piątek, 28 lutego 2014

#4

Szatyn: Ogólnie mój współlokator jest czasem nie do zniesienia, ale chyba nie mógłbym mieszkać sam.
Czarna: Też nie lubię mieszkać sama.
Szatyn: Ale mieszkasz.
Czarna: I żałuję.
Szatyn: No to dlaczego nie mieszkasz z jakąś koleżanką albo z rodziną?
Czarna: Właściwie to ja sama nie wiem czego chcę.
Szatyn: No właśnie to miałem powiedzieć. Jesteś bytem nieokiełznanym, Mała. Chcesz mieszkać sama i nie chcesz mieszkać sama.
Czarna: To nie tak. Mieszkałam z ojcem i braćmi. Byłam najstarsza z rodzeństwa i cały dom stał na mojej głowie a do tego rodzice taty na Pomorzu mieszkają, ojciec pracował i w sumie to nadal pracuje, ale jego nowe obowiązki pozwalają na częstsze pobyty w domu, więc obydwoje doszliśmy do wniosku, że muszę trochę odpocząć, dlatego przeprowadzę się do całkiem innego miasta na studia.
Szatyn: Nie chcę być niemiły, ale co z mamą?
Czarna: Mama zmarła miesiąc po trzecim porodzie, kiedy miałam 15 lat, a drugi brat 6, także...
Szatyn: Przepraszam Cię. Nie powinienem o to pytać. Strasznie mi głupio...
Czarna: Daj spokój! Stało się i już. Swoje przeżyłam. Ale bardzo za nimi tęsknię i chciałabym wrócić do rodzinnego miasta.
Szatyn: A Twoim rodzinnym miastem jest ... ?
Czarna: Bełchatów.
Szatyn: Nie gadaj... Jakby na to nie patrzeć, to mieszkamy w jednym mieście! Teraz tylko jesteś w Łodzi.
Czarna: No dokładnie tak jest.
Szatyn: Mam rozumieć, że w powrocie do domu przeszkadzają Ci studia. Nie chcesz dojeżdżać, prawda?
Czarna: Prawda... Samotność jest straszna.
Szatyn: Cóż za wyznanie po jakiś 5 tygodni korespondencji!
Czarna: Zaczęłam się przed Tobą otwierać, nie zmarnuj tego.
Szatyn: A ja przed Tobą.
Czarna: Rzadko komu mówię o swojej rodzinie.
Szatyn: Ja o mojej też, pomimo tego, że jest bardzo, bardzo normalna. Mam starsza siostrę tylko i kilka domów dalej mieszkają dziadkowie, także nie jest źle.
Czarna: Wiesz...Ciekawe kiedy dowiem się jak masz na imię.
Szatyn: Ostatnio próbowałem zgadnąć Twoje.
Czarna: I co?
Szatyn: No i nic. Analizowałem wszystkie nasze rozmowy i ani razu się nie wygadałaś.
Czarna: Ty też nie. To co, może jakieś podpowiedzi?
Szatyn: Hm. Mówią do mnie na dwa sposoby - albo pełnym imieniem, czyli tym bardziej oficjalnym, albo zdrobnieniem.
Czarna: Zdrobnienie kończy się na jaką literę?
Satyn: Na ''K''.
Czarna: A pełne imię?
Szatyn: Nie powiem Ci, bo zgadniesz.
Czarna: Ale jesteś...
Szatyn: Nieważne jaki jestem, teraz Twoja kolej.
Czarna: Więc.. Moje pełne imię kończy się na "A''.
Szatyn: Brawo, nie wpadłbym na to.
Czarna: I zaskoczę Cię, bo zdrobnienie też na ''A''.
Szatyn: Jejku, tyle się dowiedziałem, że za kilka sekund zgadnę jak się nazywasz.
Czarna: Nie denerwuj się, to faktycznie beznadziejne ułatwienie, więc moje imię jest dość rzadkie i zaczyna się na ''M''
Szatyn: Dość rzadkie i na literkę ''M'' ... Może nazywasz się Margerita, a ja lubię pizzę. Mmmm...
Czarna: Czasami zastanawiam sie, czy istniejesz naprawdę, czy tylko wydaje mi się, że ktoś tak głupi istnieje na kuli ziemskiej.
Szatyn: Miałem ochotę napisać Ci, że jeżeli nie wierzysz to mnie dotknij, ale to raczej kiepskie.
Czarna: Może kiedyś będzie mi dane to zrobić. W każdy razie zróbmy podsumowanie tych pięciu tygodni.
Szatyn: Zgoda.
Czarna: Grasz w siatkę i ją lubisz, jesteś wysoki, mieszkasz w Bełchatowie, masz fajną rodzinę i siostrę, lubisz imprezować ale nie masz czasu i nie można Ci przeginać, mieszkałeś kiedyś w Austrii przez pewien czas, nie lubisz pustych lasek, nie umiesz gotować, lubisz niebieski i czarny, masz też granatowy samochód i szybko biegasz. No. Tyle przyszło mi na myśl, ale jeszcze pewnie coś wiem.
Szatyn: A ja wiem o Tobie to, że jesteś zaradna, potrafiłaś opiekować się rodziną, jesteś uczuciowa, studiujesz dziennikarstwo, masz prawko, umiesz gotować ale nie umiesz piec, ważysz 57 kg i jesteś malutka bo masz tylko metr siedemdziesiąt pięć, lubisz biegać, imprezować i jeść pierogi, masz przyjaciółkę Kaśkę, która dziwnie się zachowuje, jesteś z Bełchatowa, ale mieszkasz w Łodzi i lubisz siatkę.
Czarna: Wyrazy uznania! Nie spodziewałam się, że pamiętasz ile ważę.
Szatyn: To wszystko niby jest ważne, ale chciałbym wiedzieć ile masz lat, jak masz na imię, jaki masz głos,  jak wyglądasz, jakie masz włosy, oczy, spojrzenie, jak się ruszasz, chciałbym słyszeć jak się śmiejesz jak ci opowiadam, że spaliłem rękawiczkę żaroodporną przy robieniu herbaty.


