wtorek, 20 maja 2014

#17


Przeszłość dogoni Cię im szybciej będziesz uciekać.


Pierwszy dzień w nowym mieście rozpoczęliśmy od pozostawienia bagaży w pokojach, gdzie mieliśmy spać. Jako ''gospodarz, zajęłam największą sypialnię z największym łóżkiem.
- Jeeeeeej, ale wypas! Twoi dziadkowie to prawdziwi ludzie interesu!
- Dziadek żyje ta firma. Prowadzi ja razem z synami - braćmi mojego taty i bratem mojej mamy. Taki rodzinny interes. Sam jest jej szefem, a ich zatrudnił na dobrych stanowiskach.
- Kowalewski  Company - zażartował Maciek.
- No coś w tym stylu.
- Wypasione mieszkanko.  Będzie gdzie imprezować.

*

Wszyscy wspólnie wyszliśmy pospacerować po starówce. Nie obyło się bez drobnych zakupów na kolejne, wieczorne świętowanie wolności. Wiedziałam, ze w Bełchatowie, a szczególnie w wynajmowanym mieszkaniu, byłoby jeszcze gorzej. Gdańsk to zdecydowanie miejsce, gdzie szukam ukojenia dla złamanego serca. Przynajmniej na jakiś czas. Czułam się bezsilna, obojętna na wszystko. Czułam się tak, jakby ktoś wyssał wszystko, co było we mnie charakterystyczne. Przede wszystkim czułam się wykorzystana. Dałam z siebie tyle, ze już po trzech dniach wiedziałam, ze prędko z powrotem tego nie odzyskam. Nie miałam siły, żeby komukolwiek się postawić i żeby się na coś zbuntować. Nie miałam ochoty nawet do jedzenia. Nie byłam sobą. Właściwie to nie wiedziałam kim jestem. Kiedy ktoś mądry powiedział, ze osoba, której najbardziej potrzebujesz gdy płaczesz, to osoba przez która to robisz. Święta prawda. W całej beznadziejności jaka mnie otaczała, najbardziej odczuwałam tęsknotę. Tęsknotę za jego zapachem, uśmiechem i spojrzeniem. Tęsknotę za jego radą, wsparciem i uściskiem. Tęsknotę za jego pocałunkiem, ciężarem ciała i szybko bijącym sercem. Tęskniłam za jego głosem, śmiechem i głupimi żartami. Tęskniłam za nim całym. i nikt nie był mi go w stanie zastąpić. Nie znoszę, kiedy ktokolwiek narzeka, ale nikt z takim spokojem nie znosi tego, gdy to ja marudzę. Nikomu nie dałabym prowadzić swojego samochodu, ale tylko on mógłby mnie nim wszędzie zawozić. Nikogo nie umiałabym czegokolwiek nauczyć bez zdenerwowania, ale tylko jemu potrafiłam na spokojnie wytłumaczyć jak ma coś wykonać. Nienawidziłam spać z druga osoba, ale tylko z nim wysypiałam się najbardziej. Nienawidziłam ciemności, ale tylko przy nim mogłam siedzieć całą noc bez ani jednego źródła światła obok siebie. Nikomu  nie udawało się widzieć moich łez, ale tylko on jedyny widział to zawsze. Nikomu nigdy nie pozwalałam, aby mi pomógł, ale tylko jemu ustępowałam zęby zrobił coś za mnie. Nienawidziłam oglądać filmów, ale tylko z nim oglądałam po cztery filmy w weekend. Nikomu nigdy nie udało się namówić mnie do rzucenia palenia, ale tylko on powodował, że nie sięgałam po papierosy. Nikt nigdy nie widział mnie nago, ale tylko on znal każdy centymetr mojego ciała. Nikomu nigdy nie pozwoliłam się dotykać, ale tylko on jeden błądził rękoma po moim ciele, wprowadzając w stan, w którym wyłączało się myślenie a pojawiało pożądanie. Dla nikogo nie chciałam wyglądać dobrze, bo twierdziłam ze to ja mam się ze sobą dobrze czuć, ale to dla niego zawsze nosiłam coś, w czym mu się szczególnie podobałam.

