I będziemy wolni, bo po co kodeksy
- Dobrze, że jesteś. Musimy porozmawiać.
Mina ojca była dość poważna, a kiedy usiadł przy stole rozpromienił się od
razu.
- Gosia ma znajomości w redakcji jednej z gazet. Mogłaby wkręcić cię bez
problemu. Radzisz sobie doskonale, jesteś w tym dobra, w dodatku to
gazeta o modzie. Jakaś lepsza podobno. Reflektowałabyś?
- To super! Ale gdzie to taka redakcja?
- I tutaj zaczyna się problem. W Gdańsku.
- Czyli miałabym zatrzymać się u dziadków?
- Jeżeli tylko byś chciała, to tak. Mówiłaś po weselu, że z chęcią uciekłabyś
na jakiś czas. Znowu.
- No ta, mówiłam. Ale wkopałam się w niezłe bagno. Sam wiesz.
- Zawsze możesz odmówić wspólnego wynajmu. Jesteś przecież wolna i od nikogo
nie zależna.
- Wiem, ale może jeszcze coś zmienię. - uśmiechnęłam się do taty i wstałam od
stołu rzucając tylko krótkie: ''Przemyślę to.''
I porobisz nożem mi sznyty na plecach
Bo tym co ci powiem, cię zrani w chuj
mocno.
Obładowanym samochodem pojechałam do mieszkania w centrum Bełchatowa,
które miałam wynajmować z Włodarczykiem. Czekał już na mnie w środku.
Wypakowywał swoje ciuchy ślamazarnie je składał w niemalże wojskową kosteczkę
śmiesznie się przy tym wypinając i słuchając muzyki na cały regulator. Dziwiło
mnie jedynie, że nie siedział, tylko robił to na stojąco. Ale jego strata.
Cichutko wniosłam pudła z rzeczami ustawiając je w przedpokoju po czym mocno
kopnęłam go w tyłek.
- Niespodziankaaaaa! - krzyknęłam, w momencie gdy Wojtek wyraźnie tracił
równowagę i spadł ciągnąc mnie za lewą nogę. Przygniotłam go sobą śmiejąc się
na cały głos.
- Wariatka! Tyle składałem te ciuchy, a ty wszystko rozwaliłaś! Będziesz je
składać! - wykrzyczał w żartach i udawał obrażonego.
- Poskładam, poskładam. Biedny, mały Wojtuś. - pogłaskałam go po głowie na co
się uśmiechnął i patrząc prosto w moje oczy nakręcał moje włosy na swoje
palce.
Chciałam, żeby nawet najmniejsze gesty miały znaczenie, chociaż i tak byłam
pewna, że to gra, w którą gram sama.
- Wiesz... Dostałam propozycję pracy. W gazecie o modzie.
- To super!
- W Gdańsku. Mieszkałabym u dziadków i ...
- I chyba zwariowałaś? W jakim Gdańsku, dziewczyno!
- No Gosia chciałaby mi jakoś pomóc.
- Niech sama sobie pomoże. Twoje miejsce jest w Bełchatowie. Znajdziesz pracę w
zawodzie, jesteś świetna!
- Wojtek, patrząc na to z mojej perspektywy, to nie jest zły pomysł.
- To jest, kurwa, bardzo zły pomysł. Na co ci znowu gdzieś uciekać? Nie lepiej
osiąść w jednym miejscu, raz a porządnie, przynajmniej na jakiś czas? I co,
zostawisz tutaj wszystko? Znajomych zostawisz? Braci? Tatę? Poza tym głupio tak
wycofywać się ze wspólnego wynajmu.
- Przecież nie powiedziałam, że przyjęłam tą pracę, tylko że dostałam
propozycję. To chyba różnica, prawda?
- Dobra. Rób jak chcesz.
Wojtek zdenerwował się, wstał z ziemi i ponownie zajął się układaniem swoich
rzeczy, a następnie wkładaniem ich do szaf. Był wściekły, czego
kompletnie nie rozumiałam. Zachowywał się tak, jakby zabraniał mi wyjeżdżać, a
przecież wyraźnie daje mi do zrozumienia, że jego miłość przed Kaśką jest
udawana. Z resztą nie tylko przed nią. Próby ponownego wszczęcia rozmowy
okazały się być bezskuteczne. Przez cały dzień nie zamieniliśmy ze sobą ani
jednego zdania. W rezultacie, około godziny dwudziestej Wojtek wyszedł z
mieszkania trzaskając drzwiami. Nie powiedział gdzie idzie. Wsiadł w samochód i
z impetem ruszył z parkingu.
