sobota, 24 maja 2014

#18


Za kilka lat powiesz mi, że u ciebie wszystko spoko- będzie tak. Wierzę w to głęboko.

- Chodźcie tu wszyscy!
Kaśka zawołała nas do salonu i skinieniem ręki wskazała na sofę, na której mamy usiąść. Razem z Patrykiem i Magdą patrzyliśmy na siebie zdezorientowani, ale nie pytając o nic czekaliśmy na to, co za chwile niewątpliwie się wydarzy.
- Jako, że moim obowiązkiem jest informować was o wszystkich ważnych dla mnie sprawach, postanowiłam nie trzymać w tajemnicy długo, że razem z Maćkiem... Za miesiąc ślub, no!
- O jejku!
- No, no, stary, gratulacje!
Patryk z Magdą wykrzyczeli niemalże w jednym momencie słowa radości. Ja zaś popatrzyłam na wzruszoną przyjaciółkę i wstałam aby ją wyściskać.
- Za miesiąc?! - krzyknęłam. - Jakim cudem tak szybko?
- Dzisiaj wszystko można zrobić szybko. Wystarczy tylko umiejętnie załatwić.
Wiadomości, które dopiero co do mnie dotarły były chyba jedynymi pozytywnymi w ostatnim czasie. Najważniejsze było szczęście Kasi które bilo z jej spojrzenia. Gdzieś tam w duchu zazdrościłam przyjaciółce. Zakochana w Maćku od liceum, za cztery tygodnie zostanie jego żona. Czy coś się u niej zmieni? Niby wszystko,  ale i tak zachowują się już od dawna jak stare dobre małżeństwo, więc śmiem pokusić o stwierdzenie ze zbyt dużej różnicy nie będzie. Coś mi jednak nie grało. Z ostatniej wspólnej rozmowy, którą pamiętam nie było mowy o żadnym weselu. Postanowiłam więc obserwować Kaśkę i jej poczynania. Niestety, jeżeli chciałam uczynić to w Gdańsku, a nie w Bełchatowie, miałam tylko trzy dni, bo dokładnie za trzy doby zostanę, tu gdzie jestem, sama.