Błądziłam wśród cieszących się życiem przyjaciół. Ze łzami w oczach przyglądałam się Kaśce i Maćkowi, którzy trzymając się za ręce wymachiwali w górę i w dół. Miałam też misję rozmowy z moją pomimo wszystko chyba nadal przyjaciółką. Potrzebowałam jej wsparcia bardziej niż kogokolwiek innego. Właśnie teraz. Widziałam jednak, że nie mogę zawracać jej głowy swoimi problemami, bo był to moment jej ponownego budowania zaufania, którym miał ją obdarzyć Maciek. Nawet patrzenie na zakochanych było milion razy lepsze od spojrzeń na ekran telefonu, który dawał mi informacje, że mam dwadzieścia nieodebranych połączeń od Wojtka w ciągu dwóch, może trzech godzin. Przynajmniej dziś, kiedy wszystko było jeszcze świeże, nie chciałam rozmawiać z Włodim ,chociaż chciałam wiedzieć co u niego i myślałam nawet nad tym, że czułabym się choć trochę lepiej, jak posiadałabym jakieś informacje. Byłam tak zamyślona, że nie słyszałam nawet pytań znajomych o jedzenie. Kiedy się ocknęłam, tak czy siak odmówiłam wspólnego posiłku, tłumacząc, że nic nie przejdzie mi przez gardło. Napawałam się tylko i wyłącznie dymem papierosowym i wodą mineralną. Na siłę próbowałam przemycić na swoja twarz uśmiech, bo nie miałam zamiaru zepsuć nikomu wakacji swoimi fochami. Wszyscy patrzyli na mnie z troska i omijali drażliwy temat. Starałam się być twarda , ale z każdym moim wymuszonym śmiechem Kaska przyglądała mi się dziwnie. Raziło ja to bardziej niż pozostałych. Nie wiedziała jednak wszystkiego. A przynajmniej tak mi się tylko wydawało, bo kiedy wróciliśmy do domu znalazła mnie w altance za domem, skąd rozpościerał się widok na Bałtyk i podała bluzę, która o godzinie 22 przy padającym deszczu i odsłoniętych ramionach była niemalże zbawienna.
- Nie siedzisz z Maćkiem?
-  Nie. Mam teraz ważniejsze sprawy. Jeszcze się nasiedzimy. To jak to było z tym Wojtkiem, co?
- Nijak.
- Parę udawaliście tylko przede mną, prawda?
- Prawda. - odetchnęłam.
- Ale się zakochałaś i tak czy siak.
- Kaśka… Ja z nim na czacie rozmawiałam, a już mi się podobał.
- Zapytam wprost. Pieprzyłaś się z nim ?
- Nie.
- Dobra. Często?

