Zaspana, w szerokiej koszulce i różowych spodenkach zeszłam po schodach w celu otworzenia drzwi. Byłam wściekła, bo wstałam jakieś 5 minut temu i nie zdążyłam się przebrać.
- Cześć, mogę? Spotkałam twojego tatę pod policją w Łodzi, zawoził jakieś dokumenty i mówił, że jesteś w domu, bo nie jedziesz na wykłady, więc przyjechałam.
- No... Cześć. Wejdź i daj mi 5 minut. Ogarnę się i zejdę.
Niespodziewane pojawienie się mojej ''do niedawna przyjaciółki'' zdziwiło mnie tak bardzo, że nawet nie potrafiłam tego ukryć. Ze zdumienia ocknęłam się dopiero w momencie, gdy poczułam jak trzymany w ręce telefon wibruje. Ukradkiem popatrzyłam na powiadomienie o wiadomości, którą właśnie dostałam, rzecz jasna od Włodarczyka.
- Kawy czy herbaty? Mam jeszcze jakiś sok.
- Herbaty. Przyniosłam trochę owoców, bo wiem, że nie jesz słodyczy z rana.
- Fajnie. - odrzekłam obojętnie i położyłam na stole dwa kolorowe kubki, które po chwili zalałam wrzątkiem.
- Byłam u ciebie kilka dni temu, ale w twoim mieszkaniu mieszkają jakieś dwie inne studentki, telefonu też nie odbierałaś.
- A, wybacz. Mam nowy numer.
- Myślałam, że masz gości, bo jakiś nieznany samochód na podjeździe.
- To mój. Dostałam od ojca. - odpowiedziałam.
- Zazdroszczę, też coś kupuję.
- To dobrze. - uśmiechnęłam się lekko.
- A tak właściwie, to co słychać oprócz tego, że się przeprowadziłaś, masz samochód i nowy telefon?
- Wszystko dobrze. Kończę tatuaż.
- Nowy?! - Kaśka wyraźnie się zdziwiła.
- Nowy.
- Co ty razem?
- Róże.
- Nie za dużo tych dziar? Nikt cię nie zechce jak oszpecisz sobie całe ciało.
- To akurat nie twoja sprawa.
- Ale ja tylko wyraziłam swoje zdanie.
- Jesteś ostatnią osobą, która może mnie krytykować.
- Dlaczego niby ostatnią?
- Wyjdź.
- Zwariowałaś!
- Nie. To ty zwariowałaś. Wyjdź!
- Marcela!
- Wyjdź! Nie będę się powtarzać!
Do wybuchu emocji brakowało mi niewiele. I stało się. Kaśka faktycznie opuściła mieszkanie, a całe zajście zmusiło mnie do kolejnych refleksji. Nie było między nami tej przyjacielskiej sympatii co kiedyś. Ba. Nie było niczego. Stała mi się zupełnie obojętna, co bolało mnie coraz bardziej z każdym kolejnym słowem, jakie do niej kierowałam. Jednak nie czułam się winna. Wiedziałam, że to nie ja wymieniłam ją na inne przyjaciółki, tylko ona mnie. Ponadto zrobiło mi się przykro, że krytykuje to, co jeszcze do niedawna jej się podobało.
- Kurwa! - przeklnęłam i rzuciłam mandarynką w blat.
- Właśnie minąłem Kaśkę. Włosy przefarbowała... Ale do rzeczy! Załatwiłem sobie tydzień urlopu. Przedłużę chłopcom weekend i zabiorę ich na Pomorze do dziadków. Jedziesz z nami? Co jest?
- Nie co, tylko wszystko! Po co jej mówiłeś, że tutaj jestem?! Przecież wiesz, że z nią nie rozmawiam i nie mam ochoty tego robić!
- Nie mówiła, że tu przyjedzie. Zapytała gdzie jesteś, to odpowiedziałem, że się wprowadziłaś z powrotem do domu. Przecież nie zrobiłem tego specjalnie.
- Tato, na drugi raz, bardzo cię proszę, unikaj rozmów z Kaśką.
- Marcela!
- Wychodzę.
- Marcela! Posłuchaj mnie!
Skierowałam się do zaprzyjaźnionej już tatuażystki. Dokładnie dzisiaj miała kończyć swoje nowe dzieło. Uwielbiam tatuaże. Są czymś, co w pewnym sensie pokazuje moją osobowość, mój gust i to, co dla mnie ważne oraz to, czym się kieruje, co mnie zmieniło i o czym chciałabym pamiętać. Ogółem mam cztery: pierwszy - klucz wiolinowy na karku, symbolizuje jedną z moich pasji jaką jest fortepian, drugi - pióro ptaka w okolicach żeber, które było pomysłem mojego taty dla uwiecznienia faktu iż kocham podróżować i każda chwila spędzona w podróży jest właśnie tak ulotna, trzeci - sentencja w języku angielskim na wewnętrznej stronie lewego przedramienia, mająca dla mnie największe znaczenie, czwarty- i wreszcie tak zwany ''rękaw'', czyli ciągle tatuowane i cieniowane róże sięgające od ramienia do łokcia, które,choć nie mają jakiejś bardzo określonej symboliki, odbieram jako wyraz mojej pewności siebie i braku strachu przed tym, co chociaż mi się podoba, u innych może wywoływać całkowicie odmiennie uczucia. Nie wykluczam, że poprzestanę tylko na tych.