I z wyjątkiem tego ze to ty jesteś ze mną
Naprawdę nie mam już nic.
Nie mogłam zasnąć. Spaliłam pół paczki papierosów, dodatkowo przy otwartym
oknie, choć na dworze wiało niemiłosiernie. Bezskutecznie próbowałam dodzwonić
się do Włodiego, ale nie odbierał ode mnie telefonów. Byłam wściekła, ale ze
względu na godzinę, a była druga trzydzieści, prosiłam po cichu o jego
bezpieczny powrót do mieszkania. Desperacko grzebałam w jego notesie, gdzie
miał zapisane numery telefonów do Andrzeja i Karola. Dzwoniłam do nich w środku
nocy pytając o niego, jednak na nic się to nie zdało, ponieważ ani jeden, ani
drugi nie miał zielonego pojęcia, gdzie podziewa się Włodarczyk. Zmęczona
oczekiwaniem kilka minut po czwartej zasnęłam na nieswoim łóżku, przykrywając
się nieswoją bluzą i kładąc głowę na nieswojej poduszce. Pozostawiłam na stole
papierosy, które wypadły z paczki, wśród których leżał telefon. Nie dzwoniłam
już więcej. Nie chciałam.
Obudziłam się o ósmej, a moje czoło zderzyło się z klatką piersiową Wojtka. Nie
wiedziałam, o której pojawił się w domu. Nie wyczuwałam też charakterystycznego
zapachu alkoholu, papierosów tym bardziej. Nie zwracając uwagi na to, że śpi
obok mnie i mogę go obudzić, wstałam i ubierając jego bluzę, którą byłam
przykryta podczas snu wyszłam na balkon zapalić papierosa. Pomimo założonego
kaptura włosy wiały mi na wszystkie strony, a leginsy nie dawały moim nogom
ciepła nawet w najmniejszym stopniu. Zimny wiatr był jednak zbawienny.
Otrzeźwił mnie i pobudził, choć tak naprawdę ciężko było mówić o jakimkolwiek
przebudzeniu, bo nie wyspałam się ani trochę. Oparłam się łokciami o barierkę i
lekko przechylona w przód zaciągałam się szkodliwymi substancjami, którymi
napawałam się od ponad miesiąca.
- Jesteś zła?
- Nie, gdzie tam. - odpowiedziałam niegrzecznym tonem nie odrywając
wzroku od widoku z naprzeciwka, co dało mu do zrozumienia, że kłamię.
- Byłem u chłopaków. Prosiłem, żeby nie mówili gdzie jestem, ale po twoim
telefonie wysłali mnie do domu.
- Szczerze? Jebie mnie to.
Prawda jak wiadomo była zupełnie inna, bo ulżyło mi, że całą noc był
bezpieczny.
- Zachowałem się jak jakiś frajer, mogłem ci przynajmniej powiedzieć gdzie
jadę.
- Skończyłeś?
- Marcelka, nie bądź taka, przecież i tak wiem, że ci przejdzie.
- I właśnie dlatego, że im prędzej czy później nie będę wkurzona, sytuacja
będzie się powtarzać po każdej tego typu sprzeczce? Kurwa mać, Wojtek, my mamy
razem mieszkać i to na dłuższą metę, a nie na jeden dzień! W jednym domu, w
jednym pokoju. Mamy się wspierać, bo właśnie to robimy od momentu, kiedy się
poznaliśmy, a ty robisz akcję, które wyprowadziłyby z równowagi każdego! Środek
nocy a ty łaskawie odrzucasz moje telefony i jeszcze buntujesz kolegów. W
dodatku nie powiedziałam ani słowa o tym, że podjęłam decyzję. Uwaga!
Podkreślam - nie powiedziałam. Chyba nie miałeś powodu, żeby mnie od razu
opierdalać! Gratuluję ci, gratuluję ci serdecznie. A teraz spadaj.
Wyminęłam Włodarczyka i zeszłam z balkonu, czując, że jest mi dużo lżej a
wszystkie emocje, które od wczoraj w sobie kotłowałam zostały wyrzucone na
zewnątrz i usłyszała je osoba, której się tyczyły. Wojtek ponownie skierował
się do wyjścia.
- Wychodzę na miasto.
- A idź gdzie chcesz.
