Czarna: Też nie lubię mieszkać sama.
Szatyn: Ale mieszkasz.
Czarna: I żałuję.
Szatyn: No to dlaczego nie mieszkasz z jakąś koleżanką albo z rodziną?
Czarna: Właściwie to ja sama nie wiem czego chcę.
Szatyn: No właśnie to miałem powiedzieć. Jesteś bytem nieokiełznanym, Mała. Chcesz mieszkać sama i nie chcesz mieszkać sama.
Czarna: To nie tak. Mieszkałam z ojcem i braćmi. Byłam najstarsza z rodzeństwa i cały dom stał na mojej głowie a do tego rodzice taty na Pomorzu mieszkają, ojciec pracował i w sumie to nadal pracuje, ale jego nowe obowiązki pozwalają na częstsze pobyty w domu, więc obydwoje doszliśmy do wniosku, że muszę trochę odpocząć, dlatego przeprowadzę się do całkiem innego miasta na studia.
Szatyn: Nie chcę być niemiły, ale co z mamą?
Czarna: Mama zmarła miesiąc po trzecim porodzie, kiedy miałam 15 lat, a drugi brat 6, także...
Szatyn: Przepraszam Cię. Nie powinienem o to pytać. Strasznie mi głupio...
Czarna: Daj spokój! Stało się i już. Swoje przeżyłam. Ale bardzo za nimi tęsknię i chciałabym wrócić do rodzinnego miasta.
Szatyn: A Twoim rodzinnym miastem jest ... ?
Czarna: Bełchatów.
Szatyn: Nie gadaj... Jakby na to nie patrzeć, to mieszkamy w jednym mieście! Teraz tylko jesteś w Łodzi.
Czarna: No dokładnie tak jest.
Szatyn: Mam rozumieć, że w powrocie do domu przeszkadzają Ci studia. Nie chcesz dojeżdżać, prawda?
Czarna: Prawda... Samotność jest straszna.
Szatyn: Cóż za wyznanie po jakiś 5 tygodni korespondencji!
Czarna: Zaczęłam się przed Tobą otwierać, nie zmarnuj tego.
Szatyn: A ja przed Tobą.
Czarna: Rzadko komu mówię o swojej rodzinie.
Szatyn: Ja o mojej też, pomimo tego, że jest bardzo, bardzo normalna. Mam starsza siostrę tylko i kilka domów dalej mieszkają dziadkowie, także nie jest źle.
Czarna: Wiesz...Ciekawe kiedy dowiem się jak masz na imię.
Szatyn: Ostatnio próbowałem zgadnąć Twoje.
Czarna: I co?
Szatyn: No i nic. Analizowałem wszystkie nasze rozmowy i ani razu się nie wygadałaś.
Czarna: Ty też nie. To co, może jakieś podpowiedzi?
Szatyn: Hm. Mówią do mnie na dwa sposoby - albo pełnym imieniem, czyli tym bardziej oficjalnym, albo zdrobnieniem.
Czarna: Zdrobnienie kończy się na jaką literę?
Satyn: Na ''K''.
Czarna: A pełne imię?
Szatyn: Nie powiem Ci, bo zgadniesz.
Czarna: Ale jesteś...
Szatyn: Nieważne jaki jestem, teraz Twoja kolej.
Czarna: Więc.. Moje pełne imię kończy się na "A''.
Szatyn: Brawo, nie wpadłbym na to.
Czarna: I zaskoczę Cię, bo zdrobnienie też na ''A''.
Szatyn: Jejku, tyle się dowiedziałem, że za kilka sekund zgadnę jak się nazywasz.
Czarna: Nie denerwuj się, to faktycznie beznadziejne ułatwienie, więc moje imię jest dość rzadkie i zaczyna się na ''M''
Szatyn: Dość rzadkie i na literkę ''M'' ... Może nazywasz się Margerita, a ja lubię pizzę. Mmmm...
Czarna: Czasami zastanawiam sie, czy istniejesz naprawdę, czy tylko wydaje mi się, że ktoś tak głupi istnieje na kuli ziemskiej.
Szatyn: Miałem ochotę napisać Ci, że jeżeli nie wierzysz to mnie dotknij, ale to raczej kiepskie.
Czarna: Może kiedyś będzie mi dane to zrobić. W każdy razie zróbmy podsumowanie tych pięciu tygodni.
