- Właź, bo mi zimno!
- To chodź, niech no cię wyściskam!
I wyściskał. W taki sposób, że w jednym momencie znalazłam się nad ziemią. Zachowywaliśmy się tak, jak starzy, dobrzy znajomi, chociaż tak naprawdę znaliśmy się średnio. Można by pokusić się o stwierdzenie, że w ogóle. Obecność rzeczywista to zdecydowanie nowy rozdział naszej dziwnej znajomości. Weszliśmy do kuchni.
- Dlaczego nic nie mówisz?
- A ty?
- Bo ci się przyglądam.
Wojtek uśmiechnął się, sięgnął po szklankę z sokiem, który parę chwil wcześniej wylałam na swoje rzeczy i wlepił wzrok w trochę bezwładną prawą rękę, którą starałam się trzymać wzdłuż tułowia.
- A co... - Włodarczyk wskazał na kończynę.
- Kiedyś się zagoi. - odpowiedziałam lakonicznie.
Wojtka nie zadowoliła moja odpowiedź. Podszedł do mnie i delikatnie zsunął bluzę z moich ramion odsłaniając opatrzone miejsce.
- I tak zobaczę co kryjesz pod tym opatrunkiem.
I zobaczył. A jego mina była bezcenna.
- Właściwie to dziś go skończyłam.
- Nie wiem co powiedzieć.
- Ciekawe co powiesz na to...
Całkowicie ściągnęłam bluzę z ramion. Oczy mojego gościa były coraz większe.
- Czasami rzeczy, których nie możemy zmienić zmieniają nas?
- Angielski na pięć, brawo.
- Masz coś jeszcze?
Odgarnęłam włosy z karku i odwróciłam się plecami. Następnie podniosłam do góry koszulkę, pokazując ostatni tatuaż.
- Nic nie mówiłaś.
- A co miałam ci powiedzieć? Jeszcze byś mnie z jakimś kryminałem skojarzył.
- Odkryłem właśnie twoją naturę, a właściwie to utwierdziłem się w przekonaniu.
- Słucham, psychologu Wojciechu.
- Taka mała, a taka odważna.
Roześmiałam się i usiadłam spuszczając głowę w dół. Czułam, jak moje policzki oblewa czerwony rumieniec. Po chwili wyprostowałam się i podążyłam za idącym w stronę fortepianu Wojtkiem. Oparłam się o instrument, a on usiadł przed nim na krześle i popatrzył na mnie wymownie, jakby oczekiwał jakiejś powieści. W końcu odezwał się.
- Ładne zdjęcie.
- Powiedz mi coś, czego nie wiem. Moja mama była piękną kobietą. A ten w garniturze to mój tato.
- Jesteś do niego podobna. Bracia też.
- Faktycznie, każdy z nas cały ojciec.
- Kiedyś obiecałaś mi, że opowiesz mi co nieco.
- Co chcesz wiedzieć?
- Wszystko. Chce wiedzieć kim jesteś.
Wojtek popatrzył ponownie na klawisze instrumentu i zapytał:
- Mama też grała?
- Pracowała w Policji jak tato, ale kiedy tylko miała czas, siadała i grała. - zaczęłam. Później zapisała mnie do szkoły muzycznej, bo chciałam być taka jak ona. Miałam dużo zajęć. Fortepian i gitara, siatkówka, którą skończyłam trenować po maturze, prowadzenie sekcji dziennikarskiej w szkole, podróże, mini foto-modeling, bo zdarzało mi się pozować znajomym, którzy dziś otwierają swoje zakłady fotograficzne, no i przede wszystkim zajmowanie się braćmi i domem. Musiałam odciążać tatę, chociaż nie zawsze miałam na to czas. Ojciec nie chciał mnie ograniczać. Nigdy się nie załamywaliśmy, powtarzaliśmy tylko, że damy radę. Po za tym był żłobek i przedszkole. Czasem zabierałam starszego Szymona ze sobą, na przykład na trening czy fortepian, a do Kuby przychodziła siostra taty, opiekując się u nas w domu również swoimi malutkim dziećmi, które zabierała ze sobą. Było ciężko, ale nie zamieniłabym tamtych lat na nic innego. nie wspominając już o dzieciństwie, kiedy Szymona, a później Kuby nie było jeszcze nie świecie. No, może poza jednym faktem.
- A dlaczego ona tak... Tak nagle ... - zapytał Wojtek.
