sobota, 3 maja 2014

#14

Karol i Andrzej byli częstymi gośćmi w naszym mieszkaniu. Któregoś dnia postanowiłam zaprosić również swoich znajomych, mianowicie Patryka i Magdę. Myślałam też o Kaśce, ale biorąc pod uwagę naszą relacje, szybko odegnałam od siebie te myśli. Choć minęło kilka dni od nocnego incydentu z Wojtkiem nie wspominaliśmy o tym więcej i traktowaliśmy się normalnie. Spaliśmy w osobnych łóżkach, ale witaliśmy się i żegnaliśmy buziakiem w policzek, często pożyczaliśmy sobie wzajemnie samochody, a czasami odbieraliśmy za siebie telefony, kiedy któreś z nas nie mogło aktualnie rozmawiać. Kiedy byliśmy sami oglądaliśmy telewizję, wychodziliśmy coś zjeść na miasto, chociaż chciałam nauczyć Wojtka lepić pierogi i robić gołąbki, pisaliśmy artykuły na moje zajęcia. Wojtek pokusił się nawet o pójście ze mną do kosmetyczki i dzielnie wytrzymywał damskie plotki oraz opary acetonu. Nie wspominając już o naszych wyjazdach na zakupy do Łodzi, gdzie odkryłam, że Włodarczyk ma całkiem niezłe oko i potrafi dobrze doradzić.  Dla osób trzecich wyglądamy jak para, chociaż większość z nich powstrzymuje się od komentarzy. Dotyczy to przynajmniej tych, które mnie znają i wiedzą, że umiem odpowiedzieć opryskliwie, obchodząc przy tym temat na około. Wiedzą, że sama powiem wszystko w czasie, który uznam za stosowny.
- Zaprosiłam dziś Patryka z Magdą.
- A ja Andrzeja z Karolem.
- To co, robimy akcję zapoznawczą?
- zapytałam.
- Karol zna Patryka. Widziałem ich kiedyś na mieście jak rozmawiali.
- No to super. Jedno z głowy. Ale musisz jechać na jakieś większe zakupy. Lodówka pusta.
- Już się robi
. - odpowiedział posłusznie.
Wysłałam Włodarczyka do sklepu po parę rzeczy na dzisiejsze spotkanie. Chwilę później, ktoś wszedł bez pukania krzycząc tylko:
- Buuu!
 - Andrzej, czy ty chcesz żebym ja dostała zawału?!
- Jak zawsze miła Kowalewska, a gdzie Włodi?

- Pojechał do jakiegoś supermarketu po żarcie.  Sądząc po liście produktów jaką dostał, szybko nie spełni swojego zadania. - uśmiechnęłam się ironicznie.
- To się nawet dobrze składa. Bo właściwie to przyjechałem do ciebie.
- No nie. Andrzej z poważną miną.
- Marcela, czemu chcesz wyjechać?

- Czyli już was Wojtek zdążył poinformować?
- Przyszedł nieźle wkurzony, nie chciał nam powiedzieć co mu jest. Dopiero jak Karol zapytał o ciebie to odburknął, że teraz rozmyślasz nad swoją przeprowadzką do Gdańska i szybko zmienił temat.
- Dostałam propozycję pracy, a mieszkać miałabym u dziadków. Chodzi o posadę w redakcji gazety modowej. Żona taty mogłaby mnie wkręcić, więc tylko mnie zapytano co o tym sądzę.  Nie powiedziałam mu, że jadę. Oczywiście jestem za, chociaż kocham Bełchatów i …
- I Wojtka Włodarczyka
. - przerwał.
- Andrzej,  to wszystko nie jest takie proste.
- No ale na takie wygląda. Mieszkacie razem. To już wiele znaczy. Ale … Skoro już rozmawiamy...
- popatrzył na mnie pytająco, jakby oczekiwał, że będę kontynuować.
- Mogę ci zaufać?  - pokiwał twierdząco głową.  - Bo widzisz. Nie mogę oczekiwać od Wojtka tego, że mnie pokocha.
- A skąd wiesz, że nie kocha?

