Ty widzisz, że nawet, kiedy śpię, płonę.
Kontynuacją wczorajszego pocałunku było opuszczenie imprezy i pokierowanie się do naszego mieszkania. Po maksymalnie trzech lampkach szampana, jako że jeszcze przed imprezą postanowiliśmy trzymać poziom, niemalże trzeźwi, ale tylko pod względem braku promili, wylądowaliśmy w łóżku Wojtka, które uznał za większe i wygodniejsze. Nie miałam nic przeciwko, bo faktycznie takie było. Obudziły mnie jego delikatne pocałunki składane na moich wargach. Uśmiechałam się lekko po czym ponownie wtuliłam się w klatkę piersiową Włodarczyka mrucząc pod nosem, że jeszcze nie wstaję. Czując jak miarowo oddycha ponownie zasnęłam. Niestety nie dane nam było dłużej odpoczywać. Ktoś dobijał się do drzwi najpierw pukając kulturalnie, później waląc pięścią. Zerwałam się na równe nogi i ubrałam koszulkę Wojtka, schylając się chwilę później po dół mojej bielizny.
- Wstawaj, może coś się stało.
- Maaaarcel, to pewnie Kłos. Wyspał się i przyjechał powspominać wczorajszą imprezę.
Nie zwracając uwagi na to, że wyglądałam jednoznacznie i każdy, kto w tym momencie by mnie zobaczył miałby identyczne skojarzenie, od niechcenia otworzyłam drzwi.
- No nareszcie! Ile można spać!
- Mówiłem?
- Karol, serio? - Wojtek popatrzył na Kłosa z wyrzutem i biorąc pierwszy lepszy ręcznik ukradkiem zawiązał go wokół swojej talii, po czym wstał i podszedł do naszego gościa podając mu dłoń.
- Eeeee… Nie no. Przepraszam. Byłem u Andrzeja, a ten śpi, chociaż chwilę wcześniej widziałem go na Facebooku. Kurcze, chyba przyszedłem nie w porę.
- Bardzo nie w porę, ale ty zawsze byłeś inny.
Karol był wyraźnie zmieszany, a Wojtek wściekły. Ja zaś nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem, powodując, że wprawiłam Kłosa w jeszcze większe zakłopotanie.
- Nie no… W porządku, Karol. Zjesz coś?
- To ty zrób Karolowi coś do jedzenia, a ja pójdę pod prysznic.
Włodarczyk zniknął w łazience, a ja razem z Karolem zabrałam się za robienie herbaty i jajecznicy.
- Wiedziałem, że coś jest na rzeczy. - poruszył brwiami.
- O dziwo Andrzej też.
- Rozmawialiśmy o tym i stwierdził, że z tobą pogada. Był już w tej sprawie?
- Był, był.
- I co?
- Powiedz mu, że pozwoliłam, żeby ci się wygadał.
- Skubany. Faktycznie zachował dyskrecję. No ale Andrzej to Andrzej. U niego wszystko jak kamień w wodę.
Po kilkunastu minutach do kuchni wszedł ubrany, ogarnięty i wypachniony Włodarczyk.
- Zostało coś dla mnie?
- Jasne! - nałożyłam mu usmażoną jajecznicę na talerz i pofatygowałam się nawet o zrobienie herbaty, chociaż dziwnie bolały mnie wszystkie mięśnie i straciłam chęci na cokolwiek, nawet na jedzenie. Najedzony Karol wyszedł, dziękując wcześniej za wszystko i jeszcze dobre dziesięć razy przepraszając za naruszenie prywatności. Czując się już nieco swobodniej zdjęłam koszulkę Wojtka rzucając ją w jego stronę i zasłaniając się ciuchami, które miałam dziś ubrać zamknęłam za sobą drzwi od łazienki.
Chłodno tak, może widzę Ciebie już ostatni raz?