Szatyn: Zgoda.
Czarna: Grasz w siatkę i ją lubisz, jesteś wysoki, mieszkasz w Bełchatowie, masz fajną rodzinę i siostrę, lubisz imprezować ale nie masz czasu i nie można Ci przeginać, mieszkałeś kiedyś w Austrii przez pewien czas, nie lubisz pustych lasek, nie umiesz gotować, lubisz niebieski i czarny, masz też granatowy samochód i szybko biegasz. No. Tyle przyszło mi na myśl, ale jeszcze pewnie coś wiem.
Szatyn: A ja wiem o Tobie to, że jesteś zaradna, potrafiłaś opiekować się rodziną, jesteś uczuciowa, studiujesz dziennikarstwo, masz prawko, umiesz gotować ale nie umiesz piec, ważysz 57 kg i jesteś malutka bo masz tylko metr siedemdziesiąt pięć, lubisz biegać, imprezować i jeść pierogi, masz przyjaciółkę Kaśkę, która dziwnie się zachowuje, jesteś z Bełchatowa, ale mieszkasz w Łodzi i lubisz siatkę.
Czarna: Wyrazy uznania! Nie spodziewałam się, że pamiętasz ile ważę.
Szatyn: To wszystko niby jest ważne, ale chciałbym wiedzieć ile masz lat, jak masz na imię, jaki masz głos, jak wyglądasz, jakie masz włosy, oczy, spojrzenie, jak się ruszasz, chciałbym słyszeć jak się śmiejesz jak ci opowiadam, że spaliłem rękawiczkę żaroodporną przy robieniu herbaty.
*
28 luty - moje 24 urodziny. Obudziłam się pełna nadziei, że chociaż tego dnia moja przyjaciółka zaszczyci mnie obecnością. Po wykładach zadzwoniłam do niej i zaprosiłam na ciastko.
- Dzisiaj nie mogę. Idę wieczorem na urodziny do Alki, wiesz, była pierwsza, poza tym muszę odreagować.
- A co się stało?
- Zerwałam z Maćkiem dwa dni temu.
Rozłączyłam się i usiadłam na fotelu. Wzięłam dwa głębokie wdechy, po czym wstałam i wyciągnęłam dwie walizki. Spakowałam do nich wszystko co miałam, czyli niewiele i zniosłam je do bagażnika taksówki a stukot plastikowo-gumowych kółek doprowadzał mnie do szaleństwa. Wróciłam na górę zamknąć mieszkanie, a ponieważ kończył mi się okres wynajmu i tak czy siak musiałabym opuścić lokal.
Na dworze padał niemiłosierny deszcz, a zima przypominała raczej środek wiosny. Oczywiście na moje nieszczęście w domu rodzinnym nie było nikogo. Ojciec wracał z pracy o 16 po czym odbierał młodszego brata ze szkoły, a starszy pewnie pogonił gdzieś do kolegi. Na samym dnie torby znalazłam klucz. do drzwi. Weszłam do środka i wniosłam swoje walizki do salonu. Żeby oszczędzić tacie nerwów, jakoby ktoś miał włamać się do mieszkania, zamknęłam drzwi od środka i usiadłam na fotelu. Za jakieś piętnaście minut pod domem pojawił się duży czarny samochód, z którego wysiedli bracia i tato.
- Za godzinę jadę do supermarketu, zrobimy dziś dobrą kolację.
- Marcela! - wykrzyczał głośno młodszy brat i pobiegł w moim kierunku wieszając mi się na szyi.
- No co za niespodzianka! Pani studentka nas odwiedziła. Marcelka, dlaczego płaczesz?
- Bo zrobiło się źle, tatuś. Jestem całkiem sama w tych beznadziejnych czterech ścianach.
Dzisiejszego, urodzinowego wieczoru na czat weszłam tylko na chwilę.
Czarna:Jestem u taty. Wszystko okej, porozmawiamy jutro.
Szatyn: Cieszę się Mała, a u mnie znowu trzy do zera.
Czarna: Cieszę się bardzo! Miłego wieczoru.
Szatyn: I wzajemnie.
Odłożyłam laptopa na miejsce i usiadłam razem z tatą przy stole w kuchni. W końcu mieliśmy trochę zaległości do nadrobienia.