Z salonu wyszłam zadowolona, jednak musiałam pamiętać o przemywaniu, smarowaniu i zmienianiu opatrunków. Nie robiło mi to jednak większej różnicy, gdyż byłam przyzwyczajona to szczególnego dbania o świeże rany po tatuażach.
Wróciłam do domu w trochę lepszym humorze niż z niego wyszłam. Złość na tatę mi przeszła, bo uznałam, że nie jest niczemu winny. Zastałam go jak zwykle siedzącego z Kubą, najmłodszym z naszej trójki i piszącego zadanie na lekcje polskiego. Usiadłam obok nich. Ojciec zerwał się, ściągnął z nosa okulary do czytania i poprosił Kubusia o przyniesienie mu komórki z góry, żebyśmy zostali sami.
- Córcia. Wiem, że nawaliłem, ale kompletnie tego nie przemyślałem. Co powiesz na ten wyjazd do babci?
Odpoczniesz sobie od Łodzi i przemyślisz pobyt w Bełchatowie.
- A nie pogniewasz się, jak pojedziemy i zostawimy cię samą? Wiem, że spędziliśmy ze sobą tylko kilka dni w Bełchatowie, ale to jedyna okazja, żebym wykorzystał zaległy urlop.
- Jedzcie! Jestem za! Dam sobie rade.
- Wyjedziemy wczesnym rankiem. Spakujesz małego?
- Jasne.
Zabrałam się za pakowanie rzeczy Kuby. Z jednej strony miałam ochotę wyjechać choć na te siedem dni, a z drugiej dopatrywałam się plusów pozostania w Bełchatowie. Na uwadze miałam również to, że moje studia wymagają , abym była dyspozycyjna i codziennie o godzinie 9 pojawiała się w Łodzi.
*
Ciągle byłam przygnębiona. Kłótnia z Kaśką wyprowadziła mnie z równowagi zapewne na kilka kolejnych dni, a siedzenie i rozpamiętywanie niedawnych zdarzeń nie sprzyja jakiejkolwiek poprawie nastroju. Pomalowałam się, uczesałam i skorzystałam z zaproszenia na imprezę, które dostałam jakiś tydzień temu. Do domu znajomego doszłam na nogach, gdyż wiedziałam, że jeżeli będę pić, jazda po alkoholu nie będzie zbyt rozsądnym posunięciem.
Patryk ucieszył się na mój widok. W końcu składem, jaki się pojawił, trzymaliśmy się całe gimnazjum i liceum. Brakowało tylko Kaśki, ale jak się okazało - odmówiła przyjścia, bo umówiła się z kimś innym. Wszyscy domyślali się z kim i pomimo moich próśb,dalej kontynuowali temat.
- Nie przejmuj się Kaśką. Z nami postąpiła podobnie. - rzuciła Magda.
- Może z tymi tatuażami i z tym internetem to tak z zazdrości? - dodał Patryk.
- Może i tak. Z resztą wiem, że wyśmiewa się ze mnie, że nikogo nie mam i ciągle wmawia mi jakiś swoich kolegów z roku.
- Coś jej siadło na mózg pewnie. To co? Zdrówko!
Impreza trwała, a ja opuściłam na chwilę towarzystwo i udałam się do innego pomieszczenia. Wojtek był nieobecny na Facebooku. Zostawiłam mu jednak krótką wiadomość:
''Przepraszam że nie odpisałam rano, ale mała awaria.'
Odczekałam kilka minut, bo miałam nadzieję,że się pojawi. I pojawił.
- Gdzie jesteś? Jest późno, z kim wracasz?
- Wrócę taksówką. Stoją obok.
- Czyli wracasz z taksówkarzem?
- Tak. Właściwie to chyba nie mam ochoty na imprezę, więc już niedługo i zacznę się zbierać.
- To ty jesteś na imprezie?
- Tak wyszło.
- Baw się dobrze, Mała!
Uśmiechałam się lekko do ekranu telefonu, kiedy za moimi plecami stanęła Kaśka. Był to jeszcze gorszy moment na spotkanie, niż ten rano. Nie wypiłam ani grama alkoholu i pomimo trzeźwości, jak zawsze miałam zamiar powiedzieć dość dużo i dosadnie szczerze.
- Wojtek? Nie mówiłaś, że kogoś masz.
- Miało cię tu nie być.
- Fakt, ale zdecydowałam się na rozmowę. Patryk mówił, że będziesz.
- Na tej imprezie jest miejsce tylko dla jednej z nas, więc oszczędzę ci i wyjdę pierwsza.
- Marcela, nie! Stój!
- Stoję. I co w związku z tym?
- To wszystko nie tak, chciałam mieć wszystkich, Maćka, ciebie, dziewczyny... Nie wyszło. Zaniedbałam i Ciebie i jego. Nie jesteś w stanie tego zrozumieć?