Obiecałam tacie, że odwiedzę go, kiedy tylko będę mieć trochę czasu. Wojtek pojechał na kolejną imprezę zakańczającą sezon, tym razem z kibicami. Ku jego niezadowoleniu wybrałam się do domu rodzinnego sama drocząc się, że skoro tak bardzo lubi Marka, może jechać do niego niekoniecznie ze mną. Po drodze próbowałam dodzwonić się do ojca, ale niestety bezskutecznie. Zaparkowałam pod bramą i z uśmiechem na ustach wyszłam z auta w stronę drzwi, w których minęłam się z Gosią. Trzymała w ręce torbę i kierowała się do samochodu z otwartym, pełnym od walizek bagażnikiem.
- Oddaję. - położyła na mojej dłoni komplet kluczy i wyszła. Zszokowana całym zajściem niezauważenie przemknęłam na górę do pokojów chłopaków widząc kątem oka ojca siedzącego na kanapie w salonie i trzymającego twarz w otwartych dłoniach.
- Mogę prosić o jakieś wyjaśnienia? - zapytałam braci siedzących w jednym pomieszczeniu.
- Od jakiś dwóch, może trzech tygodni ciągle się kłócą.
- Dlaczego?
- Tato ciągle opowiadał o mamie, co gotowała, co i w jaki sposób robiła, pouczał Gosię i porównywał je obydwie, nawet jeżeli chodziło o wygląd. Sam chyba tego nie kontrolował. Gosia zaczęła się stawiać, że nie nazywa się Anna i że ani trochę jej przecież nie przypomina. Nie rozmawiali ze sobą prawie wcale z wyjątkiem bezustannych kłótni. Dzisiaj, przy obiedzie ojciec stwierdził, że to nie ma sensu. No i takim oto sposobem Gosia spakowała się a resztę już sama widziałaś.
- Szymon, próbowałeś rozmawiać z ojcem?
- Ja próbowałem. - odezwał się, młodszy z braci.
- I co?
- Tato powiedział, że i tak nic na to nie poradzę i zmienił temat. Szymonowi tak samo.
- Ale Gosia dawała tacie jakieś powody do tego, co mówił?
- No właśnie nie. Wręcz przeciwnie. Super się dogadywaliśmy z nią.
Byłam tak zdenerwowana, że nie wiedziałam co zrobić. Nie wiedziałam, czy jechać do Gosi i z nią porozmawiać, czy zejść i wysłuchać ojca. Słysząc trzaśnięcie drzwi, zdałam sobie sprawię z tego, że zostało mi to pierwsze, bo ojciec właśnie wyszedł z domu i nawet nie zwrócił uwagi, że przyjechałam.
- Dobra chłopaki, zamówcie sobie pizze. Aha. I to nie jest najlepszy pomysł, żeby ktokolwiek się do niego zbliżał, przynajmniej dziś. Wiecie jaki on jest…
- A ty gdzie jedziesz?
- Wyjaśnić sprawię z Gosią, przecież tak nie może być.
Zapukałam do mieszkania Małgorzaty, która widząc mnie w drzwiach mocno się zdziwiła.
- Chłopcy pamiętali gdzie mieszkasz, mogę?
Bez słowa wpuściła mnie do środka. Prawdopodobnie zastałam ją wypakowującą swoje rzeczy.
- Nie przyszłam bronić ojca, bo chłopcy wystarczająco mi już powiedzieli. Przyszłam tylko wysłuchać twojej wersji.
- Ale co ja mam ci powiedzieć? Że zdaniem Marka w niczym nie dorównam twojej matce? Ciągle jest to samo. On nie potrafi być z kimś innym. Traktuję ciebie i chłopaków jak swoje dzieci, ale to małżeństwo nie ma prawa bytu. Pobłażałam Markowi długo, nawet wtedy, kiedy nie byliśmy jeszcze małżeństwem, ale od jakiś trzech tygodni po prostu sobie z tym nie radę. Poza tym, on już powiedział, że nie chce ze mną być i że się męczy, a przy okazji i mnie. Próbowałam tutaj uciekać, na przykład na noc, ale za każdym razem kiedy wracałam na Boczną sytuacja powtarzała się. Jest tylko jedna rada na to, żebyśmy się zeszli.
- Jaka?