*

28 luty - moje 24 urodziny. Obudziłam się pełna nadziei, że chociaż tego dnia moja przyjaciółka zaszczyci mnie obecnością. Po wykładach zadzwoniłam do niej i zaprosiłam na ciastko.
- Dzisiaj nie mogę. Idę wieczorem na urodziny do Alki, wiesz, była pierwsza, poza tym muszę odreagować.
- A co się stało?
- Zerwałam z Maćkiem dwa dni temu.

Rozłączyłam się i usiadłam na fotelu. Wzięłam dwa głębokie wdechy, po czym wstałam i wyciągnęłam dwie walizki. Spakowałam do nich wszystko co miałam, czyli niewiele i zniosłam je do bagażnika taksówki a stukot plastikowo-gumowych kółek doprowadzał mnie do szaleństwa. Wróciłam na górę zamknąć mieszkanie, a ponieważ kończył mi się okres wynajmu i tak czy siak musiałabym opuścić lokal.

Na dworze padał niemiłosierny deszcz, a zima przypominała raczej środek wiosny. Oczywiście na moje nieszczęście w domu rodzinnym nie było nikogo. Ojciec wracał z pracy o 16 po czym odbierał młodszego brata ze szkoły, a starszy pewnie pogonił gdzieś do kolegi. Na samym dnie torby znalazłam klucz. do drzwi. Weszłam do środka i wniosłam swoje walizki do salonu. Żeby oszczędzić tacie nerwów, jakoby ktoś miał włamać się do mieszkania, zamknęłam drzwi od środka i usiadłam na fotelu. Za jakieś piętnaście minut pod domem pojawił się duży czarny samochód, z którego wysiedli bracia i tato.
- Za godzinę jadę do supermarketu, zrobimy dziś dobrą kolację.
- Marcela! - wykrzyczał głośno młodszy brat i pobiegł w moim kierunku wieszając mi się na szyi.
- No co za niespodzianka! Pani studentka nas odwiedziła. Marcelka, dlaczego płaczesz?
- Bo zrobiło się źle, tatuś. Jestem całkiem sama w tych beznadziejnych czterech ścianach.


Dzisiejszego, urodzinowego wieczoru na czat weszłam tylko na chwilę.
Czarna:Jestem u taty. Wszystko okej, porozmawiamy jutro.
Szatyn: Cieszę się Mała, a u mnie znowu trzy do zera.
Czarna: Cieszę się bardzo! Miłego wieczoru.
Szatyn: I wzajemnie.

