piątek, 28 marca 2014

#8

- Do cholery jasnej! To są jakieś jaja! - krzyknęłam bijąc pięścią o klakson. Cholerne wykłady. Dobrze, że jeszcze kilka miesięcy i rok tylko i wyłącznie praktyczny.
- Tato, to nie jest dobry moment na rozmowę. Utknęłam w korku, bo jakieś roboty na drodze, w dodatku za chwile zatrzymam się na środku ulicy,  po prostu nie dojadę do Orlenu. A przed chwilą prawie potrąciłam  jakiegoś gościa, bo tak się zasłuchał, że nawet nie słyszał jak na niego trąbię. Także, nie denerwuj mnie.
- Chciałem ci tylko powiedzieć, że o 18 będziemy w domu.
- Matko, na śmierć zapomniałam! To dojeżdżajcie powoli i uważajcie na siebie po drodze. A ja kończę bo nareszcie mam okazję zatankować.

Co za pechowy dzień. Najpierw nie usłyszałam budzika i obudziłam się pół godziny później niż planowałam, a co za tym poszło, spóźniłam się na wykłady. Okazało się, że zapomniałam przywieźć ze sobą artykułu, a był ważny, więc mojemu wykładowcy nic nie stało na przeszkodzie aby mnie łagodnie mówiąc okrzyczał. Myślałam, że gorzej być już nie może, ale jak widać mogło, bo wychodząc z auli wykładowej zderzyłam się z wychodzącą z drugiej auli Kaśką. Na szczęście zamiast krwi polała się woda, bo otwarta butelka wody upadła na ziemię. Następnie złapała mnie policja i wlepiła dwieście złotych mandatu oraz sześć punktów karnych, bo przekroczyłam prędkość na odcinku niedozwolonym. W centrum miasta również nic się nie zmieniło. Korek był niemiłosierny i nawet żeby się dostać do najbliższego wjazdu na obwodnicę, a przy okazji do stacji benzynowej czekałam ponad czterdzieści minut. Minięcie tabliczki z napisem "Bełchatów'' skwitowałam jedynie cichym: ''Wreszcie.'' Po zakupach w supermarkecie nie zatrzymywałam się dla bezpieczeństwa już nigdzie. Pojechałam prosto do domu. Kładąc torby na stół odetchnęłam z ulgą, a po wypakowaniu produktów usiadłam wygodnie w fotelu i nakryłam się kocem.

- Pani Uzależniona nie uzależniona? Co tak późno?
- Na trening, leniu śmierdzący!
- Już po, poza tym wróciłem szybciej. Robisz coś?
- W sumie to się obijam. Dopiero wróciłam. I czekam na tatę.  Przyjedź to ci opowiem o tym co się dziś działo.

I tak oto kolejny raz całkowicie spontanicznie umówiłam się z Wojtkiem. Nie musiałam na niego długo czekać. Przyjechał z reklamówką, w której była cała masa jakiś kolorowych buteleczek, owoców i innych specyfików.

- Napijemy się drinka dziś. Może dwóch. Albo trzech. Jak nie mieliśmy co robić w Austrii, a czasem tak było, to robiliśmy sobie coś lekkiego.
- Wojtek, ty grasz, tobie nie można!
- Można. Nawet taksówką przyjechałem.

Jego odpowiedź była pełna smutku, albo przynajmniej tak mi się wydawało. Usiedliśmy w salonie i czekaliśmy aż nasze produkty się schłodzą. Ja w tym czasie rozkładając nerwowo rękami opowiadałam mu o tym co mi się wydarzyło. Położyłam na stolę mandat i biłam w niego zewnętrzną częścią dłoni krzycząc, że przekroczenie 10 kilometrów na godzinę to nie jest tragedia. Wojtek śmiał się coraz to głośniej z moich poczynań, a ja, kiedy skończyłam, złapałam głęboki wdech, nabrałam powietrza w płuca i rzuciłam mu w głowę poduszką. W końcu otworzyły się drzwi, a do domu wbiegł Kubuś z bursztynowymi koralami w dłoni. Rzucił się na mnie i pocałował w policzek. Zaraz za nim pojawił się Szymon, który jako starszy i już mniej wylewny tylko mnie objął. Na samym końcu, obładowany bagażami wszedł tato. Wojtek poderwał się z miejsca i odebrał od niego większą walizkę, stawiając ją przy ścianie.
- Tato, to mój znajomy Wojtek.
- Ja cię Wojtek znam.
- Tato! To jest Wojtek Włodarczyk! Ten z telewizji!
- Kuba! - krzyknęłam mierzwiąc bratu włosy.
- Marek jestem. - tato uśmiechnął się chyba najszczerzej jak mógł i uścisnął Wojtkowi dłoń.
- Może napije się pan z nami drinka?
- Napiję!
- Tato!
- No co, Marcelka? Starszy też człowiek!

Sytuacja jaka właśnie przed chwilą się wydarzyła wprowadziła mnie w lekkie osłupienie. Owszem, wiedziałam, że tato jest towarzyski i gdyby mógł spędzałby czas tylko i wyłącznie na gawędzeniu w towarzystwie, ale ciągle dziwiło mnie, że oszczędził sobie śmiesznych, a dla mnie krępujących docinek na punkcie mojego nowego, rzekomego chłopaka, którym Wojtek nie był. Chłopcy zamknęli się w swoich pokojach, a nasza trójka została w salonie. Ojciec wyciągnął stare albumy i dopiero w tym momencie, tak jak on to potrafi najlepiej, zaczął szydzić.
- Tutaj mamy zbuntowaną, sześcioletnią Marcelkę, która schowała się za drzewem i myślała, że nikt jej nie znajdzie.
- Jaki grymas na twarzy!
- Wojtek, ani trochę mnie to nie śmieszy.
- O, a tutaj Marcelka na konkursie w Opolu. Skubana, do tej pory ładnie śpiewa.
- Tato!
- Nic nie mówiłaś, że śpiewasz.
- A teraz, Wojtek, patrz na to! Zdjęcie robiła mama. Marcelka zadumana patrzy w okno i trzyma dłonie na fortepianie. Lubię to zdjęcie. Ostatnie zrobione przez żonę.
- Jest śliczne.