- Musiałabym być twoją mamą. Wiem, w jakiej jesteś sytuacji. Chcesz pomóc i mnie u ojcu, ale ja się po tym wszystkim pozbieram. Pomóż lepiej jemu. On bardziej potrzebuje pomocy.
- I już definitywnie chcecie się rozstać?
- Dzisiaj przy pakowaniu rzeczy doszliśmy o dziwo na spokojnie właśnie do takiego rozwiązania.
- To słabo. Bardzo.
- Marcelka, kochanie. Marek jest mądrym człowiekiem. Wie co robi.
- Wydawało mi się, że jak ludzie się kochają, są w stanie przezwyciężyć wszystkie przeszkody. Widocznie się myliłam.
- Nie myliłaś się. Problem tkwi w tym, że twój ojciec mnie nie kocha. I doskonale wiesz dlaczego.
- Bo nie jesteś Anną Kowalewską?
- Dokładnie.
Pożegnałam Gosię ściskając ją z całej siły i pojechałam do domu z nadzieją, że w końcu zastanę tatę. Coś mnie jednak tknęło i skręciłam w ulicę, na której znajdował się cmentarz. Jak się okazało - strzał w dziesiątkę. Ojciec siedział na ławce i ze schowanymi do kieszeni dłońmi ślepo patrzył w tabliczkę na nagrobku. Usiadłam obok nie oddzywając się ani słowem. Wiał silny wiatr i czuć było pojedyncze krople deszczu spadające na twarz. Z założonymi rękoma czekałam na jakiekolwiek słowo skierowane w moją stronę. W końcu usłyszałam tylko cicho zadane pytanie.
- Co chcesz wiedzieć?
- Chcę wiedzieć tylko, czy wiesz co robisz. Bo reszta jest mi znana.
- Wiem Marcelka. Gdybym nie wiedział, to bym tu dzisiaj nie siedział… Nie siedziałbym tu codziennie. Wiesz… Jedź do chłopaków. Wyjaśnij im wszystko, przyjadę wieczorem. Muszę jechać później na komisariat, bo mnie wzywali. Rano złożę pozew.
- Jasne. Tylko uważaj, bo za 15 minut zamykają.
Widząc, że ojciec nie miał ochoty na rozmowę opuściłam cmentarz. Było przed dwudziestą drugą. Przyjechałam do domu i jak się okazało Kuba oglądał telewizję a Szymon jak zwykle urzędował na komputerze.
- O! Marcel, czekaliśmy na jakieś wieści.
- Wieści, chłopaki, to raczej są złe. Gosia i tato prawdopodobnie nie będą już razem. Sami wiecie dlaczego.
- Bo nikt nie zastąpi tacie mamy?
- Tak, Kuba.
- Szkoda. Przez chwilę było normalnie. Byliśmy pełną rodziną.
- To będą trudne chwile, ale zawsze sobie dawaliśmy radę i nadal musimy wspierać tatę.
Tylko w taki dzień, w mieście, gdzie od dawna zakazano łez - znajdę Cię.
Rozmowa z braćmi była szczególnie trudna, bo o ile Szymon doskonale wszystko rozumiał, Kuba wyraźnie zasmucił się na nowiny, z jakimi przyjechałam do domu. Było mi źle. Cholernie źle z tym, że znów wszystko się rozwala, a ja nie jestem w stanie wpłynąć na decyzję ojca i muszę patrzeć, jak Szymon z Kubą znowu tracą nadzieje na normalną rodzinę. Przed północą wrócił tato, więc żegnając się ze wszystkimi pojechałam do mieszkania, w którym przynajmniej jeszcze przez dwie, może trzy godziny miałam zostać sama. Wykąpałam się i ubrana w bluzę Wojtka sięgającą do połowy ud, usiadłam na krześle z kolanami pod brodą. Modliłam się, żeby Włodarczyk wrócił jak najszybciej. Nieważne w jakim stanie. Nie chciałam być sama, bo zbierało mi się na płacz. Minuty mijały bezlitośnie. Stukając telefonem o stół siedziałam w takiej pozycji jak wcześniej do drugiej. Analizując każdą chwilę, począwszy od przyjazdu na Boczną, zaczęłam płakać. Płakać nad losem swojej rodziny i w obawie o swoją przyszłość, bo przecież nie chciałam tego losu podzielać. Cicho łkając zmoczyłam łzami swoje kolana i rękawy nieswojej bluzy. O godzinie 2:30 dyskretnie otworzyły się drzwi wejściowe. Cholera! Akurat wtedy, kiedy byłam w stanie totalnej rozsypki. Światło było zgaszone, więc miałam nadzieję, że zostanę niezauważona, bo usadowiłam się w kącie. Wojtek wszedł do łazienki, wziął prysznic, a następnie po ciemku sprawdził obydwa łóżka, kuchnię i łazienkę, bo coś ewidentnie mu nie pasowało. Zdradziło mnie jednak szlochanie.