Odłożyłam laptopa na miejsce i usiadłam razem z tatą przy stole w kuchni. W końcu mieliśmy trochę zaległości do nadrobienia.

czwartek, 20 lutego 2014

#3

Po ciężkim dniu na uczelni nawet nie chciało mi przebierać. Ściągnęłam tylko kurtkę i padając na sofę niepostrzeżenie zasnęłam. Po trzech godzinach, kiedy nabrała energii, włączyłam laptopa i odprawiłam swój tygodniowy już rytuał, a mianowicie zalogowanie się na czacie. Tradycyjnie czekałam na Pana Siatkarza. Zawsze się spóźniał.

Szatyn: Wybacz, Mała, ale małe problemy z internetem.
Czarna: W porządku, to tylko 10 minut. Witam.
Szatyn: Cześć, jak minął dzień?
Czarna: Męcząco. Najpierw zajęcia, później odwiedziłam tatę, bo przeziębiony a bracia w szkole i nie ma kto zrobić zakupów, później latałam z Kaśką po sklepach bo idzie na wesele i potrzebuje sukienki, a później to już pisałam artykuł w kawiarni. No i wróciłam do domu żeby pospać trzy godzinki i pojawiłam się tu. A ty jak tam?
Szatyn: W sumie to jak zwykle. Śniadanie, trening, chwile na mieście, obiad, trening, mecz, miasto i dom. I tak jak Ty spałem chwilę.
Czarna: Jak poszło?
Szatyn: 3:0 dla nas.
Czarna: No to ładnie.
Szatyn: I wszystko mnie boli. Najbardziej plecy.
Czarna: A mnie mózg. Mam do napisania artykuł na zaliczenie a nie wyrabiam. Wszyscy mnie potrzebują.
Szatyn: I nie masz czasu dla siebie?
Czarna: Coś w tym rodzaju.
Szatyn: Może się nie znam ale wydaje mi się, że powinnaś trochę odpocząć.
Czarna: Jak mam odpocząć, skoro ciągle ktoś czegoś ode mnie chce?
Szatyn: Rozmawiamy już tydzień i ciągle jest tak samo. Z tego co wiem to trwa jeszcze dłużej.
Czarna: No trwa...
Szatyn: W dodatku odwalasz brudną robotę za swoją przyjaciółkę. I sama mi o tym mówiłaś. Napisałaś jej już trzy artykuły.
Czarna: No tak. Podobno lepiej mi to wychodzi i chce jej pomóc.
Szatyn: A kiedy ona pomogła Tobie ostatni raz?
Czarna: Jak możesz to nie wtrącaj się w to, bo gwarantuję, że z Kaśką jest wszystko ok.
Szatyn: Nie wtrącam się, tylko szkoda mi jak czytam, że ktoś manipuluje taką super dziewczyną.
Czarna:  Nikt mną nie manipuluje. Niczego tak naprawdę nie wiesz.
Szatyn: Nie muszę wiedzieć wszystkiego. Wiem to, co najbardziej istotne.
Czarna:  Nie przeginaj.

Opuściłam czat i wyłączyłam laptopa. Skończony internetowy, pieprzony dupek.

- Cześć? Mogę wejść?
- Cześć Maciek, jasne.

Byłam bardzo zdziwiona. Maciek zazwyczaj przychodził w towarzystwie Kaśki o ile w ogóle, z uśmiechem na ustach. Dzisiaj przyszedł sam, smutny i wyraźnie zmartwiony.