- Oj Boże! Ze cztery, może piec razy. A może i sześc? Z resztą... To nie ma znaczenia.
- Fajnie było chociaż? 
 - Spadaj wariatko! - 
uderzyłam ją w rękę. 
- Ma znaczenie, oj ma. Takie rzeczy nie dzieją się ot tak. 
- Następna. - odrzekłam zdenerwowana.
- Nie rozumiem. Jakie to jest wszystko chore! Sypiałaś z gościem, mieszkaliście razem, spędzaliście ze sobą czas i tak po prostu on mówi, że zmienia klub, bo nie ma w Bełchatowie nikogo. Może Wojtek musi to wszystko przemyśleć? Od początku poukładać sobie niektóre sprawy?
- Miał wystarczająco dużo czasu. Za dużo czasu, który ja zmarnowałam czekając. 
- Marcelka, ja wiem, że ty jesteś bezlitosna, mściwa i nie dajesz nikomu dojść do słowa, ale on widocznie coś od ciebie chce, skoro wydzwania i prosi o kontakt. 
- Niech pocałuje się w dupę. Swoją, bo w moją przyjemność.
- Najpierw wysłuchaj, co ma ci do powiedzenia.
- Powtarzam ci jeszcze raz, że miał na to czas.
- Ja też miałam dużo czasu, żeby pokazywać Maćkowi, że go kocham. I wiesz kiedy sobie to uświadomiłam? Jak mnie rzucił. Jak zdałam sobie sprawę z tego, że wszystko spieprzyłam. Jak wyjechał za granicę i nic mi nie powiedział, pomimo tego, że już jakiś czas nie byliśmy razem, przeżywałam najgorsze chwile swojego życia. Ale się nie poddałam. No i go odzyskałam. Teraz wiem, że się opłacało lecieć do tej głupiej Irlandii i siłą przyciągnąć go do Polski. Dużo mnie to nauczyło. 
- Ale ja nie wiem, czy potrafię dać się odzyskać.
- To może odbierz ten telefon, cokolwiek! Daj mu znać, że żyjesz. 
- Nie. Nie mogę. On miał swoją szansę, której nie wykorzystał. Niech cierpi. 
- Będziesz się tutaj ukrywać? 
- To zależy, czy zostanie w Bełchatowie, czy nie. 
- Zaraz, zaraz… Jeżeli przedłuży kontrakt ze Skrą, przeprowadzasz się do Gdańska?
- Albo Warszawy. Zależy, gdzie szybciej dostanę robotę. W Bełchatowie jest miejsce tylko dla jednej osoby z naszej dwójki. 
- Kowalewska, ja ci mówię, że to nie jest koniec twojej przygody z Włodarczykiem. To się dopiero zaczęło.
- A ja ci mówię, że jest. Zobaczysz. Wojtek już dla mnie nie istnieje. 
- A teraz tak szczerze, Marcelka, ty wcale nie chcesz, żeby to był koniec i pewnie gdyby teraz tutaj przyjechał rzuciłabyś wszystko choćby tylko po to, żeby go przytulić. Jestem pewna tego, że jest jedyną osobą, której byś to wybaczyła. Nie musisz nic mówić. Za dobrze cie znam i wiem, że tak jest. Wzbraniasz się tylko, bo czasem lepiej jest coś sobie wmówić na zaś, żeby w razie jeszcze jakiejś minimalnej nadziei przygotować się na najgorsze.
- I co ja mam ci teraz powiedzieć? Że masz rację?
- Nie oczekiwałam na odpowiedź, bo do tego ciężko jest się przyznać. 
- Lepiej udawać twardą. Wtedy mniej cie życie kopie w dupę. Pamiętaj. 

Przemoczona opuściłam altankę i udałam się do swojej sypialni, zamykając się po chwili w łazience, jaka się w niej znajdowała. Po kąpieli, drugiej już dzisiaj, zapaliłam standardowo papierosa.. Przed sobą położyłam telefon, który momentalnie zaczął wibrować. Na ekranie nie wyświetliło się zdjęcie Wojtka, tylko Andrzeja. Mogłam więc normalnie odebrać.
- Tak?
- Ciebie to samą zostawić i już uciekasz!
- Może by tak jakieś przywitanie?
- Gdzie ty jesteś dziecko drogie?
- Gdybym miała pewność, że to zostanie tylko między nami, na pewno bym ci powiedziała.
- To gdzie mam cię szukać?
- Prędko mnie nie znajdziesz. Uwierz mi, Andrzej.
- Dlaczego nic nie powiedziałaś? Wszystko w porządku? Martwię się.
- Czy w porządku, to zależy, z której strony na to spojrzymy. Nikt mnie nie porwał, nie zgwałcił, nie upił, nie pobił ani nic z tych rzeczy. Mam udostępniony dom daleko poza Bełchatowem. Obecnie jestem na wakacjach, chociaż nie ukrywam, że moja obecność tu może przerodzić się w coś innego, na przykład w zmianę miejsca zamieszkania.
- Głupia! Nie wygadasz się? Ani słówka mi nie powiesz?
- Andrzej, błagam. Niczego ode mnie nie wyciągniesz.
- Czyli dalej mam powiedzieć Włodiemu, że nie mam zielonego pojęcia gdzie jesteś? Dzwoni kilka razy dziennie już tydzień i pyta, czy się przypadkiem nie odezwałaś. Zamęczy mnie i siebie przy okazji.
- I mnie, bo od nadmiaru nieodebranych połączeń podłączam telefon do ładowarki minimum trzy razy dziennie.
- Ale się porobiło. Mówił ci coś więcej?
- Tak, rozmawialiśmy przez Skype. Chyba nie jest w najlepszym stanie.
- Spoko, spoko. Pocieszy się, prędko. Zobaczysz.
- Nie pocieszy. Powiedział, że choćby miał góry przenosić to i tak cie znajdzie.
- To ja mu życzę powodzenia. Będzie ciężko.
- Wysłuchaj go. Proszę cię nie w jego imieniu, ale
jako jego przyjaciel i dla własnego świętego spokoju chce wiedzieć, że rozmawialiście. Poza tym, niewiele mi powiedziałaś o tym, jak się czujesz i jak to wszystko znosisz.
- Bo chyba nie chcesz, żebym wyła ci do słuchawki, prawda?
- No nie chcę. Karol pyta, kiedy się zobaczymy.
- W sumie to już niedługo. Wpadnę gdzieś tam, przy okazji. Jakoś się zgadamy. Chyba nie muszę mówić jaki jest warunek.