Odetchnęłam z ulgą i po porannym prysznicu ponownie położyłam się spać, aby
na dalszą część sobotniego dnia być w pełni wypoczętą. Nie dane mi było jednak
pospać długo, a praktycznie wcale. Wojtek usiadł koło mnie mówiąc ciche:
''Wstawaj''. Uniosłam się podpierając rękami i w pozycji już siedzącej
popatrzyłam na czerwoną różę i Raffaello.
- Róża dla Karola a słodycze dla
Andrzeja? Masz rację powinieneś im podziękować za to, że cię przetrzymali w
środku nocy.
- No Mała! Przepraszam cię bardzo, bardzo, bardzo, bardzo. Wystarczy?
- Jeszcze tak z dwadzieścia razy musiałbyś powiedzieć słowo 'bardzo', i
mogłabym ewentualnie rozpatrzeć twoją prośbę.
- A więc bardzo, bardzo...
- Dobra, stop.
- No prooooszę! Nie gniewaj się już!
No i faktycznie, trochę zmiękłam, przyjęłam kwiatka i zjadłam jedną kokosową
pralinkę. Nie zmieniało to jednak faktu, bo niczym nie zapomniałam i do końca
nie wybaczyłam.
- No idiota ze mnie, co zrobię.
- Idź już na ten trening. Jutro wasz wielki dzień.
Bo Tego by chcieli, i tego mi
życzą
A Ty mi pomożesz, bo po to cię mam
- Nawet jeśli nie wejdziesz, przecież prowadziłeś zespół na początku sezonu.
Zasłużyłeś na to zwycięstwo. Trzymam za was kciuki. Mistrzostwo Polski musi
wrócić do mojego rodzinnego miasta.
Pocieszałam mojego współlokatora mocno go ściskając przed trzecim i być
może ostatnim meczem z Resovią. Na hali byliśmy obecni całą rodziną - ja, tato,
Gosia, Szymon i Kuba. Mieliśmy doskonały widok na całe boisko i darliśmy się
jak wariaci. Nic dziwnego. W moim domu siatkówka zawsze była obecna i bardzo
często jeździliśmy na mecze, nawet poza granice kraju.
- I to jest koniec tego spotkania! - dało
się usłyszeć na hali, pomimo wybuchu radości.
Patrząc na radość zawodników sama się wzruszyłam. Wojtek krzyczał najgłośniej z
całej ekipy, a kiedy dosłownie przeleciał i zrobił fikołka w momencie
wychodzenia na podium, walnęłam się w czoło i pokręciłam głową. Po dekoracji
wbiegłam na boisko i uwiesiłam się na szyi Włodarczyka. On zaś okręcił mnie
kilka razy w powietrzu imocno wyściskał.
- Wiedziałam, że wam się uda. To jest
właśnie ta Skra, którą zapamiętałam. A ty przez kolejny sezon będziesz
zapisywał się w kartach historii tego klubu. Zobaczysz, będziesz jeszcze drugim
Wlazłym.
Mowa spontaniczna, ale szczera. Wojtek był tego świadomy, więc kiedy skończyłam
mówić przytulił mnie do siebie jeszcze mocniej niż wcześniej. Po chwili
stąpałam już po ziemi i podbiegłam do Wrony i Kłosa gratulując im sukcesu. Po
uroczystościach na hali wszystko przeniosło się na miasto, a następnie już
tylko i wyłącznie w zacisze klubu, chociaż na pewno nie było cicho.
Przyjechałam do domu sama, wstępując po drodze do sklepu po jedno zero siedem,
bo wiedziałam, że dzisiejsze zwycięstwo mojego klubu będę świętować samotnie.
Tylko w słownikach kurwa prędzej jest miłość, a potem seks.
Przebrałam się w krótkie jeansowe szorty i w czarną bokserkę, na którą
założyłam wojtkową koszulę w kratę, bo
jak zwykle rzucił ją na moje łóżko. Zamówiłam pizzę i w ciszy zaczęłam konsumować.
Następnie włączyłam program muzyczny i śpiewałam do telewizora. Nienawidziłam
siebie za to, że nikogo nie miałam. Podobno atrakcyjna, towarzyska, a jednak
samotna i pewnie nie przeszkadzałoby mi to tak bardzo, gdyby nie fakt, że
jestem zakochana i chciałabym ten wieczór spędzić w towarzystwie ukochanej
osoby. Nie miałam jednak o to żalu. Wojtek świętował z zespołem i było raczej
rzeczą pewną, że szybko do mieszkania nie wróci. Po każdym kieliszku byłam
bardziej wesoła. I coraz bardziej głośna. Nie zauważyłam nawet, że jest już godzina
po ciszy nocnej, a drzwi otwierają się i próg przekracza Włodarczyk.
