czwartek, 13 lutego 2014

#2

Z każdą gwałtowniejsza zmianą pogody mój organizm sprzeciwia się i nie pozwala wychodzić. Ba, nie pozwala mi nawet wstawać. Czuję się fatalnie i zżera mnie nuda, a co gorsza jestem całkowicie sama. Kaśka dzieli czas pomiędzy Maćka a swoje nowe koleżanki, ojciec pracuje, a bracia nie pamiętają, że mają starszą siostrę. Pozostał mi tylko internet, w którym zobaczyłam już wszystko, co mogłoby mnie dziś zainteresować. Włączyłam komputer chyba dwudziesty raz w przeciągu popołudnia. Czat, na który natknęłam się podczas gdy nocowałam u Kaśki, widniał w moich zakładkach. Słowa przyjaciółki brzmiały w moich uszach i sprawiały, że to przecież głupota logować się i umilać sobie czas rozmową z obcymi ludźmi. Jak zwykle zrobiłam inaczej. Byłam skazana na towarzystwo internautów. Nawet przeglądarka była przeciwko mnie i zapamiętała mój login. Lista użytkowników liczyła 20 osób. Wszyscy chcieli rozmawiać ze mną prywatnie. Chyba za bardzo przyciągał ich mój nick.
- Co za gówno!
Oburzałam się z każdą kolejną zboczoną propozycją coraz bardziej. W momencie, kiedy kierowałam kursor myszki w stronę napisu ''Wyloguj'', pojawiło się nowe okno rozmowy.

Szatyn: też denerwują cię napaleńcy co lecą tylko na twój nick?

Nareszcie jakieś inne powitanie, bardziej na miejscu.

Czarna: tylko błagam Cię, nie okaż się kolejnym                    
Szatyn: spokojnie, inaczej bym do Ciebie nie napisał.              
Czarna: Więc... Cześć.                                                            
Szatyn: Cześć, znasz może domowy sposób na bolące gardło?
Czarna:  A znasz może sposób na to, co można robić podczas choroby, żeby nie czuć się samotnym?   Szatyn: To w takim większym mieście jak Łódź, można czuć się samotnym?
Czarna: Samotnym to można się czuć nawet w Nowym Jorku.                
Szatyn: Nie byłem. A chciałbym bardzo.                                
Czarna: A co, chciałbyś spróbować tamtejszej samotności?              
Szatyn: Wystarcza mi ta, tutaj.                                                 
Czarna: Przytłacza Cię Łódź i wszystko co się w niej znajduje, czy tylko ja mam z tym problem?
Szatyn: Powiedzmy, że skoro tak mówisz, to pewnie tak jest.
Czarna: Czyli nie jesteś z Łodzi?
Szatyn: Ale czatuję tu.
Czarna:  Długo?
Szatyn: Jakiś rok.
Czarna: Wow!
Szatyn: I zawsze tylko w publicznym roomie rozmawiam. Panny są tak tępe, że szkoda słów. 
Czarna: Dlaczego do mnie napisałeś?
Szatyn: Bo obserwowałem cię już jakiś czas temu. Jak rozmawiałaś z bywalcami o imprezach w Łodzi. No i w końcu cię dorwałem.
Czarna:  <zawstydzona>
Szatyn:  Oj, no.
Czarna:  Czyli ty też imprezujesz?
Szatyn: Praca mi na to nie pozwala. Ale staram się.