Pozostaw mnie w takiej pustce i w stanie nieważkości, a może wtedy podczas takiej nocy odnajdę spokój.
Odebrałam telefon od Andrzeja który od pierwszej rozmowy telefonicznej w Gdańsku dzwoni codziennie. Do ligi światowej pozostały dwa dni i nie jest chyba ani trochę świadomy, ze kiedy dowiem się o przybyciu zawodników do miejskiej hali, pojawię się od razu.
- Jesteśmy jakieś 20 km od Gdańska. Dziś już nie będzie treningu. Startujemy od jutra. Trzeba utrzymać dobra passę.
- No trzeba, trzeba.
Po krótkiej rozmowie wyszłam na taras zapalić. Oparta o drewniana poręcz popatrzyłam na swoje odbicie w szybie. Było źle. Wyglądałam jak nie ja, a przecież nie było sensu, żebym pokazywała się chłopakom na oczy w takim stanie. Fioletowe cienie zakryłam podkładem, pomalowałam rzęsy, kości policzkowe różem i od razu rozświetliłam smutną twarz. Po obiedzie składającym się z kanapki z sałatą i pomidorem wykalkulowałam, że Wrona i Kłos są już zapewne zakwaterowani i można ich poprosić na spacer po Gdańsku, ewentualnie do domu. Wysiadłam ze swojego czarnego audi, które świeżo co umyłam i oparta drzwi czekałam na parkingu samochodowym aż coś się wydarzy. Ani jednego siatkarza nie było w pobliżu. Sięgnęłam po telefon, bo dalsze sterczenie pod obiektem nie miało sensu.
- I jaki widok z okna?
- Cudowny, na parking.
- Opisz mi dokładnie co widzisz.
- A więc widzę autokar, jakąś dziewczynę... Marcelka?!
- Złaźcie wielkoludy!
Nie musiałam długo czekać. Niemalże galopujący Karol nie wyhamował i uderzył głową o ruchome drzwi, które nie zdążyły się otworzyć. Nie robiło to na nim jednak większego wrażenia. Z radością zatrzymał się tuż przede mną i zmierzył mnie wzrokiem z góry na dół.
- Dzięki Bogu, cała i zdrowa!
- Co ty tu robisz?!
Obydwoje wyściskali mnie, a następnie znowu zaczęli się przyglądać, co najmniej, jakbym właśnie wróciła z kosmosu, a ufo pozostawiło mnie na ziemi.
- Widzisz?! Mówiłem ci, pacanie, że ona jest w Gdańsku, to ty do mnie, że twoja intuicja podpowiada ci, że że nie! Ja to mądry jestem!
- Dobra, jakie macie teraz plany?
- Daj nam uwierzyć, że tu jesteś. Dopiero wtedy ci powiemy.
- Zastanowicie się po drodze. Zapraszam was do domu.
- Jakiego znów domu?
- Moi dziadkowie są w Bełchatowie na jakiś czas, a ja ze znajomymi przyjechałam na małe wakacje do Gdańska. Po prostu się wymieniliśmy.
W ciszy zaparkowałam pod nieswoja willą wskazując chłopakom drzwi wejściowe. Karol zajął się opowieściami o kwalifikacjach do Mistrzostw Europy,  a ja podążyłam do sypialni, aby przebrać się w bardziej przewiewne rzeczy. Założyłam krótką sukienkę na szelkach i związałam włosy. Wyszłam z garderoby, a na łóżku siedział Andrzej. Patrzył na mnie przeszywającym wzrokiem. Tak, jakby chciał mi coś powiedzieć. Usiadłam obok i w milczeniu oczekiwałam na jakiekolwiek słowo. Wrona zbliżył się do mnie i odgarnął włosy zakrywające mój policzek. Kiedy czułam jego oddech na swojej skórze przymknęłam powieki, a moje myśli natychmiast przeniosły się do Bełchatowa i tak jak w momencie, kiedy siedziałam na plaży wszystkie sytuacje z udziałem Włodarczyka przeleciały mi przed oczami. Miliony klatek, wycinków z filmów znowu robiły spustoszenie w mojej głowie. Przerwał je Andrzej.
- Chciałem, żebyś choć na chwilę się od tego oderwała. Sam tego potrzebuję.
- Nie rozumiem. Niczego już nie rozumiem. Nie wiem co się dzieje.
- To była moja chwila słabości. Przepraszam. I dziękuję ci, że nie pozwoliłaś, żeby do czegoś doszło. Co ja sobie myślałem?
- Masz rację. Dobrze, że się nic nie stało.
- Pójdę już.
Karol z Andrzejem opuścili mieszkanie na prośbę tego drugiego.




Ale to bez różnicy. Uciekasz już ostatni raz.



Włączyłam komputer i zaczęłam robić porządki w folderach i zakładkach. Wyciągnęłam z futerału okulary Wojtka, które nosiłam, bo mamy taką samą wadę wzroku a one przez przypadek znalazły się w mojej torbie i założyłam je na nos. Od razu lepiej widziałam monitor, a już najlepiej zakładkę o nazwie ''Czat''. Nacisnęłam na nią. Znowu uciekłam. Znowu chciałam uciec do internetu. Znowu chciałam spotkać przypadkiem kogoś kogo pokocham. Znowu byłam pewna, że na pewno jest jeszcze choć jedna osoba, która czeka tam akurat na mnie i tylko na mnie. Tym razem postanowiłam zalogować się do pokoju, gdzie rozmawiają między sobą Gdańszczanie. Standardowo użyłam tego samego nicku co poprzednio. Obserwowałam tematy, jakich dotyczyła konwersacja ogólna. Nie działo się nic szczególnego, więc po dwóch godzinach mało ciekawych doznań związanych z moją obecnością tutaj, kierowałam kursor myszki w stronę czerwonego krzyżyka w prawym górnym rogu. Nagle zostałam przełączona do rozmowy prywatnej z osobą, której nick składał się z kilku cyfr. Rozmowa zaczęła się niepozornie, bo ''anonimowy ktoś'' napisał tylko "Cześć.'' Odpisałam tak samo i zostawiłam otwarte okno rozmowy, aby zniknąć na chwilę w łazience pod prysznicem. Wróciłam po kilkunastu minutach i nie zwracając większej uwagi na dość długą treść, jaka została mi wysłana, przygotowywałam się do snu. Kiedy skończyłam, nieco rozluźniona chłodnym strumieniem wody przystąpiłam do czytania wiadomości.