- Marcelka? Dlaczego pijesz wódkę?
- Bo … Świętuję, Wojtuś.
- Przyszedłem poświętować z tobą.
- Zapraszam.
Siedzieliśmy w ciszy i stukaliśmy się kieliszkami. W końcu wyszliśmy na balkon.
- Wojtek, ja już więcej nie dam rady pić.
- Zastanawiam się dlaczego w ogóle się na… Nawaliłaś.
- Bo byłam samotna. Tak troszkę. - odpowiedziałam bełkocząc i kładąc głowę
na klatkę piersiową Wojtka.
- No to trzeba było przyjść do mnie.
- Nie byłoby dla mnie miejsca.
- A moje kolana?
- Oj. - oplotłam ręce wokół szyi
Wojtka i ponownie przyłożyłam głowę do jego torsu.
- Zawsze możemy to nadrobić.
Wróciliśmy do mieszkania zamykając balkonowe drzwi. Wojtek usiadł na swoje łóżko
i przyciągnął mnie za uda usadawiając na swoich kolanach. Niestety przechylałam
się z boku na bok, a jak się okazało Włodarczyk był w trochę lepszym stanie, bo
dzielnie mnie trzymał. W rezultacie zmieniłam pozycję i siedziałam przodem do
jego twarzy, a nogi umieściłam wokół dolnych partii jego pleców.
- Dlaczego masz na sobie moją koszulę? W dodatku ulubioną?
-
Mogę ją ściągnąć.
- Ładnie ci. Ale ściąg.
Posłusznie ściągnęłam ciuch nienależący do mnie i rzuciłam nim w kąt. T-shirt
Wojtka posiadł guziki więc nie zwracając uwagi na to, że bawi się moimi włosami
zaczęłam je rozpinać.
- Skoro ja ściągnęłam koszulę, ty
ściągasz bluzkę.
- Nie bądź taka uparta, bo ci się nie oprę i co będzie?
- I tak nie będziemy tego pamiętać. - chcąc nie chcąc, a raczej nie wiedząc
jakie tak naprawdę mam intencje ściągnęłam górną część garderoby, pozostając w
czarnym koronkowym staniku.
Wojtek wstał i rzucając mnie na stół zdjął moje spodenki. Nie zwracając uwagi
na tłukące się szklanki i rozlaną wódkę nie pozostałam mu dłużna. Kiedy byliśmy
w samej bieliźnie złapałam Wojtka za szyję i ponownie okręciłam nogi wokół jego
tułowia. Całowana namiętnie pozwoliłam zanieść się do łóżka, pozbawić się bielizny
i całkowicie oddać się Włodarczykowi.
- Jak na razie to smakujesz lepiej niż
złoto.
- Które złoto? Bo były dwa.
- Każde. To co?
Poszliśmy na całość, budząc zapewne naszych sąsiadów, którzy poprzedniej
nocy wcale ciszej się nie zachowywali i kochaliśmy się bez pamięci. Po wszystkim
opadliśmy na plecy i staraliśmy się unormować oddechy. Ja jednak byłam chyba
mimo wszystko bardziej obolała niż Wojtek. Postanowiłam jednak nie rozmawiać o tym,
co się wydarzyło.
- Było idealnie.
- A ty jesteś cudowny. - odrzekłam krótko i oddawałam kolejne pocałunki. W
końcu wtulona w niego zasnęłam.
Obudziłam się o siódmej rano,
o dziwo bez kaca. Nie zapaliłam papierosa, zrobiłam sobie jedynie kawę, której
w rezultacie i tak nie wypiłam do końca. Wojtek słodko spał, więc chodziłam
praktycznie na palcach. Zjadłam śniadanie, ogarnęłam się mniej więcej do stanu,
w którym mogę wyjść na ulicę nie tylko bełchatowską ale i łódzką, po czym zabrałam się za robienie kanapek dla
śpiącego mistrza Polski. Postawiłam na stole duży talerz oraz dzbanek z herbatą
i napisałam kartkę: ,,Jestem w Łodzi,
wrócę po południu. Smacznego, Mistrzu!’’. Następnie wyszłam z domu i
mijając uśmiechających się znacząco sąsiadów, zadzwoniłam do taty dając znać,
że wpadnę po wykładach. Całą drogę do Łodzi myślałam o tym, co wydarzyło się w
nocy. Doszłam do wniosku, że prawdopodobnie okłamałam samą siebie, bo każdy,
nawet najmniejszy szczegół utkwił mi w pamięci. Byłam pewna, biorąc pod uwagę
wcześniejsze zachowania Wojtka, że seks nic nie zmienił i dalej będzie tak, jak
było.