Panowie ciągle oglądali zdjęcia, a ja siedziałam dość wkurzona, z miną oburzonego dzieciaka. Chyba byłam zła, że tato dosłownie zabrał mi gościa, co temu najwyraźniej ani trochę to nie przeszkadza. Wypiłam dwa drinki, nakryłam się tym samym kocem co wcześniej i przyglądałam się tacie, któremu zadający pytania Wojtek bardzo, ale to bardzo zaimponował. Przed dwudziestą pierwszą ojciec zostawił nas samych i poszedł do swojej sypialni.

- Gdybyś chciała, to możemy jechać do mnie. Jest piątek, wczesna godzina, a trening dopiero jutro po południu. Poznałabyś moich współlokatorów - Karola i Andrzeja, a później odwiózłbym cię do domu.
- I tak nie mam nic do roboty.
- To już masz.

*


Chłopcy mieszkali na parterze, więc do pokonania było na szczęście tylko kilka schodów.
- Cholera jasna! Zostawili kartkę, że są u Samuela i wrócą koło 22, bo nie mam klucza i się poświęcą.
- To co teraz, jest zimno nie ma sensu wracać na nogach ani brać taksówki z powrotem do mnie.
- Posiedźmy w aucie.

Pomysł Wojtka wydawał się jedynym konkretnym w tym momencie. Obydwoje usiedliśmy na tylnym siedzeniu.
- Mam pytanie.
- Więc odpowiem tobie na nie.
- Dlaczego jak powiedziałam, że grasz, posmutniałeś?
- Bo nie gram?
- Ale jak nie grasz?
- Wiesz jak to kurwa jest, jak w jednym klubie jesteś czołowym zawodnikiem, wszyscy cię chwalą, mówią, że bez ciebie ciężko byłoby zrobić cokolwiek, a w drugim, tym wydawać by się mogło lepszym, polskim klubie, trener nie bierze tego co mówisz na poważnie? Jak dajesz z siebie na treningach wszystko, a trener ciągle cię pomija? Jak każdy set,  w którym jesteś dłużej na boisku dziwnym trafem idzie słabiej? Wiesz, jak robisz coś, a tak naprawdę czujesz, jakbyś tego nie robiła? Wiesz, jak beznadziejnie ogląda się mecz z kwadratu dla rezerwowych i cieszy się z wygranej, do której nic się nie przyłożyło?

Zatkało mnie, a przy okazji zrobiło mi się strasznie smutno.
- Nie wiem, co mam powiedzieć.
- Nie mów nic.
- Chciałabym coś powiedzieć. Chciałabym, żebyś tak się nie czuł. Co mam zrobić?
- Pocałuj mnie. Teraz.

Bez zastanowienia zbliżyłam się do niego i w momencie, kiedy nasze wargi się stykały, podniosłam wzrok i popatrzyłam mu w oczy. Wojtek przejął inicjatywę. Zaczął całować mnie stanowczo, powodując, że każda część mojego ciała stała się jakby z waty. Całkowicie opadłam na siedzenie. Czułam tylko jego język i nie przeszkadzało mi to, że na mnie leży. Jego ręce nie błądziły po moim ciele. Głaskał nimi tylko moją głowę, odgarniając opadające na twarz kosmyki włosów. Czułam się idealnie. Namiętnie całowałam się z facetem, którego pragnął każdy centymetr mnie. Zdecydowanie chciałam więcej. Chciałam poczuć się jeszcze bardziej wyjątkowo, bo wiedziałam, że tylko on może mi to dać. Chciałam oddać się facetowi, który ciągle był jedną wielką tajemnicą. Nasze pocałunki przerwało pukanie w szybę. Wojtek podniósł się i wyszedł z auta. Koledzy uśmiechali się szeroko i klepali go po plecach. W końcu wrócił do mnie i upuszczając wzrok powiedział:
- Przepraszam. To było głupie z mojej strony.

I tak oto uświadomiłam sobie, że tylko ja liczę na więcej.

- Jadę. Wezmę taksówkę.

5 komentarzy:

  1. Wojtuś! Nie łobuzuj! Dlaczego krzywdzisz Marcelkę?! Wojtuś, no! :(
    Wiesz co, Olcia, wczoraj sobie wróciłam do Pawełka i do Andrzeja. Uzależniasz mnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wojtek no! Wszyscy wiedzą, że ty też chcesz czegoś więcej, tylko powiedz to Marceli :D

    OdpowiedzUsuń
  3. "...to było głupie..."?? Co on sobie wyobraża? Faceci to jednak nie myślą! Nawet mu pewnie nie przyszło do głowy jak mogła poczuć się Marcela! Wrrr

    OdpowiedzUsuń
  4. Powstrzymaj mnie zanim wezmę rondel do ręki i zdzielę nim Wojtka, bo do tego bardzo mało brakuje, a krwi by było tyle, że hej. Co za niewdzięczność, kurde. Z chęcią bym go gdzieś powiesiła, ale myślę, że się jeszcze chłopaczyna opamięta, a nie rzuca jakimiś tekstami typu: to było głupie. Zamorduję. ♥♥

    OdpowiedzUsuń