- To był 2004 rok, dokładnie marzec. Na dworze było jakieś minus dwadzieścia i sypał taki śnieg, że widoczność ograniczała się chyba do jednego metra odległości. Wiedzieliśmy, że mama może mieć problemy z porodem, ale nikomu nie chciała nic więcej powiedzieć. Jeździła do lekarza sama, bo mówiła, że na tak częste wizyty w gabinetach lekarskich mamy z Szymonem czas. Ojciec pracował. W tym czasie jego wypłata była jedynym źródłem utrzymania. W końcu, tego felernego czwartego marca, mama trafiła na porodówkę. Taksówką, razem ze mną, bo ojciec pomimo dnia wolnego, był poza domem. Kupował mamie prezent na rocznicę ślubu, która miała być dwa dni później. Nie wpuścili mnie na salę, kazali czekać na ojca, który za parę chwil pojawił się w szpitalu, trzymając w ręku ten pieprzony złoty zegarek z grawerem. W końcu skierowali nas do pomieszczenia, gdzie w inkubatorze leżał mały Kuba, a przez szybę widać było leżącą na łóżku mamę, która lekko unosiła dłoń i usilnie próbowała nam pomachać. Wtedy właśnie przyszedł lekarz. Zabrał ojca do swojego gabinetu i zamknął drzwi. Stanęłam przed nimi i zaczęłam podsłuchiwać. Niestety niewiele usłyszałam, bo każdą wypowiedź doktora przerywał ojciec. Usiadłam na korytarzowych plastikowych krzesłach i rozglądałam się po ścianach. Nagle drzwi gabinetu otworzyły się. Tato usiadł koło mnie i spłakany podał mi białą kopertę. Powiedział, że właśnie teraz jest odpowiedni moment na odwiedziny. Razem z pielęgniarką weszliśmy do sali. Mama chwyciła ojca siedzącego przy jej łóżku za rękę, a na mnie patrzyła i powiedziała tylko ciche: ''Poradzicie sobie. Ty sobie poradzisz.'' Byłam tak zdezorientowana, jakbym nie rozumiała tych słów. Niestety rozumiałam je doskonale, ale po prostu nie mogły do mnie dotrzeć. Wlepiłam wzrok w monitor, na którym widoczne było stopniowe zanikanie czynności życiowych mamy. W końcu lekarz poprosił o wyjście z sali. Stanęliśmy i patrzyliśmy jak razem z pielęgniarkami podejmuje próbę reanimacji. Bezskutecznie. Popatrzył na zegarek i przykrył mamę białym prześcieradłem. Po wszystkim wyszedł do nas i powiedział, że ostatnią wolą mamy było to, abym wszystkiego dowiedziała się z listu. Przede wszystkim powodu, przez który umarła. Jeszcze w szpitalu odczytaliśmy z ojcem list. Rak i wybór - albo ona, albo Kuba.
- To stąd ten tatuaż? Że niektóre rzeczy, których nie możemy zmienić, zmieniają się razem z nami?
- Tak. Chciałam wszystko zmienić. Zostawić to, co przykre w tyle. Chciałam schować wszystkie mamy zdjęcia, wyrzucić fortepian i wszystko to, co mi o niej przypominało. Chciałam się wyprowadzić, sprzedać jej meble. Ale nie można wszystkiego zmienić ot tak. Jest za ciężko. Za ciężko się z tym wszystkim rozstać w jednej chwili. Po prostu musiałam dojrzeć to tego, abym mogła żyć z jej brakiem. Dopiero wtedy, stopniowo mogłam zaczynać coś zmieniać. Ale już dość tego. Za bardzo się rozgadałam.
- Powiem ci, że strasznie się cieszę, że mi o tym powiedziałaś.
- Dlaczego?
- Bo dobrze mi z tym, że mogłem cię wysłuchać.
- A mnie jest dobrze z tym, że się wygadałam.
- A dlaczego zamknęłaś się w świecie internetowym?
- Bo miałam dosyć litości ze strony koleżanek, kolegów i rodziny. W internecie mogę narzekać, żalić się, a ta rozpacz nad moim losem jest mimo wszystko inna, bo nie widzę ludzkich gestów, wyrazu twarzy, nie słyszę litościwej intonacji głosu. Poza tym, ludzie w internecie są bardziej kreatywni. Nie wiedząc o tym uratowali mi tyłek kilka razy. Ale nie myśl, że żyłam i żyję tylko internetem. Była jeszcze szkoła. A co do szkoły, to uczyłam się średnio. Zawsze miałam zagrożenie z matmy i dwóje z fizyki i biologii. Z reszty było lepiej, a najlepiej z polskiego i historii. No i mojego ukochanego angielskiego. Z zachowaniem w szkole też różnie bywało. Może nie wybijałam okien i zębów kolegom, ale zdarzało mi się kłócić się z nauczycielami. Przeważnie o oceny, bo do dziś uważam, że wszystkie zagrożenia z matematyki były niesłuszne. Ojciec po każdej wywiadówce, przez ostatnią klasę gimnazjum i pierwszą klasę liceum zostawał sam na sam z wychowawczynią. Twierdziła, że powinnam nauczyć się czasem milczeć. Ale taka byłam zawsze. Walczyłam o swoje. Matura wypadła mi jednak całkiem nieźle i dostałam się na wymarzone studia.
