czwartek, 20 lutego 2014

#3

Po ciężkim dniu na uczelni nawet nie chciało mi przebierać. Ściągnęłam tylko kurtkę i padając na sofę niepostrzeżenie zasnęłam. Po trzech godzinach, kiedy nabrała energii, włączyłam laptopa i odprawiłam swój tygodniowy już rytuał, a mianowicie zalogowanie się na czacie. Tradycyjnie czekałam na Pana Siatkarza. Zawsze się spóźniał.

Szatyn: Wybacz, Mała, ale małe problemy z internetem.
Czarna: W porządku, to tylko 10 minut. Witam.
Szatyn: Cześć, jak minął dzień?
Czarna: Męcząco. Najpierw zajęcia, później odwiedziłam tatę, bo przeziębiony a bracia w szkole i nie ma kto zrobić zakupów, później latałam z Kaśką po sklepach bo idzie na wesele i potrzebuje sukienki, a później to już pisałam artykuł w kawiarni. No i wróciłam do domu żeby pospać trzy godzinki i pojawiłam się tu. A ty jak tam?
Szatyn: W sumie to jak zwykle. Śniadanie, trening, chwile na mieście, obiad, trening, mecz, miasto i dom. I tak jak Ty spałem chwilę.
Czarna: Jak poszło?
Szatyn: 3:0 dla nas.
Czarna: No to ładnie.
Szatyn: I wszystko mnie boli. Najbardziej plecy.
Czarna: A mnie mózg. Mam do napisania artykuł na zaliczenie a nie wyrabiam. Wszyscy mnie potrzebują.
Szatyn: I nie masz czasu dla siebie?
Czarna: Coś w tym rodzaju.
Szatyn: Może się nie znam ale wydaje mi się, że powinnaś trochę odpocząć.
Czarna: Jak mam odpocząć, skoro ciągle ktoś czegoś ode mnie chce?
Szatyn: Rozmawiamy już tydzień i ciągle jest tak samo. Z tego co wiem to trwa jeszcze dłużej.
Czarna: No trwa...
Szatyn: W dodatku odwalasz brudną robotę za swoją przyjaciółkę. I sama mi o tym mówiłaś. Napisałaś jej już trzy artykuły.
Czarna: No tak. Podobno lepiej mi to wychodzi i chce jej pomóc.
Szatyn: A kiedy ona pomogła Tobie ostatni raz?
Czarna: Jak możesz to nie wtrącaj się w to, bo gwarantuję, że z Kaśką jest wszystko ok.
Szatyn: Nie wtrącam się, tylko szkoda mi jak czytam, że ktoś manipuluje taką super dziewczyną.
Czarna:  Nikt mną nie manipuluje. Niczego tak naprawdę nie wiesz.
Szatyn: Nie muszę wiedzieć wszystkiego. Wiem to, co najbardziej istotne.
Czarna:  Nie przeginaj.

Opuściłam czat i wyłączyłam laptopa. Skończony internetowy, pieprzony dupek.

- Cześć? Mogę wejść?
- Cześć Maciek, jasne.

Byłam bardzo zdziwiona. Maciek zazwyczaj przychodził w towarzystwie Kaśki o ile w ogóle, z uśmiechem na ustach. Dzisiaj przyszedł sam, smutny i wyraźnie zmartwiony.

- Przepraszam, że cię tak nachodzę, ale chciałbym pogadać.
- Coś z Kaśką, tak?
- Wiesz kiedy widziałem się z nią ostatni raz tak dłużej? Dobry miesiąc temu. - wypalił. - Widujemy się tylko przelotem, na trzydzieści minut, raz w tygodniu. Ciągle opowiada o swoich nowych koleżankach.
- Uwierz, że dało się to zauważyć.
- Strasznie się zmieniła. Ze skromnej, fajnej dziewczyny, w której się zakochałem stała się tak próżna, że nie mamy już o czym rozmawiać.
- Dlaczego próżna?
- Wczoraj jak spotkałem ją w osiedlowym spożywczaku to rozmawialiśmy chwilę, więc pomyślałem, że odprowadzę ją do domu.
- Ale powiedziała ci coś wtedy? Nie wiem, nie chciała, żebyś z nią poszedł?
- Akurat spotkaliśmy jedną laskę z jej nowej paczki. Była obwieszona milionem łańcuszków i bransoletek i jak była już kawałek za nami to Kaśka zapytała mnie, czy widziałem jaką miała super biżuterię.
- No to jeszcze nie powód do paniki.
- To jeszcze nie, ale dodała do tego '' Wiesz od kogo ma to wszystko? Od swojego chłopaka. Ta to ma dobrze, ale jej zazdroszczę.''
- Co?!
- Ogólnie to słyszałem, że rozmawiała przez telefon z którąś z nich na twój temat.
- Że co proszę?
- Powiedziała, że nie rozumie jak możesz być sama i że jak tak dalej będziesz się zachowywać to nie znajdziesz nikogo do czterdziestki. Ja wiem, że nie powinienem jej sypać, ale zrozum, że ją kocham i chce, żebyś mi pomogła sprowadzić ją na ziemie. Proszę Cię, Marcela, zrób coś!