- Ciągle podkreśla, że nasz związek, który udajemy przed moją byłą przyjaciółką to ściema i gra.  Zgodziłam się, żeby z nim zamieszkać bo chyba ciągle mam nadzieje, że coś to zmieni.  Ale jestem naiwna i najlepsze jest to, że nigdy taka nie byłam. Ranię siebie coraz bardziej. A właściwie to już zraniłam.
- Jesteś pewna, że on nic do ciebie nie czuje? Nic a nic? Bo ja jakoś nie mogę w to uwierzyć.
- Teksty typu ,,Uf, dobrze to zagraliśmy’’ do tego właśnie mnie przekonują.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie. Kochasz Wojtka?
- Co mam ci powiedzieć?
- Prawdę, Marcelka.
- Ech…
- Nie możesz wyjechać. Musisz zostać w Bełchatowie, rozumiesz?
- Andrzej, ty coś wiesz, prawda?
- Wiem tyle, ile trzeba.
- Wrona!
- Więcej ci nie powiem.
W tym momencie do mieszkania wszedł obładowany Wojtek.
- A co tu się odbywa?
- Przyjechałem wcześniej, bo nudziło mi się w domu. Karola nie ma od rana i jest mi tak smutno, że aż za tobą zatęskniłem.
- Wspaniale przyjacielu. - Wojtek rozłożył ręce tak, jakby miał wbiec Wronie w ramiona.
- No i przy okazji podrywam Marcele.
- Ale ty jesteś głupi.

Andrzej popatrzył na mnie ukradkiem, czy aby na pewno widziałam reakcję Wojtka. W końcu podeszłam do niego i odebrałam kilka reklamówek.
- Rozmawiałem z Marcelą o Gdańsku.
- To już nie macie lepszych tematów? -
w oczach Wojtka zobaczyłam złość.
- Przecież Andrzej tylko zapytał.  - wcięłam się w rozmowę.
- No tak, broń go dalej.
- Włodarczyk, co ty odpierdalasz? - Andrzej nie mógł opanować śmiechu, ale kiedy zmroziłam go wzrokiem, w porę się opanował.
- Nic, po prostu jestem wkurwiony. Mam kiepski dzień.
- Przejdzie ci. Niech no tylko się znajomi pojawią.  -
powiedział Andrzej próbując ratować dość napiętą sytuację.
Stanęłam na palcach i tknięta słowami Wrony ni z tego ni z owego wtuliłam głowę w obojczyk Włodarczyka, który rozpromienił się od razu.
- Podobno przytulanie zawsze działa.
- Ohohoho.
- Zamknij się Wrona! -
powiedziałam, ciągle tłumiąc głos w obojczyku Wojtka.


Tyle przyjaźni, tyle wspólnych tras

Tyle niewiedzy ile wiary

Nie było zdrady w nas

Kiedy wszyscy podali sobie ręce, rozpoczęto wesołą rozmowę.
- Od kiedy się znacie? - Karol zwrócił się w moją stronę.
-  Patryka i Magdę znam od zawsze. Wychowaliśmy się na jednym osiedlu domków jednorodzinnych. Nasi rodzice wspólnie grillowali i wcale nie jako sąsiedzi, a znajomi z pracy. Rodziny zostały na miejscu, a my zmieniliśmy miejsca zamieszkania i poszliśmy bardziej na swoje. Jak mieliśmy 12 lat, pojawiła się Kaśka.
- I wtedy się zaczęło. - powiedział Patryk kiwając głową.
- Co się zaczęło? - Wojtek uśmiechnął się tak, jakby oczekiwał jakiś śmiesznych opowieści.
- No jak to co? Jazda się zaczęła. Rodzice mieli z nami przerąbane.
- Robiliśmy strasznie dużo rzeczy. Trenowaliśmy  koszykówkę, siatkówkę, piłkę ręczną, chodziliśmy do szkół muzycznych, a oprócz tego zawsze czekała na nas masa innych obowiązków. Ale cóż. Taki los bycia dziećmi policjantów. Rodzic na służbie, a dzieci w domu.

- W domu? - uśmiechnęłam się na słowa Magdy, która kontynuowała swoją wypowiedź.
- Prawie zawsze ktoś z nas miał wolną chatę.
- I Marcelę, która nam gotowała i za to ją wszyscy kochali.
- Patryk!
- krzyknęłam na przyjaciela.
- Pyskata, wredna dla tych, do których coś miała, a jej ofiarą zawsze padali nauczyciele. Oprócz tego zaradna, towarzyska, ale strasznie nerwowa. No i od kiedy ją znam miała wielkie serce. Uczyła się średnio, bo ani nie wybitnie, ani nie źle. I podobała się wszystkim chłopakom, a każdemu i tak dawała kosza.
- Coś jeszcze? - zapytałam udając obrażoną.
- Idealny opis mojej współlokatorki. Idealny. Zgadzam się w stu procentach.
- Ale on wcale nie był lepszy! -
pokazałam palcem na Patryka -  Łamacz serc wszystkich nastolatek  w szkole. Wielki koszykarz, chodzący z obstawą trzech dziewczyn, bez których potrafił spalić nawet wodę na herbatę. 
- A prawda jest taka, że wszyscy i tak najbardziej zazdrościli mi Magdy, bo jako jedyna z całego towarzystwa ogarniała matematykę i nie musiałem martwić się o zadania. Z resztą Magda zawsze była klasowym prymusem.
- Super, zrobiłeś ze mnie kujona. Dziękuję.

Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Następnie  z uwagą słuchaliśmy opowieści każdego z siatkarzy o rozwoju kariery i przygodzie z siatkówką. Andrzej z Karolem wspominali również sytuacje w szatni i spotkania pomeczowe, dzięki którym zostali przyjaciółmi, a także moment, w którym zaprzyjaźnili się z Wojtkiem.

- Czyli nie tylko nam odwalało.
- Jeżeli w waszym towarzystwie była Marcela, musiało wam odwalać.
- Masz rację, Włodi. Pamiętasz  Kowalewska, nasz rajd po mieście?
- Magda! Zamknij się!
- Mów, mów!
- No więc mieliśmy po siedemnaście lat. Rodzice bawili się na corocznym bankiecie policjantów. Dziwnym trafem nikt z nas nie wybrał się na tą imprezę, więc zrobiliśmy swoją.
-Zaczyna mi się podobać
. - Kłos zacierał ręce.
- Nie było tajemnicą, że Marcela umiała jeździć samochodem i pod nieobecność taty wsiadała za kierownicę. Tego dnia zaproponowała nam wszystkim przejażdżkę.
- Nie zaproponowałam, to po pierwsze, tylko wmawiałeś mi, że nie odważę się wyjechać na miasto. Więc udowodniłam ci, że jest inaczej.
- Jeździliśmy już dobrą godzinę, kiedy to nasza Marcelinka postanowiła przyśpieszyć. No i w momencie, kiedy na obszarze zabudowanym jechaliśmy 80 km/h, zatrzymała nas policja patrolująca w nieoznakowanym samochodzie. Marcelka dostała 550 złotych mandatu za brak kategorii B. Właściwie to za brak jakiejkolwiek. Najpiękniejsze w tym wszystkim było to, że policjant skojarzył nazwisko i dał znać koledze, którym był oczywiście nie kto inny jak Marek Kowalewski.

 - I co było dalej? - Wojtek zwijał się ze śmiechu.
- Zdenerwowany całym zajściem ojciec Marcelki kazał jej jak najszybciej jechać do domu. Był na nią zły przez dobry tydzień, ale załatwił niepłacenie mandatu.
Kolejna część wieczoru upłynęła nam równie wesoło. Goście rozeszli się około dwudziestej trzeciej.
- Musimy się wyspać. Jutro zakończenie sezonu.
- Pojedziesz ze mną po sukienki do ojca? Nie brałam ich. Zostały w szafie.
- A będę mógł wybrać,  jaką ubierzesz?
- Niech stracę.

Faktycznie, Włodarczyk słowa dotrzymał i jeszcze przed piątkowym obiadem wybieraliśmy sukienkę. Wybór padł na mój najnowszy nabytek, bo zdaniem Wojtka uwydatni nogi. Nie pozostało mi nic innego jak tylko się zgodzić.




Mam nadzieję, że dzięki temu dostrzeżesz kogoś takiego jak ja.