- Przepraszam, że cię tak nachodzę, ale chciałbym pogadać.
- Coś z Kaśką, tak?
- Wiesz kiedy widziałem się z nią ostatni raz tak dłużej? Dobry miesiąc temu. - wypalił. - Widujemy się tylko przelotem, na trzydzieści minut, raz w tygodniu. Ciągle opowiada o swoich nowych koleżankach.
- Uwierz, że dało się to zauważyć.
- Strasznie się zmieniła. Ze skromnej, fajnej dziewczyny, w której się zakochałem stała się tak próżna, że nie mamy już o czym rozmawiać.
- Dlaczego próżna?
- Wczoraj jak spotkałem ją w osiedlowym spożywczaku to rozmawialiśmy chwilę, więc pomyślałem, że odprowadzę ją do domu.
- Ale powiedziała ci coś wtedy? Nie wiem, nie chciała, żebyś z nią poszedł?
- Akurat spotkaliśmy jedną laskę z jej nowej paczki. Była obwieszona milionem łańcuszków i bransoletek i jak była już kawałek za nami to Kaśka zapytała mnie, czy widziałem jaką miała super biżuterię.
- No to jeszcze nie powód do paniki.
- To jeszcze nie, ale dodała do tego '' Wiesz od kogo ma to wszystko? Od swojego chłopaka. Ta to ma dobrze, ale jej zazdroszczę.''
- Co?!
- Ogólnie to słyszałem, że rozmawiała przez telefon z którąś z nich na twój temat.
- Że co proszę?
- Powiedziała, że nie rozumie jak możesz być sama i że jak tak dalej będziesz się zachowywać to nie znajdziesz nikogo do czterdziestki. Ja wiem, że nie powinienem jej sypać, ale zrozum, że ją kocham i chce, żebyś mi pomogła sprowadzić ją na ziemie. Proszę Cię, Marcela, zrób coś!

Nie mogłam uwierzyć w słowa Maćka, ale sądząc po jego minie, prawdopodobnie nie miałam wyjścia. Musiałam zareagować na krzywe odpały przyjaciółki i wyjaśnić kwestie dotyczącą mnie oraz tego, jak traktuje swojego faceta. Uznałam, że nie ma na co czekać. Na domowe ciuchy narzuciłam tylko kurtkę i szybkim krokiem przeszłam dwie ulice. Do Kaśki weszłam oczywiście bez pukania. Zastałam ją w szlafroku i z ogórkami na oczach. Jej trzy nowe koleżanki wyglądały identycznie jak ona. Zaśmiałam się pod nosem.
- Kaśka, no nie, błagam. Nie odpierdalaj kabaretu.
- Bardzo śmieszne, mogłaś chociaż zapukać.
- Widzę, że cofamy się w czasie i przechodzimy do fazy 'Jak do mnie przychodzisz to masz pukać'.
- Poczekajcie dziewczyny. - Kaśka zwróciła się do swoich towarzyszek i złapała mnie za rękę, prowadząc do kuchni.

- A więc to dlatego olewasz sobie wszystkie artykuły. Nie dziwi mnie to, gdybym zalepiała sobie oczy ogórkami, też nie widziałabym co piszę.
- Mówiłam ci, że dzisiaj nie mam czasu na odwiedziny. Umawiałam się z nimi już jakiś czas temu a ty wchodzisz jak do stajni.
- Kaśka, czy ciebie już do reszty posrało?!
- Niby dlaczego?  Przecież ty też masz koleżanki i ten swój internet.
- Moje koleżanki są normalne. W porównaniu z tym, co odwalasz to internet też jest normalny.
- Przyszłaś mnie tu umoralniać?
- Nie, przyszłam ci przemówić do rozumu. Zaniedbujesz Maćka, studia i mnie. Interesują cię tylko one, a jak do mnie przychodzisz to nie rozmawiamy jak dawniej. Kurwa! Uwierz, że nie obchodzi mnie życiorys Twoich koleżanek!
- Nieprawda! Nikogo nie zaniedbuję. Po prostu staram się dzielić jakoś czas pomiędzy was wszystkich.
- Słabo ci to wychodzi.
- Daj mi spokój.
- Dobrze. Masz spokój. Żegnam.


Byłam tak zdenerwowana rozmową z Kaśką, że jedyne czego chciałam to rozpłakać się  albo porozmawiać z kimś. Tak po prostu wybuchnąć. Na myśl przyszedł mi oczywiście czat i to, że chyba za ostro potraktowałam Siatkarza. Goniłam do domu, żeby go jeszcze zastać. I zastałam.