Jak nie teraz, to kiedy niby?
- Cześć wszystkim! - padnięta po ciężkim dniu zajęć przekroczyłam próg rodzinnego domu.
- Cześć Marcel!
Zostałam przywitana przez każdego z domowników z entuzjazmem i już nie jako
gospodyni a gość usiadłam przy stole.
- Zmarniałaś albo jesteś po imprezie.
- Raczej to drugie.
Ojciec i Gosia szydzili ze mnie w najlepsze, ale raczej mi to nie przeszkadzało,
bo myślami byłam gdzie indziej, a właściwie to cofałam się w czasie. Nagle
rozdzwonił się telefon.
- No gdzie ty się podziewasz? Już szesnasta.
- Zeszło mi trochę na uczelni i musiałam zostać dłużej, a teraz jestem u taty.
- Obiad stygnie.
- Powtórz!
- Ugotowałem obiad.
- Zaraz będę.
Wybiegłam od taty jak poparzona i popędziłam do domu, w którym unosił się
zapach Spaghetti. Umierałam z głodu, więc całując mojego współlokatora w
policzek na przywitanie od razu zaczęłam jeść.
- Smakuje ci?
- Zajebiste!
- I kto jest mistrzem? No kto? No jasne, że ja, Wojciech Włodarczyk. A tak na
marginesie, to będę późno, bo wychodzę do chłopaków. Idziesz?
- Nie dam rady, muszę napisać parę rzeczy.
- Nie naciskam.
Zmyłam naczynia i rozpoczęłam odkurzanie dywanu, bo rozlaną wódkę i
potłuczone kieliszki dziękować Bogu miałam już z głowy.
- Wojtek. Poczekaj. - zatrzymałam
będącego już jedną nogą na klatce schodowej Włodarczyka.
- Hę?
- Bo… Byłeś pierwszy.
- Wiem.
Obydwoje uśmiechnęliśmy się nieśmiało.
- Ale byłaś cudowna.
Tymi słowami wyszedł zatrzaskując drzwi.
Przepraszam, że dodaję dziś, ale nie jakoś tak... Sama nie wiem jak.
W każdym razie nie chcę go już edytować, bo robiłam to 3 razy.
Adijos! I regularnie widzimy się na majówkach.
PS: Planuję ok. 20 rozdziałów, zobaczymy jak to będzie. Moja twórcza wena się oddzywa.
*
Przepraszam, że dodaję dziś, ale nie jakoś tak... Sama nie wiem jak.
W każdym razie nie chcę go już edytować, bo robiłam to 3 razy.
Adijos! I regularnie widzimy się na majówkach.
PS: Planuję ok. 20 rozdziałów, zobaczymy jak to będzie. Moja twórcza wena się oddzywa.
Może być 20 rozdziałów, ja proponuję więcej, także moją opinię już znasz. I ocenę tego rozdziału też już znasz ♥ Tak mi się podoba, że ojejuńciu. Mam nadzieję, że ani Wojtek ani Marcela nie będą się już kłócić. Kogo ja oszukuję, tu będą leciał talerze. Trzymaj się :*
OdpowiedzUsuńMistrz, mistrz Bełchatów! <3 Mam nadzieję, że w końcu obydwoje przestaną udawać, że nic do siebie nie czują...Po tym wszystkim to już chyba wiadomo ;)
OdpowiedzUsuńSialallalalaa miśku :* Wrócę tu :*
OdpowiedzUsuńMisiaku, kocham cię <3 Wiesz, że jestem twoją największą fanką!
UsuńWojtuś jest taaaaki słodziutki. A Marcela nie może już udawać, o nie!
Czekam na następny! :*
Pierwszy raz po pijaku to kiepski pomysł, ale mimo to dobrze, że Marclkadobrze wspomina i miała z tego przyjemność. Rzadko to się zdarza - Wojtek się spisał:). No ale jak dalej będą się tak zachowywać, to będzie tylko gorzej...
OdpowiedzUsuń