- Mała, dlaczego ty płaczesz? Co się stało?! - przykucnął przede mną i wytarł kciukiem cieknące po policzkach krople.
- Przyjechałam do ojca Gosia na moich oczach wyprowadziła się. Ojciec nie chce z nią być, a wiesz dlaczego? Bo nie jest moją mamą. Nie chce jej ranić tym, że będzie ją zawsze do niej przyrównywał. Nie chce jej ranić tym, że jej nie kocha i że jej funkcja polega tylko i wyłącznie na wypełnieniu pustki związanej z brakiem mamy. Chłopcy znowu stracili nadzieje na choć trochę normalności, ojciec wnosi jutro pozew. Jest mi tak źle, tak źle, że to wszystko będzie miało taki koniec. - powiedziałam prawie jednym tchem, na co Wojtek podniósł mnie z krzesła i z całej siły do siebie przytulił wplatając dłonie w moje włosy.
- Nie mam wpływu na tą decyzję, bo nie mogę tacie zaplanować szczęścia. On nie chce żeby ktokolwiek doradzał mu, co ma robić. Zamknął się w sobie i znormalnieje dopiero wtedy, kiedy zostanie sam, a w myślach nie będzie innej kobiety z wyjątkiem mamy, ale przecież nic jej życia nie wróci.
Bezustannie płakałam mocząc podkoszulek Wojtka, który coraz mocniej mnie do siebie tulił.
- Nigdy nie widziałem, jak płaczesz i nie chcę już nigdy tego widzieć. - odparł z troską w głosie a uścisk jego silnych ramion ani na trochę nie stał się łagodniejszy. Miało to tylko swoje plusy, bo z każdą chwilą emocje ustawały.
- Wojtek, mogę spać z tobą? - wypaliłam. - Nie chcę sama.
- Nawet bym ci nie pozwolił.
Tak, jak zaczęłam dzisiejszy dzień, tak go skończyłam. Roniąc jeszcze pojedyncze krople łez wtuliłam się w klatkę piersiową Wojtka i czując jego dłonie głaskające moje zmęczone ciało przymykałam oczy.
- Masz dreszcze.
- Bo od rana czuje się średnio.
- O tym porozmawiamy rano.
*
Poprawiony, nadający się do czytania (mam nadzieję). Wstawiam już teraz ze względu na to, że szykuje mi się totalny brak czasu w weekend i ciężki przyszły tydzień. Dziś i jutro zajmę się pisaniem rozdziału na kiedyś tam. Znając Repugnance, namówi mnie, żebym dodała szybko, ale już nie ulegnę, oj nie, nie! :*
Hohoho, to nie ulegaj, znasz mojego maila <3 A jak nie to znów zasyfię ci posty :P
OdpowiedzUsuńNapisałabym to, co wcześniej, ale pamiętam tylko, że to była 5 46 ;___;
Zrobiłaś mi dzień Wojtusiem :*
Szkoda, że jej ojciec nie potrafił wykorzystać swojej szansy na posiadanie normalnej rodziny i szczęści dla siebie i chłopców. Na szczęscie czowiek nie kocha całe życie jednej osoby i potrafi odbudować swoje życie z kimś innym. Oby on jeszcze to pzremyślał i spróbował Gosię odzyskać!
OdpowiedzUsuń