Czarna: Miałeś rację. To wszystko jest jakieś popierdolone. Cholernie mi źle z tym, co stało się z Kaśką. Nie wiem co mam robić.Przychodzi jej chłopak i oczekuje ode mnie pomocy a ja jestem jeszcze bardziej bezradna od niego. Przepraszam. Nie mówiłeś mi tego wszystkiego celowo. Z resztą wielu rzeczy domyśliłeś się sam. Powiedz mi, co mam robić.
Szatyn: A więc... Wiedziałem, że się pojawisz. Spokojnie. Najpierw powinnaś odpocząć od tego wszystkiego. Położyć się spać i pomyśleć, co sama chcesz z tym zrobić, ja mogę ewentualnie powiedzieć, co sądzę o tym wszystkim.
Czarna: Szybko nie zasnę, gadaj.
Szatyn: Nie męcz.
Czarna: No mówże!
Szatyn: Z przyjaźnią jest tak, jak z miłością. Trudno jest ją zdobyć, a jak już zdobędziesz to trudno utrzymać. Nie mówię, że masz od razu rezygnować z Kaśki, bo wiadomo, znacie się jak mówiłaś 10 lat, ale nie możesz dawać sobą pomiatać. Musisz jej pokazać, że masz w tej waszej chorej na chwilę obecną relacji jakieś zdanie.
Czarna:  Wszystko zaczęło się jakieś półtora miesiąca temu jak poznała te trzy lafiryndy. A ja mam tylko ją. Nie mam faceta, rodzina w innym mieście, w dodatku mają swoje sprawy, a ja jako najstarsza i tak muszę wszystkiego pilnować. W dodatku Kaśka wyśmiewa mnie, że nie mam nikogo.
Szatyn: Przecież na siłę nie będziesz się z kimś wiązać. Ona chyba do reszty zgłupiała.
Czarna: Pomóż mi.
Szatyn: O wszystkim pomyślimy jutro. Prześpij się z tym mała, chociaż wiem, że te myśli to nieodpowiedni kompan do rozmowy.

czwartek, 13 lutego 2014

#2

Z każdą gwałtowniejsza zmianą pogody mój organizm sprzeciwia się i nie pozwala wychodzić. Ba, nie pozwala mi nawet wstawać. Czuję się fatalnie i zżera mnie nuda, a co gorsza jestem całkowicie sama. Kaśka dzieli czas pomiędzy Maćka a swoje nowe koleżanki, ojciec pracuje, a bracia nie pamiętają, że mają starszą siostrę. Pozostał mi tylko internet, w którym zobaczyłam już wszystko, co mogłoby mnie dziś zainteresować. Włączyłam komputer chyba dwudziesty raz w przeciągu popołudnia. Czat, na który natknęłam się podczas gdy nocowałam u Kaśki, widniał w moich zakładkach. Słowa przyjaciółki brzmiały w moich uszach i sprawiały, że to przecież głupota logować się i umilać sobie czas rozmową z obcymi ludźmi. Jak zwykle zrobiłam inaczej. Byłam skazana na towarzystwo internautów. Nawet przeglądarka była przeciwko mnie i zapamiętała mój login. Lista użytkowników liczyła 20 osób. Wszyscy chcieli rozmawiać ze mną prywatnie. Chyba za bardzo przyciągał ich mój nick.
- Co za gówno!
Oburzałam się z każdą kolejną zboczoną propozycją coraz bardziej. W momencie, kiedy kierowałam kursor myszki w stronę napisu ''Wyloguj'', pojawiło się nowe okno rozmowy.

Szatyn: też denerwują cię napaleńcy co lecą tylko na twój nick?

Nareszcie jakieś inne powitanie, bardziej na miejscu.