- A bracia jak sobie radzą?
- Szymon uczy się zdecydowanie lepiej niż ja w jego wieku i jak rzadko który szesnastolatek ma poukładane w głowie. Gra w piłkę nożną w bełchatowskiej drużynie kadetów. Mały ma dopiero dziesięć lat. Ale jest strasznie kochany. Nikt nie potrafi podnieść na niego głosu.
- Więc taka jest Marcelina Kowalewska.
- Jaka?
- Bogata w bagaż życiowych doświadczeń.
- A twoja rodzina jaka jest?
- Hmm. Normalna. Niczym się nie wyróżnia.
- Nigdy nie pisałeś mi o swoich rodzicach.
- Bo w sumie nie ma o czym mówić.
Zastanowiło mnie zachowanie Wojtka. Wiedziałam, że coś przede mną ukrywa. Rzadko kiedy wspominał o swoich rodzicach. Czasem tylko pisał, że rozmawiał z siostrą. Dopiero kiedy jest obok mnie, uświadamiam sobie, że chce poznać jego tajemnicę, bo zdecydowanie takowa istnieje.
- A właściwie to jak poznałyście się z Kaśką?
- W gimnazjum. Chodziłyśmy razem do klasy.
- To już jakieś dziesięć lat.
- I co z tego, że dziesięć? Widzisz jak jest. Co najmniej jakbyśmy znały się tydzień i poznały po pijaku, czyli przy mało znaczącym epizodzie. Już nic o sobie nie wiemy.
- Co teraz zamierzasz?
- Chciałabym jej coś udowodnić, ale jeszcze nie wiem co.
- Co ty możesz jej udowadniać? Jesteś milion razy lepsza od niej! Musisz to zrozumieć.
- Kaśka zawsze wypomina mi to, że nikogo nie mam.
- O Boże! Jeden nie ma, bo nie może trafić na swoją połówkę, a drugi, tak jak na przykład ja, po prostu jej nie szuka.
Wojtek bardzo mi się podobał. Cholernie. Bardzo cholernie. Bardzo, bardzo cholernie. Był niemalże idealny. Inteligentny, z poczuciem, humoru, przystojny, dobrze zbudowany, wysportowany, ładnie się uśmiechał, a przede wszystkim umiał słuchać. Chciałam odkryć jeszcze więcej jego cech i podświadomie godziłam się też na wady, chociaż wątpiłam, że je posiadał. Ale pomimo tego, że siedział obok i bacznie mnie obserwował, wiedziałam, że to tylko jednostronne zafascynowanie. Takich jak ja mógł mieć miliony. Miliony milionów zakochanych bez pamięci lasek, z których nic sobie nie robił.
- Uciekam. Jutro o 11 trening. Trzeba się wyspać.
- Oj, trzeba.
- Tobie też radzę, połóż się spać i odpocznij. Olej Kaśkę.
- Postaram się.
I wyszedł, zostawiając mnie tak oczarowaną, jak nigdy. Przez jego wizytę zignorowałam pięć połączeń od taty. Bez względu na godzinę w końcu oddzwoniłam. Ojciec oczywiście nie wierzył, że wszystko w porządku. Ale kiedy go zbyłam, chyba nie miał innego wyboru. Właściwie to ja sama nie wiedziałam jak jest i jak się czuję. Z jednej strony Kaśka, która mnie wręcz rozwcieczyła, a z drugiej Wojtek, który zaprezentował przede mną chyba swoją najlepszą, wrażliwą stronę. Prysznic nie pomógł mi pozbyć się tego dziwnego uczucia. W łóżku ciągle analizowałam każdy moment. Dawno nie było tak dziwnie.
*
Oddaję taki. Trochę wiadomości o Marcelce. A Wojtek taki tajemniczy, że wow.
Wojtuś jest taki tajemniczy i idealny, że aż mam ochotę go znów pooglądać na żywo. A Marcelki to mi szkoda, bo miała w życiu nie za kolorowo, bidulka.
OdpowiedzUsuńNo, ale teraz to będzie super, bo mają siebie! <3
Marcela miała ciężkie życie ale potrafiła się pozbierać i nie żałuje niczego. Co nas nie zabije, to nas wzmocni i niech ona zawsze o tym pamięta
OdpowiedzUsuń