Nie mogłam uwierzyć w słowa Maćka, ale sądząc po jego minie, prawdopodobnie nie miałam wyjścia. Musiałam zareagować na krzywe odpały przyjaciółki i wyjaśnić kwestie dotyczącą mnie oraz tego, jak traktuje swojego faceta. Uznałam, że nie ma na co czekać. Na domowe ciuchy narzuciłam tylko kurtkę i szybkim krokiem przeszłam dwie ulice. Do Kaśki weszłam oczywiście bez pukania. Zastałam ją w szlafroku i z ogórkami na oczach. Jej trzy nowe koleżanki wyglądały identycznie jak ona. Zaśmiałam się pod nosem.
- Kaśka, no nie, błagam. Nie odpierdalaj kabaretu.
- Bardzo śmieszne, mogłaś chociaż zapukać.
- Widzę, że cofamy się w czasie i przechodzimy do fazy 'Jak do mnie przychodzisz to masz pukać'.
- Poczekajcie dziewczyny. - Kaśka zwróciła się do swoich towarzyszek i złapała mnie za rękę, prowadząc do kuchni.

- A więc to dlatego olewasz sobie wszystkie artykuły. Nie dziwi mnie to, gdybym zalepiała sobie oczy ogórkami, też nie widziałabym co piszę.
- Mówiłam ci, że dzisiaj nie mam czasu na odwiedziny. Umawiałam się z nimi już jakiś czas temu a ty wchodzisz jak do stajni.
- Kaśka, czy ciebie już do reszty posrało?!
- Niby dlaczego?  Przecież ty też masz koleżanki i ten swój internet.
- Moje koleżanki są normalne. W porównaniu z tym, co odwalasz to internet też jest normalny.
- Przyszłaś mnie tu umoralniać?
- Nie, przyszłam ci przemówić do rozumu. Zaniedbujesz Maćka, studia i mnie. Interesują cię tylko one, a jak do mnie przychodzisz to nie rozmawiamy jak dawniej. Kurwa! Uwierz, że nie obchodzi mnie życiorys Twoich koleżanek!
- Nieprawda! Nikogo nie zaniedbuję. Po prostu staram się dzielić jakoś czas pomiędzy was wszystkich.
- Słabo ci to wychodzi.
- Daj mi spokój.
- Dobrze. Masz spokój. Żegnam.


Byłam tak zdenerwowana rozmową z Kaśką, że jedyne czego chciałam to rozpłakać się  albo porozmawiać z kimś. Tak po prostu wybuchnąć. Na myśl przyszedł mi oczywiście czat i to, że chyba za ostro potraktowałam Siatkarza. Goniłam do domu, żeby go jeszcze zastać. I zastałam.

Czarna: Miałeś rację. To wszystko jest jakieś popierdolone. Cholernie mi źle z tym, co stało się z Kaśką. Nie wiem co mam robić.Przychodzi jej chłopak i oczekuje ode mnie pomocy a ja jestem jeszcze bardziej bezradna od niego. Przepraszam. Nie mówiłeś mi tego wszystkiego celowo. Z resztą wielu rzeczy domyśliłeś się sam. Powiedz mi, co mam robić.
Szatyn: A więc... Wiedziałem, że się pojawisz. Spokojnie. Najpierw powinnaś odpocząć od tego wszystkiego. Położyć się spać i pomyśleć, co sama chcesz z tym zrobić, ja mogę ewentualnie powiedzieć, co sądzę o tym wszystkim.
Czarna: Szybko nie zasnę, gadaj.
Szatyn: Nie męcz.
Czarna: No mówże!
Szatyn: Z przyjaźnią jest tak, jak z miłością. Trudno jest ją zdobyć, a jak już zdobędziesz to trudno utrzymać. Nie mówię, że masz od razu rezygnować z Kaśki, bo wiadomo, znacie się jak mówiłaś 10 lat, ale nie możesz dawać sobą pomiatać. Musisz jej pokazać, że masz w tej waszej chorej na chwilę obecną relacji jakieś zdanie.
Czarna:  Wszystko zaczęło się jakieś półtora miesiąca temu jak poznała te trzy lafiryndy. A ja mam tylko ją. Nie mam faceta, rodzina w innym mieście, w dodatku mają swoje sprawy, a ja jako najstarsza i tak muszę wszystkiego pilnować. W dodatku Kaśka wyśmiewa mnie, że nie mam nikogo.
Szatyn: Przecież na siłę nie będziesz się z kimś wiązać. Ona chyba do reszty zgłupiała.
Czarna: Pomóż mi.
Szatyn: O wszystkim pomyślimy jutro. Prześpij się z tym mała, chociaż wiem, że te myśli to nieodpowiedni kompan do rozmowy.

3 komentarze:

  1. Tajemniczy internauta ma rację! Nie wolno dawać się wyozystywać, bo nagle w relacji do pewnego momentu partnerskiej stajemy się podwładnym!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda mi jej. Jakiś czas temu czułam się tak samo jak ona. Wiecznie, jakby to powiedzieć, wykorzystywana. No,ale teraz jest kategoryczne NO, NO, NO nie ma nic za darmo XD Żeby się Kaśka opamiętała, a ten tajemniczy internauta jej pomógł. Trzymaj się ciepło :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baluj, baw się, a jeśli będziesz chciała to zapraszam: http://szklana-postac.blogspot.com/2014/02/maskarada-pierwsza_2079.html

      Usuń