Czarna: tylko błagam Cię, nie okaż się kolejnym                    
Szatyn: spokojnie, inaczej bym do Ciebie nie napisał.              
Czarna: Więc... Cześć.                                                            
Szatyn: Cześć, znasz może domowy sposób na bolące gardło?
Czarna:  A znasz może sposób na to, co można robić podczas choroby, żeby nie czuć się samotnym?   Szatyn: To w takim większym mieście jak Łódź, można czuć się samotnym?
Czarna: Samotnym to można się czuć nawet w Nowym Jorku.                
Szatyn: Nie byłem. A chciałbym bardzo.                                
Czarna: A co, chciałbyś spróbować tamtejszej samotności?              
Szatyn: Wystarcza mi ta, tutaj.                                                 
Czarna: Przytłacza Cię Łódź i wszystko co się w niej znajduje, czy tylko ja mam z tym problem?
Szatyn: Powiedzmy, że skoro tak mówisz, to pewnie tak jest.
Czarna: Czyli nie jesteś z Łodzi?
Szatyn: Ale czatuję tu.
Czarna:  Długo?
Szatyn: Jakiś rok.
Czarna: Wow!
Szatyn: I zawsze tylko w publicznym roomie rozmawiam. Panny są tak tępe, że szkoda słów. 
Czarna: Dlaczego do mnie napisałeś?
Szatyn: Bo obserwowałem cię już jakiś czas temu. Jak rozmawiałaś z bywalcami o imprezach w Łodzi. No i w końcu cię dorwałem.
Czarna:  <zawstydzona>
Szatyn:  Oj, no.
Czarna:  Czyli ty też imprezujesz?
Szatyn: Praca mi na to nie pozwala. Ale staram się.

Nasza rozmowa przez jakieś dwie godziny dotyczyła łódzkich klubów i tego co się w nich dzieje. Ciekawość nie pozwoliła mi jednak kontynuować tego tematu.
Czarna: To chyba nie na miejscu spoufalać się od razu, ale może powiesz mi coś o sobie? Nie musisz mówić od razu jak się nazywasz.
Szatyn: Więc... Lubię pierogi z ziemniakami. Ale nie umiem ich lepić.
Czarna: Hahaha. Pierogi.. Ja też!
Szatyn: A umiesz lepić?
Czarna: A co jest trudnego w ulepieniu pierogów?
Szatyn: Wszystko.
Czarna: Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jesteś facetem i nie zmyślasz.
Szatyn: Teraz ty powiedz coś o sobie.
Czarna: Bardzo lubię pierogi.
Szatyn: To już wiem. Coś innego.
Czarna: Na przykład co?
Szatyn: Wiek.
Czarna: Kobiet się o wiek nie pyta.
Szatyn:  Tylko o co ?
Czarna: No... Nie wiem. Ale o wagę i o wiek nie pytaj.
Szatyn: Ile ważysz?
Czarna: 57.
Szatyn: Wygrałem!
Czarna: To może zmienię nick... Na Czarna57, pomyślą, że jestem wiekowa i będę sama sobie wybierać kompanów do rozmowy.
Szatyn: Ja mogę być Twoim kompanem.
Czarna: Musisz mnie do siebie przekonać.
Szatyn: Mało ci?!  Dowiedziałaś się o mnie aż za dużo. Wiesz już, że lubię pierogi, że nie umiem ich lepić i nie jestem z Łodzi. No i jeszcze wiesz, że gardzę tępymi laskami.
Czarna: W takim razie, skąd jesteś?
Szatyn: Z Bełchatowa.
Czarna: To blisko.
Szatyn: Przekonałem?
Czarna: Trochę.
Szatyn: Wiesz co. Mam pomysł.  Żeby było śmieszniej, starajmy się jak najdłużej utrzymać w tajemnicy nasze imiona, nazwiska i ogólnie wszystko, po czym możemy się znaleźć. Chodzi mi  o dokładny adres, telefon, gadu-gadu, Facebook i tak dalej... A tak, to możesz pytać o wszystko. Odpowiem na wszystko. I tak się nie znamy.
Czarna: Zgoda.
Szatyn: Teraz to ja zastanawiam się czy jesteś kobietą. Każda z was zadałaby od razu masę pytań, a tu proszę.
Czarna: Zgodziłam się, bo z doświadczenia wiem, że lepiej zwierzać się ludziom z internetu.
Szatyn: Dlaczego tak mówisz?
Czarna: Bo nie jest dobrze.
Szatyn: A dlaczego ?
Czarna: Teoretycznie rozmawiamy ze sobą dwie godziny. No. Prawie dwie i pół i nie wiem, czy to dobry moment na tego typu tematy. Chyba jeszcze za wcześnie.
Szatyn: O proszę. Jeszcze! Czyli nie rezygnujemy z naszych pogawędek?
Czarna: No nie.
Szatyn: Cieszę się. A wracając do tematu, to każdy moment jest dobry.
Czarna: Ej, proszę. Jeszcze nie dzisiaj.
Szatyn: Okej. Nie naciskam, ale zawsze wal śmiało.
Czarna: Nie wierzę, że to mówię już tak wcześnie, ale dzięki!
Szatyn: Luzik. I tak na marginesie,to nie jestem ''EJ''.
Czarna: Więc powiedz mi, jak mam do Ciebie mówić, skoro nasze imiona to tajemnica, przynajmniej narazie.
Szatyn: No nie wiem, wymyśl coś.
Czarna: Może Pieróg?
Szatyn: Nie. Tylko nie to.
Czarna: W takim razie, hmmm... Jaki jest Twój ulubiony sport?
Szatyn: Siatkówka.
Czarna: Mój też. Więc będę mówić na Ciebie ''Siatkarz'', co Ty na to?
Szatyn: Pasuje. Ja na Ciebie będę mówić... A ile masz wzrostu?
Czarna: 175.
Szatyn: Mała. Tak właśnie będę na Ciebie mówił.
Czarna: Wypraszam sobie! Nie jestem mała!
Szatyn: Ale ja jestem dużo większy, więc jesteś.
Czarna: Egoista.
Szatyn: Dziękuję.