Wojtek szykował się w łazience i stanowczo zakazałam mu  patrzeć na moje poczynania. Sukienka którą ubrałam odkrywała mi całe plecy, a jej sięgający przed kolano, obszywany srebrną nitką dół połyskiwał współgrając z delikatnym makijażem. Szpilki dodawały mi wzrostu i optycznie wydłużały jeden z moich atutów, którym niewątpliwie były nogi. Kiedy skończyłam się szykować, poprosiłam Wojtka o wyjście do salonu. Na mój widok uśmiechnął się i jak przystało na prawdziwego mężczyznę pomógł mi w założeniu płaszcza. Przychodząc na imprezę miałam wiele obaw, ale jak się okazało niesłusznie. Między zawodnikami Skry czułam się doskonale, a kiedy wszyscy byli w jeszcze lepszych humorach niż na początku, zapomniałam, że kiedykolwiek miałam jakieś wątpliwości. Wirowałam w ramionach prezesów, kapitana drużyny, Andrzeja, Karola i Zatora. Nawiązałam kontakty z ich partnerkami, umówiłam się nawet na wspólne zakupy. Wojtek cały wieczór obserwował każdy mój ruch, a przynajmniej tak mi się wydawało, ale kiedy spotkaliśmy się spojrzeniami uśmiechał się tylko unosząc przy tym kieliszek z szampanem w geście wzniesienia toastu. Po północy, Wrona i Kłos uznali, że dzisiejszy bal nie może odbyć się bez karaoke. Wybrali wspólnie piosenkę, którą zaprezentują szerokiej widowni i wymyślając spontaniczny układ, rozbawili samego prezesa. Próbę śpiewu podjęła również żona Wlazłego, sam kapitan i Maćkowiak. Prezes zażyczył sobie, aby na scenie pojawiła się jeszcze chociaż jedna kobieta. Andrzej z Karolem wynieśli mnie na scenę i zabronili pod pozorem morderstwa z niej schodzić. 
- Dajcie mi chwilę.  - powiedziałam do wszystkich zgromadzonych i poprosiłam gitarzystę zespołu, przy którego piosenkach bawiliśmy się dzisiejszego wieczoru, aby oddał mi swój instrument. Wykorzystując muzyczny słuch nastroiłam go i spośród listy piosenek wybrałam "Use Somebody''.
- Marcelka, nie szalej, trudna piosenka! W dodatku po angielsku.
- Wątpisz Wrona? To patrz. - uciszył go Wojtek, a spojrzeniem dał znak, że powinnam zacząć występ.
Na scenie, bez względu na to czy było to zakończenie sezonu czy coś innego, czułam się jak ryba w wodzie. Nie patrząc na słowa zamknęłam się w swoim muzycznym świecie i przepełniona emocjami, które targają mną już jakiś czas zdając się tylko na gitarę, którą trzymałam w rękach, wykonałam utwór. Wybór nie był przypadkowy. Wojtek doskonale rozumiał słowa piosenki, więc śpiewając te wersy, które dobitnie określały naszą relację, patrzyłam na niego przeszywającym wzrokiem, przymykając momentami oczy.
 Kiedy skończyłam, rozległy się gromkie brawa, a Andrzej oniemiał.
- Jesteś tak drobna, a jak rykniesz to nagłośnienie przestaje działać. Jestem w takim szoku, że właśnie skończyłem zbierać zęby z podłogi.



No cóż. załatwiłaś mnie kompletnie i nic dziwnego, że to poczułem.

Usatysfakcjonowana tym, że utarłam Wronie nosa podeszłam do stołu i napiłam się wody. Chciałam usiąść, jednak poczułam, na swoich biodrach czyjeś dłonie, które w przeciągu kilku sekund zaprowadziły mnie na parkiet.  Doskonale znałam ten dotyk. W rytmie kolejnej już dzisiejszego wieczoru piosenki o miłości kołysaliśmy się wbijając w siebie wzajemnie wzrok. Czułam się jeszcze bardziej wyjątkowo niż na weselu ojca, gdzie sytuacja była bardzo podobna. Kochałam jego czekoladowe oczy, przez które od naszego pierwszego spotkania uginały mi się nogi. Jedyna rzecz, której żałowałam w tym momencie to przymusowe mruganie, bo nawet ułamki sekundy odbierały mi jego widok. Miałam wrażenie, że czas zatrzymał się na naszą korzyść. Wojtek coraz mocniej trzymał mnie w swoich ramionach. Nie zwróciliśmy nawet uwagi, kiedy zmieniono piosenkę, a wszyscy bez wyjątku wyszli na parkiet.
- Wojtek, mogę mieć do ciebie prośbę?
- Właściwie to ja też mam do ciebie prośbę.
- Mów.
- Ty pierwsza. 

Bez względu na to, jak bardzo miałabym później cierpieć zbliżyłam się do Włodarczyka.
- Pocałuj mnie, proszę. Pocałuj mnie. Nawet jeżeli mnie nie kochasz, pocałuj mnie.
Wojtek przyciągnął mnie do siebie i trzymając dłoń na moim policzku delikatnie dotknął moich warg swoimi. Po chwili stał się bardziej stanowczy, jednak z uczuciem, które sprawiło tylko i wyłącznie to, że całkowicie zatraciłam się w tym pocałunku. 

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. O. Mój. Boże.
      Olcia, kocham siebie za to, że cię tak błagam o te rozdziały.
      Będę czytała końcówkę non stop. Non stop, póki nie dodasz kolejnego rozdziału. Powodujesz, że zaczynam miłować Włodiego BARDZO BARDZO BARDZO. Zawsze mam ochotę go wyściskać, a tutaj jest taaaaaki kochany!
      Olcia, let me love you <3

      Usuń
  2. Czas zmienić tą relację, bo na dłuższą metę Marcela się zagnębi! Jeśli Wojtek nic do niej nie czuje, to niech odpuści i pozwoli jej wyc=jechać i znaleźć sobie inną miłość:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aleksandra jest zUa, bo nie chce dać mi Wojtka :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. SPROSTOWANIE
      Olcia jest najcudowniejsza na świecie i miłosierna, bo się na mnie nie gniewa <3

      Usuń
    2. oszalała kobieta, no oszalała! <3

      Usuń