Zakończyłam rozmowę, po czym sięgnęłam po bilet na ligę światową, który kupiłam wczoraj. Dokładnie w dzień, w którym Andrzej z resztą będą w Gdańsku, zaskoczę ich swoją obecnością. Wojtek zostanie najprawdopodobniej na swoich turniejach w plażówkę, więc raczej się nie zobaczymy. Mimo wszystko tęskniłam za głupotą Andrzeja i Karola. Wiedziałam, że się martwią, a w stanie w jakim się znajduje chyba nie chcieliby mnie zobaczyć. Zbiegłam w dół i z butelką wódki w dłoni poinformowałam rozbawionych przyjaciół, ze wychodzę na plażę, do której dostęp miałam dzięki wyjściu z ogrodu. Usiadłam na mokrym piasku i otworzyłam alkohol. Zaczęłam go pić nie zważając na to, że wykrzywia mi twarz i powoduje gorycz w ustach. Łzy ciekły mi po policzkach, a deszcz jeszcze bardziej zmoczył moje niedosuszone po kąpieli włosy. Miałam milion myśli na minutę. Podświadomie tworzyłam jakiś własny film, zlepek wydarzeń, które przeżyłam z Wojtkiem, urwanych i przemijających tak szybko, jakby ktoś wcisnął gdzieś ośmiokrotne przyśpieszenie. Czas leciał, a ja z każdą sekundą traciłam kontrolę nad tym, co robię. Nadszedł moment, w którym po położeniu się na piaskowym brzegu, urwał mi się film.

Obudziłam się w południe. Sponiewierana, z podkrążonymi oczami i kacem moralnym. Domyśliłam się, że z plaży najprawdopodobniej nie wróciłam o własnych siłach. Było mi wstyd. Wstyd za swoją słabość, bezradność i dumę. Bo byłam zbyt dumna. Zbyt dumna na błaganie Wojtka o to, aby wrócił. Dopiero teraz pomyślałam, że alkohol, choćby w nie wiadomo jak dużej ilości nie jest lekiem na smutek, a tyk bardziej nie jest Wojtkiem.





Dodaję dziś ze względu na czas. Od jutra do poniedziałku będzie go bardzo mało. A od wtorku wcale. Budapeszcie - nadchodzę.

2 komentarze:

  1. Wiesz co, Olcia? Będę płakać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba wszystkie rozstannia są trudne i mogę stwierdzić, że nawet jest mi jej żal, ale nie dlatego, że jakiś tam facet miał ją gdzieś, ale dlatego, że nie potrafi sobie z tym poradzić!

    OdpowiedzUsuń