Do mojego mieszkania nagle wparowała Kaśka. Wiedziałam, że kontynuowanie rozmowy z Siatkarzem będzie trudne, więc postanowiłam się pożegnać.

Czarna: Siatkarz, ja lecę. Wpadła przyjaciółka i pewnie ciężko będzie mi skupić się na rozmowie.
Szatyn: Do jutra?
Czarna: Do jutra.

Kaśka nie widziała, że akurat wylogowałam się z czatu. Oszczędziłam sobie jej gadaniny i umoralniania. Miałam nadzieję, że pogadamy normalnie, jak dwie przyjaciółki. Niestety przeliczyłam się, bo Kasia w przeciągu kilku minut opowiedziała mi historie z życia każdej nowej koleżanki. Kompletnie mnie to jednak nie obchodziło.

- Dobra. Ja uciekam. Mówiłam ci, że zdążę przyjść pogadać?
- Ale ...
- Gonię, bo jestem padnięta a muszę jeszcze ogarnąć kilka rzeczy. Trzymaj się!

Kaśka zamknęła drzwi, a właściwie trzasnęła nimi.

- Ale my nawet nie zdążyłyśmy pogadać.


*


Zostawiam Was, Kochane, z takim oto czymś.. Ostatnio za dużo na głowie, więc wykorzystuje wolny czas  i oddaję wam rozdział już dzisiaj, bo znalazłam chwile czasu. 



piątek, 7 lutego 2014

#1

Łódź, siódma rano. Za godzinę mam wykłady  a moje nieogarnięcie przeraża mnie z każdym kolejnym spojrzeniem w lustro. Odkąd zamieszkałam w wielkim świecie samotnie, a od tego cudownego momentu minęło jakieś 4 lata, moje życie obróciło się o 360 stopni. Lenistwo nie pozwala mi zjeść obiadu, a fundusze biednego studenta często przeznaczam na coś innego niż bułki na kolację. Najgorsze, że często jest to coś, przez co nie mogę nazajutrz wstać. Ale jest pięknie! Zarówno w jednym, jak i drugim świecie -internetowym. Prowadzę blogi, udzielam się na różnych forach i jestem aktywna na wszystkich słynnych i mniej słynnych platformach mikro-blogowych. Po części związane jest to z kierunkiem jaki studiuję, a mianowicie z dziennikarstwem i komunikacją społeczną. Dziś jednak, życie w sieci idzie w odstawkę, gdyż razem z moją przyjaciółką robimy sobie babskie, całonocne spotkanie. Na takowe możemy sobie pozwolić z racji tego, że jest piątek, po egzaminach.

- Gratuluję udanej sesji, siostro!
- Dzięki i również gratuluję!