Cześć Mała. Właściwie to nie wiem od czego zacząć. Nawet nie mam pewności, czy Ty, to Ty, ale przeczuwam, że jesteś właśnie w Gdańsku i tak jak wtedy, kiedy Cię poznałem uciekłaś w świat internetu i czatowania. Zacznę może od tego, że strasznie za Tobą tęsknię. Przez cały pobyt w Stanach nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Dzwoniłem do Ciebie, ale nie odbierałaś. Chciałem Cię usłyszeć, chociaż słuchawka nie oddałaby twojej lekkiej chrypy ani tego, jak na mnie patrzysz, kiedy rozmawiamy. Byłaby tylko  sposobem do oddania choć jednej milionowej części Twojej osoby. Dochodząc do sedna... Popełniłem błąd. Popełniłem straszny błąd dając ci tak łatwo odejść. Kiedyś powiedziałem Ci, że nie chcę widzieć jak płaczesz. Teraz bym chciał. A wiesz dlaczego? Bo płaczesz przeze mnie, a ja chciałbym osuszyć te łzy i wytrzeć mokre od nich policzki. Każda twoja łza byłaby dla mnie ciosem, na który niewątpliwie zasługuję. Byłem u twojego ojca. Rozmawialiśmy długo, kilka godzin. Nie powiedział gdzie jesteś, ale mówił, żebym o Ciebie walczył, nawet jeżeli nie będzie to miało najmniejszego sensu i mnie odrzucisz, bo niewątpliwie masz takie prawo. Postanowiłem, że będę szukał cię wszelkimi sposobami. Pojadę po Ciebie, gdziekolwiek byś nie była. Napisze milion listów, wykonam tysiące połączeń i wyślę miliardy wiadomości. Kiedy odwróciłaś się na lotnisku i straciłem Cię z zasięgu wzroku, dotarło do mnie, że wszystko, co chciałem od życia, zawierało się w Tobie. Przepraszam Cię. I wróć, albo chociaż się odezwij. Cokolwiek. Błagam.I jeszcze jedno. Kocham Cię. Wojtek. 


Ze łzami w oczach wyłączyłam komputer i wybiegłam na miasto. Biegłam nie wiedząc dokąd, byle przed siebie. Po kilkunastu minutach zatrzymałam się i zdyszana łapałam oddech dławiąc się przy tym łzami. Roztrzęsiona wyciągnęłam telefon, który upadł na asfalt w momencie, kiedy dzwonił Włodarczyk. Sprzęt z ponownie pękniętym ekranem podniosłam z mokrej jezdni i odebrałam.
- Marcela. - powiedział zdziwiony.
- Wojtek. - odpowiedziałam zapowietrzając się. - Jestem w Gdańsku.

Zgarnięta przez Kłosa i Wronę, którzy nie wiadomo skąd wiedzieli o moim nocnym wyjściu, wróciłam do domu.






Witam, witam. Dodaję dziś tym oto sposobem żegnając się na tydzień. Wiem, ostatnio rozdziały pojawiały się również w tygodniu, ale niestety, a może i stety tym razem będzie troszkę inaczej.
Może w ciągu dziesięciu godzin drogi do celu i do Polski, czyli w sumie aż dwudziestu, uda mi się coś w smartfonowym notatniku wyskrobać.  Miłego tygodnia! <3

3 komentarze:

  1. Wiesz, chyba zasłużyłaś na jednego z Grześków.
    No wiesz, takie wyznanie jest najlepsze, jakie mogłam dla Marceli na początek wymarzyć. Tylko niech jeszcze usłyszy prosto w oczy, co Wojtek czuje, a ja będę w niebie.
    Dziękuję, że mnie uzależniłaś.

    PS Jak pojedziesz to z kim ja będę pisała?! :(

    PS 2 Czytam jeszcze raz <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Rychło w czas się zorientował, że coś do niej czuje, że ją kocha. Jak już ma być z nim i ma być szczęśliwa, to niech on się postara.

    OdpowiedzUsuń
  3. No nareszcie, a ja tak długo czekałam aż Włodarczyk weźmie się za siebie i ogarnie, że jakaś chemia między nimi jednak jest. Obudził się. Porozmawiają sobie na spokojnie, wszystko wytłumaczą i będą żyli długo i szczęśliwie. Mam nadzieję, że tak będzie, bo Olciu jesteś nieprzewidywalna.
    Baw się dobrze :*
    Chociaż ty odpocznij, bo ja mam zapiernicz ♥

    OdpowiedzUsuń