Próbowałam rzucić trzy razy, ale za każdym razem chętnie do tego wracam.
- Czyli szukasz partnera, mam rozumieć?
- Dobra, spróbuję. - odpowiedziałam, przewracając oczami.
- Więc, czyje wesele?
- Tatuśka.
- Nieeee.
- Taaaak!
- To może powinniśmy pomóc?
- Powinniśmy?
- No tak, przecież cie z tym nie zostawię. Masz studia, ja będę po sezonie, może do czegoś się przydam.
- I już czuję się tak, jakbym właśnie cię wykorzystała.
- Przestań, lubię twojego tatę i to jeszcze bardziej mnie motywuje do pomocy.
- Właściwie to miałam zająć się wysyłaniem zaproszeń do rodziny z naszej strony, problem tylko w tym, że jeszcze ich nie mam.
- Na co czekasz?
- Na zbawienie chyba.
Oczywiście za niecałe pół godziny zaproszenia zostały kupione i zgodnie z listą gości zaczęliśmy je wypełniać. Przy okazji zobaczyłam, że Włodi ma całkiem ładny charakter pisma i bardziej czytelny niż niejedna dziewczyna. Zjedliśmy pizzę i kontynuowaliśmy naszą rozmowę.
- Pani Gosia będzie tu mieszkać. Tak przynajmniej chce ojciec.
- To chyba dobrze. Dom macie duży, wszyscy się bez problemu zmieścicie.
- Pewnie masz rację, ale już podjęłam decyzję i przeprowadzam się. Wynajmę coś, chociaż nie chcę mieszkać sama. Już to przerabiałam.
- Ja też się wyprowadzam. Wynajmuję od następnego miesiąca mieszkanie z jednym dużym pokojem, kuchnią, łazienką i balkonem.
- Też czegoś poszukam po weselu. Dwie kobiety w domu to złe połączenie, a mój czas się skończył.
- Gdybyś chciała to możemy zamieszkać razem. Przynajmniej do czasu, kiedy sobie kogoś nie znajdziemy i z tym kimś nie będziemy chcieli mieszkać.
- Przemyślę to.
Gdzieś tam w środku i tak czy siak wiedziałam, że nawet za cenę późniejszego cierpienia zgodzę się na wszystko co z tym związane.

4 komentarze:

  1. Olciaaa.
    Bardzo warto było czekać. Wiedziałam, że Wojtek nie będzie taki do końca zły! Przecież to Wojtek!
    Czasem siebie nie lubię, że tak od razu czytam twój rozdział. Potem maniaczę, odświeżam, a tu nic nowego :c
    Jak tak dalej będziesz, to postawię ci flachę za bycie moim mentorem! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie myślę teraz...
      Prześpią się ze sobą już pierwszej wspólnej nocy w mieszkaniu po opijaniu przeprowadzki? Czy muszę czekać dłużej?


      Pooooowiedz, że nie muszę.

      PS Ja nie jestem niewyżyta, czy coś, ale Wojtek mógłby poczynić jakieś kroki!

      Usuń
  2. Czyli, że mogę odzyskać wiarę w mężczyzn?? Dziewczyna dostała mam nadzieję nauczkę na całe życie, że należy rozmawiać i słuchać. Aczolwiek kwestia tego pocałunku ciągle pozostaje nierozwiązana!

    OdpowiedzUsuń
  3. Olcia, Olcia, jestem, wracam ♥ Nie uwierzyłabym, że Wojtek jest taki zły. I chwała za to, że w niego nie zwątpiłam, bo to dobry chłopak jest, taki buntownik, bo się pokłócił z rodzicami. A mieszkać mogą razem i tak wiem co tam dalej będzie ^^ Będą mieszkać razem dopóki sobie kogoś nie znajdą, taaaaaaaak. Oni już zamieszkają tam na dobre i na złe. Prorok Beacia do usług. Trzymaj się, buziaki. Wesołych Świąt! :*

    OdpowiedzUsuń