Nasza rozmowa przez jakieś dwie godziny dotyczyła łódzkich klubów i tego co się w nich dzieje. Ciekawość nie pozwoliła mi jednak kontynuować tego tematu.
Czarna: To chyba nie na miejscu spoufalać się od razu, ale może powiesz mi coś o sobie? Nie musisz mówić od razu jak się nazywasz.
Szatyn: Więc... Lubię pierogi z ziemniakami. Ale nie umiem ich lepić.
Czarna: Hahaha. Pierogi.. Ja też!
Szatyn: A umiesz lepić?
Czarna: A co jest trudnego w ulepieniu pierogów?
Szatyn: Wszystko.
Czarna: Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jesteś facetem i nie zmyślasz.
Szatyn: Teraz ty powiedz coś o sobie.
Czarna: Bardzo lubię pierogi.
Szatyn: To już wiem. Coś innego.
Czarna: Na przykład co?
Szatyn: Wiek.
Czarna: Kobiet się o wiek nie pyta.
Szatyn:  Tylko o co ?
Czarna: No... Nie wiem. Ale o wagę i o wiek nie pytaj.
Szatyn: Ile ważysz?
Czarna: 57.
Szatyn: Wygrałem!
Czarna: To może zmienię nick... Na Czarna57, pomyślą, że jestem wiekowa i będę sama sobie wybierać kompanów do rozmowy.
Szatyn: Ja mogę być Twoim kompanem.
Czarna: Musisz mnie do siebie przekonać.
Szatyn: Mało ci?!  Dowiedziałaś się o mnie aż za dużo. Wiesz już, że lubię pierogi, że nie umiem ich lepić i nie jestem z Łodzi. No i jeszcze wiesz, że gardzę tępymi laskami.
Czarna: W takim razie, skąd jesteś?
Szatyn: Z Bełchatowa.
Czarna: To blisko.
Szatyn: Przekonałem?
Czarna: Trochę.
Szatyn: Wiesz co. Mam pomysł.  Żeby było śmieszniej, starajmy się jak najdłużej utrzymać w tajemnicy nasze imiona, nazwiska i ogólnie wszystko, po czym możemy się znaleźć. Chodzi mi  o dokładny adres, telefon, gadu-gadu, Facebook i tak dalej... A tak, to możesz pytać o wszystko. Odpowiem na wszystko. I tak się nie znamy.
Czarna: Zgoda.
Szatyn: Teraz to ja zastanawiam się czy jesteś kobietą. Każda z was zadałaby od razu masę pytań, a tu proszę.
Czarna: Zgodziłam się, bo z doświadczenia wiem, że lepiej zwierzać się ludziom z internetu.
Szatyn: Dlaczego tak mówisz?
Czarna: Bo nie jest dobrze.
Szatyn: A dlaczego ?
Czarna: Teoretycznie rozmawiamy ze sobą dwie godziny. No. Prawie dwie i pół i nie wiem, czy to dobry moment na tego typu tematy. Chyba jeszcze za wcześnie.
Szatyn: O proszę. Jeszcze! Czyli nie rezygnujemy z naszych pogawędek?
Czarna: No nie.
Szatyn: Cieszę się. A wracając do tematu, to każdy moment jest dobry.
Czarna: Ej, proszę. Jeszcze nie dzisiaj.
Szatyn: Okej. Nie naciskam, ale zawsze wal śmiało.
Czarna: Nie wierzę, że to mówię już tak wcześnie, ale dzięki!
Szatyn: Luzik. I tak na marginesie,to nie jestem ''EJ''.
Czarna: Więc powiedz mi, jak mam do Ciebie mówić, skoro nasze imiona to tajemnica, przynajmniej narazie.
Szatyn: No nie wiem, wymyśl coś.
Czarna: Może Pieróg?
Szatyn: Nie. Tylko nie to.
Czarna: W takim razie, hmmm... Jaki jest Twój ulubiony sport?
Szatyn: Siatkówka.
Czarna: Mój też. Więc będę mówić na Ciebie ''Siatkarz'', co Ty na to?
Szatyn: Pasuje. Ja na Ciebie będę mówić... A ile masz wzrostu?
Czarna: 175.
Szatyn: Mała. Tak właśnie będę na Ciebie mówił.
Czarna: Wypraszam sobie! Nie jestem mała!
Szatyn: Ale ja jestem dużo większy, więc jesteś.
Czarna: Egoista.
Szatyn: Dziękuję.

Do mojego mieszkania nagle wparowała Kaśka. Wiedziałam, że kontynuowanie rozmowy z Siatkarzem będzie trudne, więc postanowiłam się pożegnać.

Czarna: Siatkarz, ja lecę. Wpadła przyjaciółka i pewnie ciężko będzie mi skupić się na rozmowie.
Szatyn: Do jutra?
Czarna: Do jutra.

Kaśka nie widziała, że akurat wylogowałam się z czatu. Oszczędziłam sobie jej gadaniny i umoralniania. Miałam nadzieję, że pogadamy normalnie, jak dwie przyjaciółki. Niestety przeliczyłam się, bo Kasia w przeciągu kilku minut opowiedziała mi historie z życia każdej nowej koleżanki. Kompletnie mnie to jednak nie obchodziło.

- Dobra. Ja uciekam. Mówiłam ci, że zdążę przyjść pogadać?
- Ale ...
- Gonię, bo jestem padnięta a muszę jeszcze ogarnąć kilka rzeczy. Trzymaj się!

Kaśka zamknęła drzwi, a właściwie trzasnęła nimi.

- Ale my nawet nie zdążyłyśmy pogadać.


*


Zostawiam Was, Kochane, z takim oto czymś.. Ostatnio za dużo na głowie, więc wykorzystuje wolny czas  i oddaję wam rozdział już dzisiaj, bo znalazłam chwile czasu. 



2 komentarze:

  1. Możesz mnie zostawiać z takim oto czymś cały czas, nie będę się sprzeciwiała. Wciągnęłam się w tą ich rozmowę na czacie, jej strasznie mi się spodobało ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. O mamuniu jakbym miała taka przyjaciółkę, to tez wolałabym czatować:). Przecież ona jej dojść do słowa nie dała:). Mam nadzieję, że czasem wysłucha co ma do powiedzenia druga strona;)

    OdpowiedzUsuń