- Przepraszam, co zrozumieć? Co kurwa zrozumieć?
Stałam nad nią i wrzeszczałam ile sił w płucach. Patryk zamknął drzwi od pokoju mówiąc tylko, że nie będą nam przeszkadzać.
- Dużo dziewczynom o tobie opowiadam, o naszych wspólnych akcjach, imprezach, o wszystkim. Tęsknię za tobą.
- O nie. Wiedziałam, że cie powaliło, ale że aż tak to się nie spodziewałam, bo jeśli myślisz, że nie wiem co opowiadasz na mnie za plecami, to jesteś w błędzie. Tak bardzo tęsknisz, że raczysz się ze mną skontaktować tylko wtedy, kiedy nie możesz sobie z czymś poradzić, a ja jestem osobą, która może ci pomóc? A może tak bardzo, że aż przeszkadza ci to, że nikogo nie mam?! Wybieraj!
- Marcela. Zrozum! To nie tak!
- Ale co mam zrozumieć? Wybacz Kaśka, ale tolerowałam to długo. Znosiłam wszystko. - roztrzęsiona zaczęłam wyliczać - Twoje koleżanki, twoje obgadywanie, twoje uwagi, twoje głupie gadanie z ironicznym podtekstem, znosiłam to, że byłam sama, kiedy cię potrzebowałam, kiedy się wyprowadzałam, kiedy miałam urodziny, kiedy wysłuchiwałam jęczenia Maćka, żebym sprowadziła cię na ziemie. Znosiłam to pół roku. Pół jebanego roku. Ale wiesz co? Jednego nie zniosę. Nie zniosę fałszywej przyjaźni. Chce mi się rzygać jak na ciebie patrzę. Rzygam tym wszystkim, co mi zrobiłaś. Wyjdź stąd, zanim ja to zrobię!
- Marcela, proszę, wybacz mi. Postaram się jakoś to naprawić! Proszę!
- Puść mnie. Mogę sobie wsadzić w dupę twoje przeprosiny. Wszystko co mówisz jest gówno warte! Rozumiesz? Nic nie jest warte!
Zabrałam płaszcz i pobiegłam na postój taksówek, oddalony od domu Patryka jakieś sto metrów. Było mi głupio, że kulisy ostatnich sześciu miesięcy przyjaźni z Kaśką ujawniły się na oczach wszystkich wspólnych znajomych, ale wiedziałam też, że nie zdziwiło ich moje zachowanie. Zawsze byłam szczera i nie owijałam w bawełnę, nawet kosztem urażenia kogoś.
Dojechałam szczęśliwie do domu. Było kilka minut po 21. Skoro wróciłam tak wcześnie, imprezę mogłam zaliczyć tylko i wyłącznie do nieudanych. Odskocznią miał być oczywiście internet. Starałam się zająć wszystkim, co znajdowałam. Robiłam wpisy, oglądałam zdjęcia, a w między czasie wysłałam do Patryka wiadomość z przeprosinami. Starałam się nie myśleć o sytuacjach dnia dzisiejszego, ale wychodziło mi to bardzo, bardzo średnio. Właściwie w ogóle. Jedyną osobą, która znała całą sytuacje z Kaśką był nie kto inny jak Wojtek. Innym internetowym znajomym musiałabym opowiadać wszystko od początku a to spotęgowałoby tylko moją złość. Kolejny raz, szczęściem w nieszczęściu stało się zielone kółeczko przy nazwisko mojego jedynego od ostatnich miesięcy psychologa. W jednej wiadomości streściłam obydwa wydarzenia.
- Mieszkasz na?
- Co na?
- No gdzie mieszkasz?
- Boczna.
- A dokładniej?
- Boczna 4.
- Daj mi 10 minut.
- Wojtek, nie musisz. Dam radę!
- Chyba czas najwyższy, żebyśmy się wreszcie spotkali, prawda?
Nie odpisałam nic. Dziwiło mnie, że pomimo tylko i wyłącznie internetowego kontaktu, poznał moją osobę tak dobrze. A ja jego. Wiedziałam, że będzie ze mną rozmawiać i pocieszać, choćby przez internet, ale będzie. W momencie kiedy rozdzwonił się dzwonek do drzwi przestałam myśleć o Kaśce. Liczyło się tylko to, że za parę chwil wyrzucę z siebie to, co leży mi na sercu. Chwyciłam za klamkę.
- Dobrze trafiłem?
*
Oddaję wam rozdział poprawiany chyba z dziesięć razy. Za błędy,jeżeli takowe się znajdą, przepraszam.
To zbrodnia przerywać w takim momencie. Szykowałam się już na rozmowy, zachwyty i śmianie, a ty skończyłaś niedobra kobieto! Taki niedługi okres czasu, a z niej jaka już buntowniczka się zrobiła! Żeby oni wszyscy się tam tylko nie pozabijali XD Trzymaj się ciepło :*
OdpowiedzUsuńNie ma to jak szybka męska decyzja! Gdzie jesteś? Zaraz będę! Ciekawe jak oni się teraz dogadają, gdy zobaczą się tak na żywo!
OdpowiedzUsuń