Razem z Kaśką stuknęłyśmy się kieliszkami z szampanem. Tak. Szampanem sesji jeszcze nie zdarzyło mi się opijać, nie mniej jednak czymś trzeba było to uczynić.
Oczywiście nie obyło się bez plotek o chłopakach z wydziału i koleżankach, które lubimy mniej lub bardziej. Ach, te kobiety...
- Wiesz co, Marcela? Podobasz się moim kolegom z wydziału. Ciągle komentują twój tyłek.
-  Przekaż, że karzę im się wypchać.
- Durna, nie chcesz nikogo? Przecież fajnie jest mieć się do kogo przytulić i z kim poromansować i w ogóle.
- Nie powiedziałam, że nie fajnie. Widocznie jestem za wybredna i każdy potencjalny kandydat idzie w odstawkę. Nic na to nie poradzę, że to ty bardziej cieszysz się z tego, że się komuś podobam niż ja sama.
- Marcelka, ogarnęłabyś się wreszcie i zaczęła rozglądać za jakimś fajnym kolesiem, a nie siedziała w tym internecie i marnowała czas.
- Dla mnie to nie jest strata czasu.
- No fakt, może potrafisz podzielić ten czas pomiędzy prawdziwe życie, ale przecież w sieci nie znajdziesz faceta. Ewentualnie jakiegoś pedofila, który przyjedzie i cię zgwałci.
- Czasem mnie zadziwiasz, nawet mój ojciec tak nie mówi, serio.
- Dobra, zrobisz co będziesz chciała. Nie wiem czy jestem w stanie znaleźć dla ciebie wariata, którego sobie wymarzyłaś.


Więc taka była właśnie moja najlepsza przyjaciółka. Zakochana po uszy w Maćku już przez dłuższy okres czasu, szuka dla mnie faceta, którego ja najzwyczajniej w świecie muszę znaleźć sama. Tylko i wyłącznie. Wtrącanie się osób trzecich w związki poprzez swatanie, nie zawsze jest dobre. Ba, śmiem pokusić się o stwierdzenie, że jest czymś złym.

Nasze spotkanie zakończyło się oczywiście na tym, że o godzinie drugiej Kaśka zasnęła. Włączyłam więc komputer i nudząc się błądziłam po internecie. Mimowolnie weszłam na jeden z popularniejszych internetowych portali i znużona snem kliknęłam w jedną z zakładek. Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że właśnie włączyłam czat. Formę aktywnego spędzania czasu w internecie, którą próbowałam pośrednio, przez bloga lub Facebooka - tylko dla znajomych czy Twittera. Zalogowałam się na jeden z tak zwanych "pokoi" o nazwie ''Łódź'', a jako nazwy użytkownika użyłam słowa ''Czarna'', bo tak mówią na mnie znajomi. Pomimo późnej pory obecnych było kilkanaście osób będących rzekomo mieszkańcami Łodzi. Dołączyłam do rozmowy zbiorowej. Było całkiem okej, ludzie wydawali się być w porządku. Okazało się, że są zalogowani na tym czacie już nawet kilka lat i regularnie ze sobą rozmawiają. Nawet się nie spostrzegłam, a minęły dwie godziny. Nie zdradziłam swojego imienia ani nazwiska oraz niczego, po czym ktokolwiek mógłby mnie znaleźć. O piątej zdecydowałam się wyłączyć komputer i położyć się na łóżku obok śpiącej już kilka godzin Kasi.

Nazajutrz, obudziłam się około godziny 14 i opowiedziałam przyjaciółce o całym nocnym zajściu.
- Boże, tylko mi nie mów, że dołączysz do jeszcze jednego grona, tym razem czatujących osobników, którzy już totalnie nie mają co robić ze swoim życiem.
- To był tylko raz. Specjalnie nie zdradzałam nikomu swoich danych, nawet imienia. Mam w internecie lepsze zajęcia.
- Nie wiem czy ci wierzyć, ale powiedzmy, że choć trochę mnie przekonałaś.

Po krótkiej rozmowie dotyczącej tego, co będziemy robić, razem z Maćkiem pojechałyśmy na małe zakupy do galerii handlowej.|


*


Nie będzie już kontynuacji wspaniałej czwórki.
Nie mam pomysłu na dalsze ich losy, a nawet jeśli jakiś jest, to nieciekawy.
Zostawiam was z rozdziałem napisanym w 20 minut, przed chwilą dosłownie.
Nie wiem co z tego wyniknie, ale planuję coś zupełnie innego niż dotychczas.